Miedza, czyli prowincja

2 grudnia 2016

Festiwal Fabuły: Małecki, Muszyński, Płaza Fot. M. Kaczyński © CK ZAMEK

Andrzej Muszyński na Festiwalu Fabuły 2016, fot. M. Kaczyński © Centrum Kultury ZAMEK

Dla Andrzeja Muszyńskiego wieś jest pochwałą tego, co niewydumane, pochwałą codzienności w najprostszym i najpełniejszym wymiarze. Pełna zmęczenia, trudu, tandety, mordobicia.

 KOMPROMIS – KONTRAST – PRZEJŚCIE

Miedza. Po jednej stronie to, co bliskie, po drugiej to, co obce. Poprowadzona przez środek. Jak wieś między dwiema rzekami – czarną i białą. „Jest się w środku, ale nie w środku wszechświata” – tak określa ją motto książki. To miejsce, w którym kontrasty znajdują wspólną przestrzeń – obszar kompromisu. W trudnym do uchwycenia czasie przejścia odkryte zostają Sosnowice. Cykl opowiadań Andrzeja Muszyńskiego łączy obraz cichej rewolucji.

Kompromis zaczyna się tu od formy, od krótkich rozdziałów dostosowanych do wymagań współczesnego czytelnika. Nie kończy się jednak na treści – niedzisiejszej, o tym, co przemija, co trudno już teraz dostrzec i wcale nie tak łatwo przyswoić – ale w treści dopiero ukazuje swoją wielowymiarowość. Każdy rozdział odsłania nowe ugody. Ta sama strona mieści w sobie pojęcia tak odległe jak allegro i ursus. Na jednej ławce zasiądą starość i młodość (choć, jak przeczytać możemy w pierwszym opowiadaniu, nie bez wysiłku: „hamuj się [młody], na skraju siadaj. Na środku ja siedzę. Ja jestem królem tej ławki, zapamiętaj”). Przyjdzie jesień – przełęcz między latem a zimą i zmierzch – korytarz dnia i nocy. Róże rozmażą granice między życiem a śmiercią. Świat – cały świat: od stalowej bańki do białych, popękanych adidasów – pokryty zostanie krowim mlekiem.

W „Dzienniku czwartoligowca” miasto zmierzy się z wsią – wiejskie ciało poddane zostanie miejskim chorobom. Zestawione zostaną pismo i druk. Niewymagający wygód kundel ustąpi z polnej drużki wybrednemu wilczurowi. Prywatność podporządkuje sobie wolność i wspólność. Czas uporczywie dążyć będzie do ustalenia, w którym momencie skończyło się dzieciństwo, a kiedy rozpoczęła dorosłość. Talent podważony zostanie brakiem wysiłku – uznanie okupione będzie trudem. Fascynacja przeistoczy się w rozczarowanie. Gwara, od której wstyd było odejść, stanie się wstydem sama w sobie. Telepatię zastąpi telefon. Droga z wiejskiego boiska do miejskiego klubu stanie się konfrontacją wyobrażeń z rzeczywistością. Technika przegra z siłą – ale tylko na kilkadziesiąt lat – mniej więcej na tyle, ile było trzeba by zatrzeć ślady po wiejskiej zabawie. Życie podważone zostanie śmiercią. Ślady po kozim mleku wypłucze pierwsze gorzkie piwo. Sława skończy się nierozpoznaniem. Taktyka dotyczyć będzie oszustwa. II liga, III liga – nie będą od siebie aż tak odległe. Sacrum zmierzy się z profanum, ciało z mięsem. I wszystko stanie się potwierdzeniem tego, co w „Prowincji” odkrył Sławomir Mrożek, że „każda rzecz przechodzi kiedyś w swoje przeciwieństwo”.

