Festiwal Fabuły: Co teraz będzie? (Ewa Winnicka i Cezary Łazarewicz „1968. Czasy nadchodzą nowe”)

18 czerwca 2018

od lewej: Cezary Łazarewicz, Ewa Winnicka, Marian Sworzeń. Fot. M. Kaczyński ©CKZAMEK

Chłodne marcowe popołudnie. Gramofon wygrywa kolejne takty „Białego albumu”, zagłuszając gwar dochodzący zza okna. Tłum studentów zbliża się z okrzykami na ustach do Uniwersytetu Warszawskiego. Nie pamiętają wojny – sami chcą być zapamiętani. Nudzą ich opowieści rodziców.

Następny utwór na płycie to „Revolution”.

CZAS POWTÓRZONY

Okrągła rocznica wydarzenia historycznego wydaje się świetnym pretekstem do reinterpretowania tego, co minione. Przemyśleć, to znaczy: lepiej zrozumieć. Pisarze i wydawcy po pięćdziesięciu latach od masowych protestów studenckich w całej Europie i nagonki na Żydów w Polsce potwierdzają tę tendencję; na rynku książki pojawiają się wciąż nowe publikacje z Marcem ’68 w tle. Bywa on wyraźnie stematyzowany (u Mikołaja Grynberga, Joanny Wiszniewicz, Jacka Leociaka), ale wielokrotnie czyni się go wątkiem pobocznym lub tłem akcji także w powieściach. W ostatnim czasie elementem swoistej mody stała się taka konstrukcja fabuły (u Jarosława Kamińskiego, Zyty Rudzkiej, Kuby Wojtaszczyka). Nie każde historyczne wydarzenie pociąga za sobą aż tyle literackich reminiscencji, zatem nietrudno zauważyć, że problematyka roku 1968 jest szczególnie istotna dla pamięci zbiorowej współczesnych Polaków.

To jeden z tych tematów, o których napisawszy już tak dużo, wciąż nie powiedziano wystarczająco; który domaga się przekrojowego omówienia. W znanej i szeroko komentowanej serii wydawnictwa Agora – po „1945. Wojna i pokój” Magdaleny Grzebałkowskiej i „1956. Przebudzeni” Piotra Bojarskiego –  ukazała się wspólna książka Ewy Winnickiej i Cezarego Łazarewicza – „1968. Czasy nadchodzą nowe”. Przywołanie w tytule piosenki Dylana zapowiada inne spojrzenie od tego, które proponują Grzebałkowska i Bojarski. W książce małżeństwa reporterów bohaterem równie ważnym jak polityka jest kultura popularna. Co więcej, okazuje się, że sfery te wręcz wzajemnie się napędzają i bez obu nie byłoby tego, co dziś mamy przed oczami, myśląc o tamtym przełomowym roku. Autorzy mówią wprost, że ówczesne zmiany, bardziej niż przez polityków zostały zainicjowane chociażby przez Beatlesów.

 

DWA OGNIE

Każdą z dwunastu opowieści o kolejnych miesiącach roku 1968 Winnicka i Łazarewicz wkładają w inne ramy gatunkowe. Są historie kryminalne, dziennikarskie śledztwa, szkice biograficzne, wspomnienia inicjacyjne, komedie i tragedie. Całość tworzy niejednoznaczną opowieść odpowiadającą wielu odcieniom istotnego dla światowej historii momentu.

Pewne zachwianie i niepokój wprowadzają fragmenty dzienników Mrożka, Kisielewskiego czy Iwaszkiewicza, wrzucane pomiędzy doniesienia prasowe w swego rodzaju prologach do kolejnych reportażowych całostek. Przegląd wydarzeń z kolejnego miesiąca na pierwszy rzut oka jest przestrzenią dla złapania oddechu przed kolejną opowieścią. Jednak napięcie wytworzone przez nieprzystające do siebie narracje – oficjalną i osobistą – powoduje raczej bezdech. Książka Winnickiej i Łazarewicza osiąga dzięki temu niesamowite tempo. Język reportażystów jest celny, spójny i oszczędny zarazem, a przy tym wywołuje prawdziwe emocje.

We wspomnieniach roku 1968 trzeźwość spojrzenia diariuszy pojawia się obok politycznej agitacji, inteligentna krytyka przy banale, uwierająca prawda blisko okrągłych kłamstw, Mrożek obok Gomułki. A to przecież jedna i ta sama rzeczywistość, mogąca wywołać poczucie, że jałowe dyskusje o kwestiach wcale nieistotnych wypierały tematy natury moralnej. Ale czy nie chodzi właśnie o to, żeby w czasach na wskroś tragicznych umieć dostrzegać cudowność błahostki? Irena Szewińska zdobywa medal, Stonesi wydają nową płytę, Roman Polański kręci najlepszy film w swojej karierze.

