PP 2019: Ciało ofiarowane. O ciele i wątkach homoerotycznych w poezji Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego

6 maja 2019

Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki. Ciało ofiarowane. ZamekCzyta.pl

Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki. Festiwal Poznań Poetów 2015. Fot. Kaczyński ©CKZAMEK

Historie snute przez poetę, choć osadzone w kontekście historycznym, swoim przeszywającym smutkiem, rozerwaniem na półświatki i ciała, dają do myślenia ćwierć wieku później. O twórczości Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego pisze Sasza Kruk.

„Przeto przychodząc na świat, mówi: Ofiary ani daru nie chciałeś, aleś Mi utworzył ciało; całopalenia i ofiary za grzech nie podobały się Tobie. Wtedy rzekłem: Oto idę – w zwoju księgi napisano o Mnie – abym spełniał wolę Twoją, Boże” (Hbr 10, 5–7)

Wiele wierszy Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego sprawia wrażenie, że ich wędrujący bohater znalazł się pod klątwą przytoczonego wersetu. Mieszkający w trupie, zimnie, trwodze, a więc miejscach nieprzyjaznych dla rozwoju czegoś ponad zarazę, wreszcie bezdomny – wciąż poszukuje. Rozdarty między sferą duchowości (duszności) i cielesności (śmierci), na skraju szaleństwa, ucieka przed matką, od Boga, w ramiona mężczyzn, do domów publicznych, przekonany o nieprzerywalności tego cyklu, choć z nim niepogodzony, skupia się na momencie pędu ofiary.

 

W innych ciałach

Trudno pomyśleć, kto skazał go na wędrowanie: niemożliwa do zrealizowania potrzeba miłości i akceptacji; dom, w którym mieszkała chora psychicznie matka; problem z określeniem tożsamości, również tej narodowej; „czynniki środowiskowe” (jak to nazywają). A być może on sam lub sam Bóg?

W końcu o własnym ciele bohater wierszy wypowiada się raczej z niesmakiem – dbałość dotyczy tu wyłącznie języka. Ciało jest marne, podejrzewane o martwotę, zasługuje na unicestwienie. Ratunku od przyrodzonej cielesności bohater upatruje w innych ciałach. W nich znajduje się jednocześnie nadzieja i zatrata. Podmiot liryczny chce otrzymać cudze ciało, odnaleźć się w nim, a jednocześnie rozdać to, które należy do niego. Zaciera się granica pomiędzy katem a ofiarą, oboje są w swojej grze niezbędni i przemienni.

W wierszu „X. (mój przyjaciel jest chory)” ujawnia się sposób postrzegania homoseksualności jako grzesznej. Ciało umierającego przyjaciela jest „jak kwitnąca gałązka jabłoni/ daje o sobie znać i jak gałąź owocująca nic nie znaczy”. Chęć zajęcia ciała i dzielenie się nim okazują się nadzieją – ale złudną, podobną do biblijnego kuszenia. Bohater poszukuje dla swoich żądz usprawiedliwienia w naturze, odnosi się do gwiazd, pocieszając wymiotującego mężczyznę – „podszedłem by mu powiedzieć iż gwiazdy/od lat robią to za każdym razem z kim innym”.

 

„Diabeł się w ornat ubrał i ogonem na mszę dzwoni”

W innych utworach homoseksualne pożądanie nabiera znamion diabelskości. Kiedy jeden z prostytuujących się przyjaciół ginie, zebrani wokół niego i jemu podobni odnoszą się do Boga, prosząc o ocalenie przed pragnieniami. Diabelny uwodziciel, wbrew podejrzeniom żałobników i przeciw swej na poły zwierzęcej formie, okazuje się podniecający, „przyjemnie włochaty”. Posiada psie, a więc służalcze ciało. A jednocześnie jest jak ktoś, kto mógłby okazać czułość, ciepło lub choćby litość.