Tylko ławka zostanie, tak jak stoi, tyle że przy asfaltowej szosie. Zdarzy się, że estetyka młodości odda ukłon starym przyzwyczajeniom, a pośpiech ominie dom, w którym – jak czytamy w „Miedzy” – nie było „całego tego chujstwa: automatycznych sekretarek, uwaga złych psów, komórek, żywopłotów, monitoringów i kamer”. Okaże się, że ten dom był ostatnim miejscem, w którym biały proszek kojarzył się z czymś zupełnie innym niż teraz.

 

 

miedza-andrzej-muszynski-ZamekCzyta

 

Przyjdzie pora, by wybrać się za granicę, bo – jak tłumaczy Sławomir Mrożek – „Fellini nigdy by nie stworzył filmu «Amarcord», dzieła o swojej prowincji i o świecie, gdyby tej swojej prowincji kiedyś nie opuścił”. Za granicą odkryty zostanie nowy wymiar tego, co zostało już doświadczone – sprzeczności. Świnia i życie podróżować będą tym samym środkiem lokomocji. Ewentualna ucieczka od europejskości do (na wskroś) sensualnego kontynentu okaże się nie do końca możliwa – przez europejskie biznesenklawy, przez matkę, której wszędzie się szuka, przez tęsknotę. Bo przecież (jak głosi fragment motta) „gdziekolwiek człowiek by się nie znalazł, zawsze nosi ze sobą granice powiatu” – tego samego, w którym żył ostatni chłop, co plecy wygięte miał jak cep i, jak opisał go sam autor, „łypał przez szparę w murze, odcedzając spienione mleko. A tam, w oddali, za wypindrzonym żywopłotem siedzieli oni, w secesyjnej altanie” – mieszkańcy nowej wsi.

 

UKŁON

Jest to kolejna, cytując Andrzeja Muszyńskiego, „jedna z wielu opowieści wypowiadanych przy odchodzących w niepamięć czynnościach tego świata: łuskaniu fasoli, darciu pierza, kręceniu kiszek, ubijaniu kapusty i, jak dziś, przebieraniu kartofli”. Stylem, problematyką, sposobem ujmowania tematu autor „Miedzy” przypomina o mistrzach. Jego zbiór opowiadań potraktować można jako ukłon – wyraz uznania przede wszystkim dla Wiesława Myśliwskiego. „Bioły” – otwierający cykl opowiadań przypomina monolog z „Traktatu o łuskaniu fasoli”. W opowiadaniach udziela się klimat podobny „Traktatowi…” – jego gawędziarski ton, spokój i (znamienna dla Myśliwskiego) mitologizacja wsi. Elementom codzienności nadane zostają nowe znaczenia – wszystko zdaje się oscylować na pograniczu rzeczywistości i transcendencji. Podobnie wyglądało to u Edwarda Redlińskiego. W „Miedzy”, „Kamieniu na kamieniu” i „Konopielce” synonimem zmiany, modernizacji i włączenia wsi do wielkiego świata (synonimem tego, co złe) była droga. Ułatwiała ona obcym dotarcie do wsi, dzieliła ją na pół, przynosiła nowe zwyczaje. O „Konopielce” w opowiadaniach Andrzeja Muszyńskiego przypomina również gwara wiejska: „Jo jak tak wszystkich wtedy z ty ławki widze, jak uni przechodzom, przejedżajom, to jo wiem, że wszystko musi w końcu przejść, choćby o płot się zaparł”. U wszystkich trzech autorów wspólny i kluczowy jest właśnie moment przejścia – rewolucja. Tam powojenna i elektryczna, tu, w „Miedzy”, technologiczna.

Wieś – jaka jest, bez idealizacji – pełna pracy, zmęczenia, trudu, tandety, mordobicia, a jednocześnie pełna zalet: spokoju, porządku, cykliczności, trwałych zasad moralnych, wiary – jest pochwałą tego, co niewydumane, pochwałą codzienności w najprostszym i najpełniejszym wymiarze. Zwrot ku miejscu, w którym czas się zatrzymał, ukłon dla tego, co minione – jest wyrazem dojrzałości światopoglądowej, na którą coraz rzadziej stać współczesnych twórców.