Jak jednak cieszyć się pięknem świata, gdy za oknem oddziały ORMO pacyfikują studentów? Rok 1968 przesiąknięty jest pytaniem: co teraz będzie?

 

ELEMENT NIEPOŻĄDANY

Winnicka i Łazarewicz rekonstruują stan, w którym to pytanie nasuwało się młodzieży z całego świata niemal samoczynnie. Studenci w latach 60. zachwiali murem w centrum Europy. Różnice między Wschodem a Zachodem przestały mieć znaczenie w obliczu powszechnego stanu, który dziś nazwalibyśmy niesłychanym stanem poruszenia – wkurwem. Czy dwadzieścia parę lat później mur upadłby równie gwałtownie, gdyby wcześniej nie powstała w nim – dzięki młodzieży – wyrwa?

„1968. Czasy nadchodzą nowe” to także opowieść o zmieniających się nastrojach społecznych w kwestii mniejszości żydowskiej. „Ogólnie wiadomo, o co chodzi: potępiało się warchołów, potem imperialistów, teraz syjonistów. Za rok albo dwa potępi się kogoś innego” – czytamy. Dyskusja o Marcu ’68 sugeruje, że antysyjonistyczna nagonka wydarzyła się konkretnego miesiąca konkretnego roku, a później przyszedł czas na refleksję i odpokutowanie. A przecież ów „marzec” w roku 1968 nie zamknął się w 31 dniach. Kryzys, zapowiedziany już na początku lat 60. pojedynczymi, ale stopniowo wprowadzanymi formami opresji wobec Żydów, eskalował w tym konkretnym momencie i trwał dłużej. Jego skutki do dziś dają o sobie znać.

Porażającą praktykę nabywania antysemityzmu można ocenić dopiero po latach. Winnicka i Łazarewicz robią to z bolesną bezpośredniością, dotykając głęboko skrywanych we współczesnym społeczeństwie zadr. Szczerość łączy się w ich narracji z obiektywizmem i empatią. Stawiają więcej pytań, niż udzielają odpowiedzi – o mechanizmy konformizmu lub o brak krytycznego myślenia wobec oficjalnej narracji PRL-u.

Równie wiele miejsca poświęcają barwnej kulturze hippisów, muzyce i filmowi, które kształtowały szereg pokoleń lat 60. Fragmenty o „Dziecku Rosemary” czy Beatlesach zasługują na osobne wyróżnienie jako szkice świetnie skomponowane i unaoczniające ambiwalencję zawartą w radościach i smutkach 1968 roku.

 

NIEROZSTRZYGALNE

Rozdział o Drezdenku (jako rzecz o niemożliwości rozliczenia) rzuca z kolei nowe światło na kwestię odpowiedzialności za PRL. Czy działacz partii musi być zawsze „tym złym”? Kogo potępić i czy w ogóle mamy prawo to robić po wielu latach? „Takie czasy” czy świadoma decyzja i odpowiedzialność za własne wybory?

Ten wątek jest wyjątkowo ciekawy w kontekście obecnego powrotu do Marca’68. Pięćdziesiąt lat po tamtych wydarzeniach ponownie pojawia się w dyskursie publicznym pytanie: co teraz będzie? Jak dotąd odpowiedzi są jedynie negatywne. To, co powinno być potępione, bywa dziś racjonalizowane, a ludzie, którzy mieli się już nie bać życia w Polsce, znowu przeczuwają niebezpieczeństwo. Marzec staje się kategorią światopoglądową dotyczącą nas wszystkich. Przynajmniej z tego powodu książkę Winnickiej i Łazarewicza właśnie dziś należy czytać uważniej niż kiedykolwiek.

 

IGOR KIERKOSZ

Ewa Winnicka, Cezary Łazarewicz, „1968. Czasy nadchodzą nowe”, Agora, Warszawa 2018

Festiwal Fabuły 2018: REPORTAŻ HISTORYCZNY Goście: EWA WINNICKA, CEZARY ŁAZAREWICZ, MARIAN SWORZEŃ, prowadzenie: Bartłomiej Krupa, Centrum Kultury ZAMEK, Sala Wielka, 23.05.2018, g. 19

zobacz także: program Festiwalu Fabuły 2018

Wymazać niewymazywalne >>

Poznań Poetów: Wygrani przegrani, czyli kino beat generation >>

Wojciech Orliński: Zabić kogoś albo polecieć w kosmos >>