Festiwal Fabuły: Kształty przezroczystości (słów kilka o przekładzie)

15 maja 2018

Kinga Piotrowiak-Junkiert: Kształty przezroczystości (o przekładzie)

Tłumacz skrupulatny jest, dociekliwy jest, cierpliwy jest, drugim autorem jest. Doceń go, Czytelniku, nie zapominaj – apeluje Kinga Piotrowiak-Junkiert.

 

Najczęściej zaczyna się od pojedynczego wyrazu lub zdania. Wibrująca melodia sylab lub nietypowy szyk zmuszają do przeczytania całej frazy na głos. Czytelnik (lub Czytelniczka) przemierza równinę i nagle łapie się na tym, że już zaczął (zaczęła) układać przeczytane zdanie we własnym języku. Prawie wszyscy tłumacze narodzili się z podobnego doznania obcego, ale i nieoczekiwanie bliskiego, głosu. Gdy – mimo prawdziwego tumultu językowych systemów, zasieków konwenansów i kulturowych różnic – po raz pierwszy dotarła do nas czyjaś myśl i nieodwracalnie wstrząsnęła naszą wyobraźnią. Niektórzy gotowi byli porzucić wszystko i iść za słowem, hen, aż do jego ojczyzny. Są to epifanie uszyte ze słów, bo olśnienia tłumacza są olśnieniami mowy i obrazu. Praca tłumacza, która jest zawodem podwyższonego artyzmu, polega na robieniu w słowie jak w kamieniu, drewnie czy metalu. Docelowy kształt jest zawsze ustalony z góry, partytura zdań i wszelakich rejestrów rozpisana, co do trzydziestodwójki. Za każdym razem mamy nadzieję, że oryginał i przekład będą identyczne, choć to właściwie niemożliwe, bo przekład zbudowany jest z tysiąca niezauważalnych zmian. Jak wyszlifować bryłę, by nie było śladu dłuta? Oto jest pytanie!

 

PRZEKŁAD – GRA WYSOKIEGO RYZYKA

A może jest inaczej: przekładanie to gra wysokiego ryzyka, tylko dla ludzi o silnych nerwach, najczęściej przypomina pływanie stylem zmiennym na czas. Wydawcy z reguły „robią książki” szybko. Przekłada się błyskawicznie, błyskawicznie redaguje, błyskawicznie nanosi uwagi korektorki, migiem okładka, migiem promocja. Tłumacz pracuje od rana do wieczora – jak każdy inny człowiek. Często pracuje w domu, więc trudniej mu utrzymać dyscyplinę przerw, zapada się w tekst. Przychodzi mu to tym łatwiej, im bardziej lubi swoją robotę, a dotąd nie poznałam tłumacza, który by po cichu marzył o innej pracy. Do laptopa siada się z prawdziwej miłości do czytania i szukania odpowiedzi. Tłumacza poznasz po nawykach: od razu sprawdza to, czego nie wie lub nie pamięta, potrafi godzinami opowiadać, jak wpadł na pomysł konkretnego przymiotnika. Tłumacz skrupulatny jest, dociekliwy jest, cierpliwy jest, drugim autorem jest, doceń go, nie zapominaj o jego nazwisku, gdy piszesz o książce. A jeśli zapominasz, naruszasz prawo autorskie. Poza tym, nie wypada.

 

NAWIJANIE FABUŁY: GADZIA SKÓRKA JĘZYKA

Z godzin węszenia i tropienia znaczeń bierze się erudycja. Tłumacze często bywają zaskakującymi ekspertami w dziedzinach, o które nigdy byśmy ich nie podejrzewali, mają świetną pamięć do szczegółu, w czym biją na głowę autorów tłumaczonych książek. Tłumaczowi imiona, nazwy ulic i czołgów, kroje palt i fachowe określenia rzadkiego gatunku mszyc nie mogą się mylić. Ileż to razy kryjemy ukochanych autorów, podmieniamy błędne daty, a nawet przedmioty, które w danych czasach jeszcze nie istniały. Nawijanie fabuły na kłębek bywa żmudne. Tłumacz rozwlekłego opisu przyrody nie przeskoczy, nie pominie przypisu, do którego nie ma serca. Nie osłabi okrutnej sceny, musi wytrwać do końca, wszystko zrozumieć, żeby móc to jak najwierniej oddać. W końcu jest (współ)autorem.

