Magdalena Grzebałkowska w Zamku

14 listopada 2016

Magdalena Grzebałkowska, Fot. M. Krześlak-Kandzira ©BOOKOWSKI. Księgarni w Zamku

Fot. M. Krześlak-Kandziora ©BOOKOWSKI. Księgarnia w Zamku

Spotkanie z Magdaleną Grzebałkowską odbyło się 17 listopada o w Sali Kinowej w Zamku w ramach 20. Międzynarodowego Festiwalu Filmów Dokumentalnych OFF CINEMA.

Odbierając 2 października tego roku specjalną Nagrodę Nike Czytelników, Magdalena Grzebałkowska mówiła podczas gali w Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie: „Jest to najlepsza nagroda Nike. Nike serca, czyli od czytelników, którym chciało się wysłać głos, napisać uzasadnienie. Chapeau bas, ja bym w życiu tego nie zrobiła, jestem za leniwa”.

W swojej wypowiedzi reporterka połączyła z wdziękiem dwie sprawy – szacunek i autentyczną sympatię do odbiorców oraz nieco kokieteryjną skromność. Piszę „nieco kokieteryjną”, bo jeśli choć na chwilę zajrzymy do jej książek, od razu dostrzeżemy (znów) dwie rzeczy. Pierwsza to niesłychana dbałość o szczegóły, co dla reportażu jest wszakże rzeczą normalną, ale w narracjach Grzebałkowskiej połączono to z niezwykle skrupulatnym dokumentowaniem najdrobniejszych nawet faktów, co z pewnością nie jest oznaką lenistwa.

W rozmowie z Mileną Rachid Chehab („Lepiej mieć okno niżej”, „Gazeta Wyborcza” z 1.10.2016), przy okazji nagrodzenia książki „1945. Wojna i pokój”, reporterka mówiła, że żałowała trochę, iż nie zawarła w niej odsyłaczy: „Moje książki biograficzne są okraszone przypisami jak babka rodzynkami, bo nie chcę, żeby ktoś mi zarzucił, że piszę nieprawdę albo coś przeinaczam. Tu trochę żałowałam tego kroku, bo ja uwielbiam przypisy”. Znać doskonały warsztat i pasję historyczki, Grzebałkowska jest przecież absolwentką gdańskiej historii. Walor jej opowieści nie ogranicza się jednak bynajmniej tylko do wartości dokumentacyjnej.

Drugą z rzeczy, które dostrzeżemy, zetknąwszy się z jej reportażami, jest wyjątkowa płynność fabuły. Najprawdopodobniej zorientujemy się jednak, jak dalece frapujące są to opowieści, dopiero wtedy gdy kilkadziesiąt stron dalej nie będziemy mogli się od otworzonej na chwilę książki oderwać.

Magdalena Grzebałkowska 1945. Wojna i pokój

 

Wspomniana Nagroda Nike Czytelników jest wymowna. Rzeczywiście, by wytypować kandydata nie wystarczyło podać nazwiska i tytułu, trzeba było swój wybór uzasadnić. Jeden z czytelników – Felicjan Tym – pisał o „1945”, że „przywraca pamięć cywilom, tysiącom zapisanym wyłącznie w statystykach. Przypomina, że bohaterowie przekuwani są w brąz, a cywile muszą żyć dalej. Oddaje im głos i robi to nad wyraz dobrze. To ważna książka, ale jeszcze ważniejsze jest, że pokazuje narrację, jakiej nam dziś brakuje”. Jednocześnie bardzo słusznie porównał jej reportaż do „Pamiętnika z powstania warszawskiego” Mirona Białoszewskiego, wskazując, że nie chodzi tutaj – jak w tradycyjnej historiografii – o kolekcję „bezdusznych dat i nic nie znaczących nazw”.