 

TĘSKNOTA

Motto opowiadań odsyła czytelnika do „Prowincji” Sławomira Mrożka. Jego esej ze zbioru „Małe listy” traktuje o wpływie prowincjonalnego pochodzenia na autora i na tego pochodzenia wymiar. W krótkim (kilkustronicowym) tekście roi się od wskazówek potrzebnych do interpretacji zjawiska prowincjonalności. Warto odczytywać „Miedzę” przez ten pryzmat – szczególnie, kiedy prowokuje do tego sam autor. Sławomir Mrożek upomina: „Nie lekceważmy tęsknoty”. Skoro tak, trudno nie zauważyć, że „Miedza” jest tej tęsknoty wyrazem.

W „Małych listach” wskazane zostały dwie predyspozycje artystów pochodzących z małych miejscowości. Pierwszą z nich jest możliwość obserwacji relacji międzyludzkich, drugą rodzinność: silna świadomość roli, które spełniają najbliżsi i idąca za nimi gwarancja bezpieczeństwa, ciepła, kontaktu, bez względu na wszystko. Takie pochodzenie rzutuje na stan duszy – prowincja formuje podejście do życia. W „Małych listach” przeczytać można: „Tęsknota za Wielkim Światem, tak właściwa prowincji, jest modelem tęsknoty za transcendencją”. Odzwierciedleniem tego poglądu jest chociażby rozdział „Gemeinschaft”, w którym autor reportaży umieszcza próbkę swoich obserwacji z Kambodży. Łatwo ulec wrażeniu, że mamy do czynienia z fascynacją tym, co orientalne, obce. Szybko jednak okazuje się, że fascynacji tej nierozłącznie towarzyszyły: potrzeba obecności matki, konieczność powrotu i tęsknota za wspólnotą. Jak zaznaczył Sławomir Mrożek „nie będzie jednak artysty, dopóki on ze swojej prowincji się nie wyswobodzi”. Dlatego konieczne jest wyjście za granice tego, co ma się w sobie – korzystanie z dóbr, jakie niesie za sobą pochodzenie, ale otwartość na to, co obce. Najważniejsze, by nie przekreślać nowości z założenia.

„Trzeba być z prowincji i trzeba się z niej wydostać”. Inaczej nigdy nie dojrzeje się do obiektywizmu, a docenienie tego, co może stać się filarem szerokich horyzontów, miast pozostać całym światem, stanie się niemożliwe. Wszystko dlatego, że – paradoksalnie – „można mieć tylko to, co się straciło”. Bohater „Miedzy”, autor „Kundla. Pamiętnika czwartoligowca” doświadcza powrotu do rzeczywistości, której już nie ma, ale żyje w pamięci tak silnie, że konstytuuje jego osobowość. Mimo zmian, nie widać po bohaterze odczucia straty – więcej, z rozżaleniem, ale przede wszystkim z dumą i optymizmem przypomina sobie o tym, co odnajduje jedynie w swoich wspomnieniach. Zgoda na rzeczywistość nie jest jednak przypisana tym, którzy zdolni są ją opiewać. Tego rodzaju spokój osiągają ci, którzy odnaleźli już uniwersalne wartości – niekoniecznie w tym, co nadeszło, ale możliwe, że w tym, co minęło. „Prowincja jest [bowiem] szkołą tęsknoty. Najlepszą i nigdy nie zapomnianą”.

ALEKSANDRA OLEKSIAK


A. Muszyński, „Miedza”, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2013.

Tekst pochodzi z książki Festiwalu Fabuły 2016.

Zobacz także: Festiwal Fabuły: Małecki, Muszyński, Płaza

Festiwal Fabuły: Maciej Hen >>

Janina Ochojska: Na powieścidła nawet nie spoglądam >>

Małgorzata Lebda: Czasami myślę Knausgårdem >>