Bywają w tej pięknej, choć bardzo trudnej, pracy chwile wyjątkowe. Cudowne momenty, gdy książka zaczyna brzmieć po swojemu, gdy słyszy się już wyraźnie ton głosu narratora, gdy potrafi się z zamkniętymi oczami oddać niuanse oryginalnej frazy, a zwłaszcza, gdy na naszych oczach pęka gadzia skóra ojczystego języka, bo język linieje, by dać miejsce neologizmom i zupełnie nowej gramatyce wersów. Do takiej pracy trzeba rozlicznych i z pozoru zbytecznych umiejętności. Kiedy tłumaczy się szczegóły budowy pajęczej sieci, trzeba pożegnać wypielęgnowaną arachnofobię i przyjrzeć się obiektowi z bliska. Bez doświadczania nie ma rzetelności. Tłumacze kolekcjonują namiętnie słowniki i leksykony, nieustannie coś zgłębiają i godzinami przesiadują w bibliotekach, badając konteksty. A wieczorami, o ile właśnie nie tłumaczą, wyruszają na łowy. Tropią język we wszelkich jego rejestrach i odmianach.

Chociaż żyjemy w służbie przezroczystości, widać nas w naszych przekładach. Zawsze dodamy maleńką sygnaturę. Jak bardzo jesteśmy cieleśni, mogą się Państwo przekonać podczas wystawy „Zobaczyć tłumacza” i na poznańskim Śniadaniu Tłumaczy. A kogo morzy głód lektur na temat praktyki i teorii przekładu, niech sięgnie do tomów porywających rozmów z polskimi tłumaczami i autorskich esejów: „Pięć razy o przekładzie” (2017) Małgorzaty Łukasiewicz, „Wte i wewte. Z tłumaczami o przekładzie” (2016) Adama Pluszki, „O nich tutaj (książka o języku i przekładzie)” (2016) w wyborze i opracowaniu Piotra Sommera, „Przejęzyczenie. Rozmowy z tłumaczami” (2015) Zofii Zaleskiej oraz antologii: „Polska myśl przekładoznawcza” (2013) pod redakcją Piotra de Bończy i Magdy Heydel, „Gościnność słowa. Szkice o przekładzie literackim” (2012) Jerzego Jarniewicza, „Współczesne teorie przekładu. Antologia” (2009) pod redakcją Piotra Bukowskiego i Magdy Heydel czy „Pisarze polscy o sztuce przekładu 1440–2005” (2007) pod redakcją Edwarda Balcerzana i Ewy Rajewskiej.

 

KINGA PIOTROWIAK-JUNKIERT

zobacz także: program Festiwalu Fabuły 2018


KINGA PIOTROWIAK-JUNKIERT
: polonistka, hungarystka, absolwentka Międzyuczelnianych Indywidualnych Studiów Humanistycznych „Akademia Artes Liberales”. Autorka monografii: „Świadomość zwrócona przeciwko sobie samej. Imre Kertésza wobec Zagłady” (Warszawa, 2014), współautorka książki „Dyskurs postkolonialny we współczesnej literaturze i kulturze Europy Środkowo-Wschodniej. Polska, Ukraina, Węgry, Słowacja” (Poznań, 2015), tłumaczka. Ostatnio ukazały się w jej przekładzie książki: Imre Kertész „Ostatnia gospoda” (W.A.B, 2016), Géza Röhrig, „Oskubana papuga Rebego. Zmyślone opowieści chasydzkie” (Austeria 2016) oraz Zoltán Halasi, „Droga do pustego nieba” (Nisza 2017). Zajmuje się literaturą węgierską wobec Zagłady i dyskursem postkolonialnym na Węgrzech po 1989 roku. Przewodnicząca Zachodniego Oddziału Stowarzyszenia Tłumaczy Literatury.

Marcin Markowski: Książki najpierw wącham >>

Baśnie ze wsi >>

Kaprys >>