Mira Marcinów – „Bezmatek” (fragment)

19 kwietnia 2020

Mira Marcinów. Fot. archiwum prywatne

Mira Marcinów,  nominowana w ubiegłym roku do Poznańskiej Nagrody Literackiej za „Historię polskiego szaleństwa”, wydała właśnie w Wydawnictwie Czarne swój debiut prozatorski. Publikujemy fragment „Bezmatek” i zachęcamy do lektury całej książki!

Mama mówi, że jak urosnę, to wyskubie mi brwi i wtedy będę naprawdę ładna.

Chociaż mieszkamy w nowym bloku, bo z lat siedemdziesiątych, a lata są dopiero dziewięćdziesiąte, to marzymy, żeby mieszkać gdzie indziej. Nie w domku z ogródkiem, ale w dużym mieście. Kiedyś przeprowadzimy się do Szczecina. Mama mówi, że to jest ogromne miasto. Tak wielkie, że jeżdżą po nim pociągi, ona mówi „tramwaje”. Tam nie trzeba myśleć o sąsiadach i każdy żyje, jak chce. Mama kupiła już figurkę dzikiej kaczki pomalowaną na żółto i na niebiesko do naszej nowej kuchni, a potem jeszcze pomarańczowe jajka z drewna. Teraz nie ma gdzie ich postawić. Dziadkowie, u których mieszkamy, lubią ciemne kolory ziemi i takie jak moja skóra. Babcie to w ogóle lubią smutniejsze miejsca niż matki. Tylko w dużych miastach można mieć wesołe ozdoby.

Mama marzy o własnej kuchni. A ja o własnym pokoju. Pewnego dnia będziemy miały w dużym mieście kawalerkę, tak tam mówią na mieszkanie. Mama jest ładna jak Cindy Crawford, więc szybko znajdzie pracę i zamieszka w swojej żółto-pomarańczowo-niebieskiej kuchni. Będzie w niej gotować makaron z koncentratem pomidorowym i jajkami. To moje ulubione danie. Mama nazwała je „kolorowy makaron”. Teraz rzadko gotuje, bo to kuchnia babci. Każda kuchnia ma swoją panią. Gdy do kuchni wejdą dwie dorosłe kobiety, to strasznie się kłócą. Dla mamy liczy się to, jak jedzenie wygląda na talerzu. A dla babci to, żeby się dużo odżywiać. Jedzenie mojej mamy pachnie przyprawami, które lubię wąchać, ale nie lubię ich jeść. Chciałabym mieć czerwony pokój z zielonymi szafami, w których trzymałabym wypukłe kolorowe karteczki. Ale sama wiem, że wypukłych nie ma naprawdę, nawet jeśli można o nich marzyć przed snem.

Moja siostra nie lubi czerwonego, a mama mówi, że siostra musi z nami mieszkać do czasu, aż urośnie. Moja siostra ma swoje życie. Chociaż jest tylko o pięć lat starsza ode mnie, to jest kimś poważnym, ponieważ wydawała już pieniądze. Moja siostra kradnie kołpaki i sprzedaje komuś z osiedla. Opowiada, że ukradła już milion felg, ale tak naprawdę to było ich mniej i to były kołpaki, a nie felgi, mówi mama. Moja mama jest mądra i dobra, więc nie pozwala nam kraść.

 

Najbardziej chciałabym namalować z mamą świecówkami kaczkę i jajka tak, żeby pokolorować całą kartkę. Żeby nie było białych plam, bo mama ich nie lubi. Póki są prześwity, to nie jest prawdziwy obraz, mówi mama. Najbardziej chciałabym być artystką jak ona.





Mira Marcinów, „Bezmatek”, Wydawnictwo Czarne, 2020. Fragment książki publikujemy za zgodą wydawcy.

MIRA MARCINÓW
(ur. 1985) – studiowała na Międzywydziałowych Indywidualnych Studiach Humanistycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie obroniła doktorat z psychologii. Pracuje w Polskiej Akademii Nauk w Warszawie. Publikowała m.in. w „Znaku, „Tygodniku Powszechnym” i francuskim piśmie o poezji „Orpheus”. Finalistka Nagrody Naukowej „Polityki”(2019) i laureatka Nagrody Prezesa Rady Ministrów (2015). Wydała książki: „Szaleństwo jako wybór”(2012), „Niezabliźniona rana Narcyza” (2018, z Bartłomiejem Dobroczyńskim) oraz „Historia polskiego szaleństwa” (2018), za którą była nominowana do Poznańskiej Nagrody Literackiej. „Bezmatek” to jej debiut prozatorski.


zobacz także: PNL 2019: Nicość świata albo szaleństwo w ruinie

Mroczna fanaberia. „Prowadź swój pług przez kości umarłych” Olgi Tokarczuk >>

Zwierzę, czyli oskarżenie. „Tarsjusz” Wisławy Szymborskiej   >>

Oran – miasto zamknięte. „Dżuma” Alberta Camusa >>