Maciej Płaza: Skoruń

10 grudnia 2016

Festiwal Fabuły: Maciej Płaza Fot. M. Kaczyński © CK ZAMEK

Maciej Płaza na Festiwalu Fabuły 2016, fot. M. Kaczyński © Centrum Kultury ZAMEK

Okruchy, ziarnka rzeczywistości, które potrafią ukazać całość. Migawki, które przez swą kruchość odsłaniają bezczas wspomnień. Lokalność, która umie być uniwersalna. To wszystko udało się uchwycić Maciejowi Płazie w „Skoruniu”.

Pozornie ten zbiór opowiadań – czy raczej zamaskowaną powieść – zaklasyfikować można do nurtu „powieści chłopskiej”. Będzie to jednak zabieg krzywdzący, zamykający. Zaliczenie „Skorunia” do „nurtu wiejskiego” pozwala na zbyt proste wyparcie z literatury „głównonurtowej” tego, co on ze sobą niesie.

 

TYM WIĘCEJ, IM BARDZIEJ

Płazie udało się być równocześnie klasycznym i postawangardowym; najcenniejsza w tej prozie jest równowaga pomiędzy kunsztem frazy a doskonałością ontologii skonstruowanego świata. Bo „Skoruń” to opowieść o ontologii wsi, opowiedziana poprzez bohatera-Skorunia, a nie tegoż przypadki.

Naiwność frazy jest świadomym tworzywem, z którego Płaza kunsztownie lepi ten mały, zamknięty wiejski globus. W opowiadaniach/powieści jest rozmyślnie i formalnie dopracowany, np. gdy bawi nas zmiennym rytmem swej prozy, a równocześnie jest uroczo staroświecki w swej wrażliwości na świat.

Tak, w tym jest podobny zarówno do literatury „chłopskiej”, jak i np. do „Całej jaskrawości” Stachury. W odróżnieniu od tego ostatniego udaje się Płazie wytrzymać napięcie, przeżyć i zatrzymać jaskrawość przeżycia, ale i zamknąć ją w zdyscyplinowanej formie. Jest pisarzem skromnym, na tyle samoświadomym formalnie, że potrafi oddać swe pióro na użytek świata, w przeciwieństwie Stachury nie zagaduje nas swą podmiotową obecnością. Wie, że tak podmiotu, jak i autora będzie tym więcej, im bardziej uda mu się zniknąć.

maciej-plaza-skorun-zamekczyta

 

ROZROST KŁĄCZA

Tytułowy Skoruń opowiada poprzez współgranie ze światem. Jest bohaterem niejednorodnym, wychylonym ku temu, co poza nim. Widzimy wyraźnie, jak tworzony jest z okruchów świata, które prześwitują poprzez jego opowieści. W tym ujawnia się prawdziwa „wiejskość” bohatera i jednocześnie kunszt Płazy. Fraza stylizowana na gwarę (nawet jeśli udaje się to zrobić bez folklorystycznej przesady) wyraża się nie w opowieści o wsi, ale w otwarciu na świat, zgodzie na niedomknięcie, kłączowatą i porowatą strukturę zarówno rzeczywistości, jak i wszelkiej tożsamości.

Tak właśnie czyta „Skorunia” bloger Nameste w swej recenzji: „Wiem, że to ryzykowny skrót myślowy, ale pomyślcie: miasto jest już (autoteliczną) maszyną, wieś – w tym swoim rozrzedzeniu – pokazuje związek między celem (ludzkim) a naturą”.

Wieś w ujęciu Nameste (a i opowiedziana przez prozaika) jest otwarta na świat i negocjuje z nim nieustannie. Powódź, owoce, osy, upał, zziębnięte dłonie, szybki i zdradliwy nurt Wisły – wiele jest momentów w „Skoruniu”, które to ujawniają. Także chropawe życie erotyczne (i nie do końca udolna inicjacja seksualna) jest niedomknięte, przychodzi do bohatera z zewnątrz, nachodzi go.

Miasto z kolei jest maszyną; jest, jak stwierdza Nameste – autoteliczne. Ma swe wewnętrzne cele, swój autonomiczny, ludzki świat. Widać to wyraźnie: w mieście jest szkoła, polityka i historia, ruch. Wieś to lokalność i kolisty nawrót tego samego. To w mieście właśnie polityka i historia ujawniają się poprzez postacie, które są związane z ruchem – obsługującego saturator Marynarza, wiecznego tułacza oraz uciekiniera z miasta – Huberta. To miasto powoduje, że postać Ojca jest pęknięta i niepogodzona ze sobą. Studia, techniczne uzdolnienia, polityka, to wszystko powoduje, że Ojciec – kiedyś ruchliwy – nie potrafi przyzwolić kłączu wsi na oplątujący, unieruchamiający i cokolwiek anarchistyczny rozrost. Ojciec Skorunia musi być najlepszym sadownikiem, panować, rwać, naciskać. Symbolami tej miejsko-podmiotowej przesady są jego nadwerężony kręgosłup i maszyna do pakowania jabłek.

