Poznań Poetów: Rytm ruj i wyciszeń. O nowym tomie Marcina Ostrychacza

12 maja 2017

Marcin Ostrychacz przenikliwie obserwuje świat, rezygnuje jednak z bezpośredniego zaangażowania: bohater tomu pozostaje raczej myślicielem niż działaczem, raczej melancholikiem niż aktywistą.

Zaczyna się od początku, dosłownie — od „retuszowania otoczaków”, zejścia z drzewa i wyrzeźbienia Wenus. Potem pojawia się złoto, a wraz z nim bitwy i wojny, kradzieże i rozboje. Gdzieś równolegle niewinne tańce i zabawy przekształcają się w krwawe rytuały. Tak rodzi się kultura, przez którą prowadzi nas Marcin Ostrychacz w wydanym niedawno tomie „Ruje i wyciszenia” (2016).

Opisywany przez poetę świat w teorii się rozwija: od tworzenia najprostszych narzędzi przechodzi się tu bowiem do lotów w kosmos, ale w postęp poeta już chyba jednak nie wierzy. Zauważa bowiem, że choć oszczepy i pałki zostały zastąpione przez karabiny i granaty, w dalszym ciągu robimy to samo, w to samo się bawimy, pozorując, jak chłopcy z wiersza „Plac ostatnich zabaw”, którzy zabijają się na niby, a potem — szczęśliwcy, chronieni względnym spokojem panującym we współczesnej Europie — wracają myślami do wspaniałego życia, jakie ich czeka; decydują dorosnąć i dalej prowadzić swoją grę. Ale, jak się z czasem okaże, już na innych, nie tak przyjemnych, zasadach.

Potem nie ma już udawania i złudzeń, a pojawia się śmiertelna powaga: podmiot dojrzewa i zaczyna rozumieć rozmaite porządki i dominacje, w sieci których przyszło mu trwać. Zakochuje się, ale miłość nie jest tylko/jedynie/aż uczuciem, choć i w takiej formie okazuje się niełatwa; ma też konkretne kulturowe role i zadania, które świetnie „omawia” wiersz „29 strofek o kochaniu”, gdzie najpierw wierzy się w zbawczy potencjał uczucia (zbawczy dla świata: bo, na przykład, można się kochać — nie modlić! — „za rektorów/ aby nie przekształcali/ uczelni w korporacje”), a potem demaskuje tę mitologię („kochajmy się za naiwnych/ którzy wierzą że miłość może coś zmienić”).

Dorosłość oznacza także świadomość — gorzką wiedzę o opresyjności porządków cywilizacji, która jest antyekologiczna (jak w utworach „Gaja” albo „Naftówka”, ze znamiennym dwuwersem: „Czy Ignacy Łukasiewicz przypuszczał,/ że poruszy Ziemię bardziej niż Kopernik?”), wciąż antropocentryczna i patriarchalna („Cycki, cykle” mówiące o odwiecznym uprzedmiatawianiu kobiecych ciał), zagrożona terroryzmem i zatomizowana („Bomba w auli” o próbie zamachu, kończy się jakże ponowoczesną obserwacją, że „Masy rozpadły się w stada”). Przede wszystkim jednak owa rzeczywistość, w jaką dorosły bohater wchodzi, jest dogłębnie i skrajnie przygnębiająca, a więc kwitowana krótko i dosadnie: „Zaczynasz rozumieć tęsknotę/ za domem poza Ziemią,/ od której niedługo się odkleisz”.

Podmiot „Ruj i wyciszeń” stale mierzy się z kulturą i kondycją zanurzonego w niej człowieka, usytuowanego gdzieś na styku wpływów europejskich, amerykańskich i rodzimie słowiańskich, z migającą w tle mitologią śródziemnomorską i tradycją chrześcijańską. Ostrychacz przenikliwie obserwuje świat, rezygnuje jednak z dyskursywności, czyli zaangażowania: bohater tomu pozostaje raczej myślicielem niż działaczem, raczej melancholikiem niż aktywistą. Poeta szczęśliwie rezygnuje przy tym z manifestacyjnie apolitycznych, intymnych wierszy z debiutanckiego „Zamiatając pod wiatr”.