Pragnienie seksualne i towarzyszące mu napięcie stają się nie do wytrzymania. W wierszu „X. Wąż, choć nie ma czym, chce się wsunąć” dochodzi do kulminacji – zbliżenia, które żegna śpiewających z fałszywym obrazem kochanka. Zebrani nad trumną żałują, ale nie potrafi ą powstrzymać się przed chęcią obcowania z diabłem, który nęci, choć pozbawiony jest męskości.

Swoim żalom mężczyźni dają wyraz w wierszu „IX. Wąż najpierw głowę ciśnie”. Tytuł igra z fallicznym symbolem. Przyjaciele zmarłego zyskują tu możliwość poproszenia Boga o zmiłowanie się nad nim, wszak nie był w stanie sprostać swoim pokusom. O żegnanym wypowiadają się z gorzkim śmiechem. Doprawdy ciało przyjaciela było niezwykle gościnnym grobem, mężczyzna często oddawał się byle komu. Partnerzy zmarłego, a więc i żałobnicy, zostają porównani do robactwa; seks męsko-męski do rozkładu pośmiertnego, żerowania na ofierze. Schadzki pozbawione czułości, których w życiorysach bohaterów nie brakowało, są jak romans z czeluścią.

Przyjaciele wiedzieli, że w ich relacjach nie ma miejsca na miłość, ale zdawali sobie również sprawę z nieprzekraczalnej granicy między ciałem a drugim, którego, mimo chęci ani oni, ani Diabeł nie posiądą. Należy do Boga. Obraz homoseksualności w poezji Dyckiego – jako obraz środowiska homoseksualnego w czasach PRL-u – zostaje najbardziej wyeksponowany w wierszu „V. W tej części świata nie mieszkam”. Bohatera lirycznego i Pana Gemlaburbitsky’ego łączą raczej plugastwa niż miłostki. Mężczyzna opisywany jest jako słaby i przestraszony, boi się epidemii AIDS oraz akcji Hiacynt. Jest skory do zdradzenia odpowiednim służbom tożsamości swoich chłopców, byle zachować twarz.

Historie snute przez poetę, choć osadzone w kontekście historycznym, swoim przeszywającym smutkiem, rozerwaniem na półświatki i ciała, dają do myślenia ćwierć wieku później. Trudno nie wyobrażać sobie reakcji: wzdrygania się na myśl o bliskości, która nie tylko wyklucza, ale przysparza chorób, odsuwa od Boga, rodziny i wreszcie siebie samego rozdziela między obcych. Co wobec tego pozostawało i pozostaje?

SASZA KRUK


EUGENIUSZ TKACZYSZYN-DYCKI
(1962) – poeta, prozaik. Autor tomów wierszy; debiutował w 1990 r. książką „Nenia i inne wiersze”, ostatnio wydał zbiór „Dwie główne rzeki” (2019). Jego utwory były tłumaczone na wiele języków. Poeta był wielokrotnie nagradzany: dwukrotnie Nagrodą Literacką Gdynia (2006 i 2009), Nagrodą Literacką NIKE (2009) i Nagrodą Silesiusa (2001).

POZNAŃ POETÓW 2019: SZTUKA KOCHANIA WIERSZA – Rozstrzygnięcie konkursu na interpretację wybranego wiersza Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego z udziałem poety. Prowadzenie: Krzysztof Skibski, Krzysztof Hoffmann. Collegium Maius, 15.05.2019, g. 16-17.30

zobacz także: „Jeden Poznań, dwa serduszka, ojojoj”
zobacz także: PP 2019: Barbara Klicka – trzy wiersze
zobacz także: PP 2019: Joanna Roszak – dwa wiersze
zobacz także: PP 2019. Ariko Kato: Jedna czy dwie półki poezji
zobacz także: PP 2019: Marcin Baran i Marcin Sendecki – wiersze

Common future, czyli o pracy w Polsce XXI wieku („Nie hańbi, ale…” – podsumowanie) >>

Rozgadane herstorie >>

Godność i inne przekleństwa, albo wartość pracy >>