Inaczej wiejsko-miejski konflikt rozegrany jest przez postać matki, ta zdaje się przyzwoliła kłączu na rozrost, uczyniła to tak dalece, że zarosło ono, przykryło ją samą, jej cele, tożsamość. O tym, że była (jest?) pielęgniarką dowiadujemy się na końcu w dramatycznych okolicznościach. Ta dialektyczna figura ojco-matki opisuje dramat napięcia pomiędzy tożsamością otwartą na świat a utratą tożsamości, która świat chce podbijać. Ukazuje też zręcznie polski supeł patriarchalno-matriarchalny, bo przez większą część opowiadań to figura Ojca stanowi kontrapunkt dla bohatera, matka jest krzątającym się tłem.

 

OPOWIEŚĆ WYWIEDZIONA ZE ŚWIATA

Tu uwidacznia się specyficzny, cokolwiek konserwatywny, feminizm Płazy, bo kobiet jest w jego opowieści mało. Na pierwszym planie, podobnie jak w krajobrazie ulicznej wsi, ich nie widać; to świat męskich rozrywek, papierosów, wódki i uścisków dłoni. Kobiety pojawiają się, np. gdy krzyczą, że obiad będzie na pierwszą. Autor jest świadomy, że w niewidzialna praca kobiet czyni je silniejszymi. Zrośnięte ze światem, choć tracą swą rozdrganą miejską (ludzką?) podmiotowość, zyskują zmęczony, spękany jak dłonie krojące pokrzywy dla krucząt, spokój i stałość.

Tak, Płaza przedstawia nam feminizm konserwatywny, niewolny od odrobinę zbyt prosto rozegranego dualizmu. Nawet jeśli ta konserwatywna nostalgia może mieć niebezpieczne odcienie, Płaza unika niepotrzebnych gestów polemiki, publicystyki –  jego opowieść jest wywiedziona ze świata, a nie pisana przeciw niemu. Utopia mądrości krzątactwa, ciężkiego brzemiennością brzucha czy spracowanych kobiecych rąk może być użyta przez złych ludzi i w złej wierze – autor „Skorunia” tego nie czyni, ale warto byśmy o tym nie zapomnieli.

 

ZAKRĘT RZEKI I SŁONECZNE POPOŁUDNIE

Skoruń – bohater niezguła nie potrafi dać zgody na niedomkniętą kłączowatość wsi, ale nie ma w nim zawziętości Ojca, by o miejską „maszynowość” zawalczyć. Nasz Skoruń już nie może być u siebie w wiejskim na świat otwarciu (ale wciąż to rozumie), a i miejskość jest dla niego oddalona, zbyt wymagająca, kanciasta. Skoruń płynie, chwytając okruchy.

Nostalgia za wsią, rzeką, błotem, śniegiem to świadomość, że owo niedomknięcie tożsamości jest dopełniane przez to, co zewnątrz. Skoruń, obdarzony nadświadomością przez autora, już wie, że wieś zniknie jak zatopiony przysiółek Czaple. Przeczuwamy wraz z nim, że miasto zmusi go do trudu samopisania biografii. Skoruń chwytając ciężkie skrzynki z jabłkami, prostując zmęczone plecy, klnąc na kierat i idiotyzm wiejskiego życia, wie równocześnie, że jest w tym znoju pewna ostateczność, odpowiedź i przyzwolenie, które wyzwala od miasta, jego trudów i wysiłków.

Maciej Płaza w „Skoruniu” zdołał osiągnąć wiele – stworzył szereg okruchów, obrazów, które potrafiły pogodzić etnograficzny szacunek dla detalu z uniwersalnością. Równocześnie tworząc opowieść o chłopaku z nadwiślańskiej wsi, stworzył obraz uniwersalny, wolny od przyciężkawej polskości. Nawet opowieści o Ojcu z jego więzieniami, stanem wojennym i wysadzaniem wału udało się przedstawić jako uniwersalne przypowieści. Uniknął on w „Skoruniu” mędrkowania, gadaniny środka, która ani nie zachwyci czułą wrażliwością na przeżycie drobiazgu, ani nie ma odwagi pokusić się o Całość. Nawet jeśli gdzieniegdzie konserwatywna nostalgia mości się zbyt łatwo i wygodnie, bezduszna odwieczność zbyt bezkrytycznie jest przez niego zaakceptowana, a miastowość zbyt łatwo zbyta, to warto wraz z autorem pójść nad zakręt rzeki we wciąż gorące późnosierpniowe popołudnie.

ANDRZEJ W. NOWAK

M. Płaza, „Skoruń”, Wydawnictwo W.A.B., 2015.

Tekst pochodzi z książki Festiwalu Fabuły 2016.

Zobacz także wywiad z Maciejem Płazą: Uważam, że nie jesteśmy wolni

ANDRZEJ W. NOWAK – poznański filozof, interesuje się problematyką z zakresu, ontologii społecznej, społecznych studiów nad nauką oraz socjologią wiedzy. Autor książki „Wyobraźnia ontologiczna. Filozoficzna (re)konstrukcja fronetycznych nauk społecznych” (2016).

Janina Ochojska: Na powieścidła nawet nie spoglądam >>

Małgorzata Lebda: Czasami myślę Knausgårdem >>

Książki są martwe, a gryzą sumienie >>