Bo też gdyby Grzebałkowska była tylko skrupulatna, otrzymałaby pewnie nominację do jakiejś nagrody historycznej – Klio, Moczarskiego czy „Polityki”. Jednak ona dokonuje rzeczy znacznie trudniejszej, której historycy często nie potrafią – doskonale, fenomenalnie wręcz opowiada. Tak było w pierwszej książce „Ksiądz Paradoks” (2011), poświęconej Janowi Twardowskiemu, jak i w drugiej – „Beksińscy. Portret podwójny” (2014), w której Grzebałkowska porywająco sportretowała rodzinę Beksińskich z wszystkimi jej neurozami. Podobnie dzieje się w ostatniej książce. Tym samym (z grubsza) wydarzeniom poświęcony został np. inny głośny tytuł – „Wielka trwoga. Polska 1944–1947. Ludowa reakcja na kryzys” Marcina Zaremby (2012). Reporterka jednak daleko bardziej niż zwykły (najbardziej nawet zdolny) historyk wyczulona jest na język, obdarzona wyjątkową wrażliwością oraz zaangażowaniem. Na wspomnianej gali Nagrody Nike Grzebałkowska mówiła:

„Chciałabym zadedykować tę nagrodę wszystkim kobietom w Polsce, wszystkim pisarkom, reporterkom, wszystkim kasjerkom, wszystkim prawniczkom, po prostu wszystkim kobietom. Żyjemy teraz w trudnych czasach, kochane, musimy się trzymać, jutro zróbmy to, co mamy zrobić [...] Zdjęcia, które dostaliśmy, są przepiękne. One są XIX-wieczne, ale chciałabym powiedzieć niektórym, do których to jeszcze nie dotarło, że XIX wiek się skończył i badania naukowe dowodzą, że kobiety mają mózgi i potrafią za siebie decydować”.

Jeśli zestawimy – nieco na siłę, z pominięciem reguł gatunkowych – powyższą wypowiedź lub dowolny fragment książki „1945. Wojna i pokój” z takim np. cytatem dotyczącym gwałtów dokonywanych przez czerwonoarmistów, pochodzącym z rozdziału „Okropnie się ich boję” ze skądinąd nowatorskiej, reaktywującej historię codzienną monografii Zaremby (na którą zresztą Grzebałkowska się w „1945” powołuje):

„Odpowiedzi o przyczyny masowych gwałtów, do jakich wówczas doszło, może być kilka. Najbardziej prozaiczna: żołnierze Armii Czerwonej, w przeciwieństwie do Niemców czy Anglosasów, nie dostawali urlopów, więc najczęściej kilka lat nie widywali żon. Ponadto przez kobiety krajów wyzwalanych byli postrzegani inaczej niż Anglicy, Amerykanie czy Polacy, mówiąc oględnie – jako mało atrakcyjni, a mówiąc wprost – jako prymitywni i chamscy. Innymi słowy, we Włoszech czy Francji żołnierze alianccy nie musieli posuwać się do gwałtów, by uzyskać zbliżenie seksualne. Natomiast obywatele Związku Radzieckiego płci męskiej rzadko mogli liczyć na wojenny romans”, to bez trudu dostrzeżemy, z jak różnymi wrażliwościami mamy do czynienia.

Zbierając wszystkie powyższe elementy – dbałość o szczegóły, doskonały zmysł fabularny, zdolność do angażowania czytelników i wciągania ich w swoją opowieść oraz wyjątkową empatię – dodać jeszcze trzeba, że każdy, kto miał okazję posłuchać kiedyś Magdaleny Grzebałkowskiej doskonale wie, jak świetnym jest ona opowiadaczem. Także dlatego, a może przede wszystkim dlatego warto było przyjść i posłuchać reporterki na żywo.

BARTŁOMIEJ KRUPA

 

BARTŁOMIEJ KRUPA – historyk i literaturoznawca, absolwent UAM, adiunkt w Instytucie Badań Literackich PAN. Autor książek „Wspomnienia obozowe jako specyficzna odmiana pisarstwa historycznego” (Kraków 2006) oraz nagrodzonej m.in. pierwszą nagrodą w Konkursie im. Majera Bałabana książki „Opowiedzieć Zagładę. Polska proza i historiografia wobec Holocaustu (1987-2003)” (Kraków 2013).  Stypendysta Fundacji na rzecz Nauk Polskiej (2008) oraz Narodowego Centrum Nauki (2012-2015), w 2016 roku visiting professor na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie.

Martin Pollack: Topografia (z) pamięci >>

Janina Ochojska: Na powieścidła nawet nie spoglądam >>

Małgorzata Lebda: Czasami myślę Knausgårdem >>