Tu — mimo konsekwentnie rozwijanej perspektywy jednostki — podmiot jest wytworem historii, pozbawionym często cech szczególnych; jedną z wielu cząstek elementarnych, funkcjonującą jednak w sieci powiązań i relacji z innymi bytami, instytucjami, a także tekstami kultury (na przykład przemoc ekonomii ujmuje Ostrychacz jako reżim „języka korzyści”, w wyraźnym odwołaniu do Kiry Pietrek).

Marcin Ostrychacz Ruje i wyciszenia

 

W „Rujach i wyciszeniach” wszystko pozostaje w temacie: kwestia charakteru ludzkości jest konsekwentnie rozwijana i poddawana refleksji, począwszy od inicjalnego „Retuszowania otoczaków”, które wprowadza zagadnienie ponowoczesnego badania przeszłości (retusz jest przecież terminem współczesnym, kojarzonym z elektronicznym udoskonalaniem obrazów, a jego pojęcie rzutuje się tu na same pierwociny kultury), aż do zamykającego tom utworu „Złoty winyl”.

Wiersz opisuje wyrzuconą przed trzydziestu laty w kosmos rakietę, do której zapakowano rozmaite, z założenia emblematyczne dla Ziemian dokumenty, wytwory i wizerunki. Ostrychacz wymienia ich długą litanię: począwszy od informacji o samej planecie i jej mieszkańcach czy wiadomości z zakresu nauk ścisłych, poprzez sentymentalne przedstawienia rodzących matek, aż po muzykę Chucka Berry’ego i arcydzieła światowej sztuki. Sprawa kończy się niezbyt optymistycznie: poeta komentuje ów gest politycznej poprawności (wysyłający dla spokoju ładują do pocisku na przykład wizerunki czarnych kobiet-naukowczyń oraz fotografie szczęśliwych Indian i zielonych lasów) słowami: „Nawet w skali kosmosu nie przestajecie/ posługiwać się półprawdą, odsłaniając profil/ bez wojen, niewolnictwa, biofobii. Być może/ chcecie być dobrzy lub tylko za dobrych uchodzić,/ umywając ręce od wszystkich okropności,/ których dokonujcie, próbując żyć własnym kosztem./ Być może próba to za mało, ale nie mi to oceniać,/ jestem tylko oszczepem ciśniętym w otchłań”.

Bohater Ostrychacza, świadomy złudności tych obrazów wobec namacalnej i realnej opresyjności kultury Zachodu, nie stawia się jednak na pozycji literata romantycznego, dyktującego powinności wspólnocie. Postrzega samego siebie nie jako demiurga, zbawiciela czy przewodnika, ale jako oszczep — tu znamienny jest znów powrót do źródeł kultury, spinający tom kompozycyjnie — rzucony w otchłań: przypadkowy atom w kosmosie.

Stworzona przez ludzkość kultura okazuje się ostatecznie kłamstwem, nie można więc traktować jej poważnie i zgodnie z jej językiem definiować własnej osoby. Dlatego zostaje przeplot biologicznych popędów i zderzeń z pustką: rytm ruj i wyciszeń.

 

AGNIESZKA WALIGÓRA

Poznań Poetów: Spotkanie z autorem: 15.05.2017, g. 17.00

ZOBACZ TAKŻE:

Maja Staśko: Czy poezja może zmienić świat?
Piotr Śliwiński: Poznań Poetów – albo spotkać siebie
Pierwsze Ogólnopolskie Mistrzostwa Slamu Poetyckiego
Marta Stusek: Haiku ex machina

MARCIN OSTRYCHACZ (ur. 1983) – poeta, laureat nagrody im. Klemensa Janickiego. Opublikował tomiki „Zamiatając pod wiatr” oraz „Ruje i wyciszenia”.

Tekst pochodzi z gazety festiwalowej Poznań Poetów 2017.

Miejsce Edwarda Pasewicza >>

Poznań Poetów. Joanna Mueller. Intima thule – małe-wielkie światy >>

Poznań Poetów. Głowa w burzowych chmurach. Kamila Janiak >>