PP 2019: Nowe szaty (królowej) literatury

12 maja 2019

Inga Iwasiów. Fot. K. Dubiel

Inga Iwasiów: W realnym świecie posługujemy się opowieściami, łakniemy ich tak bardzo, że możemy utracić grunt pod nogami. W kółko, bez końca – opowieści, sztuczne światy, zakazy, wyzwolenia, potajemne czytania.

To nie jest tekst o modzie w świecie pisarskim, niestety, lecz o debatach dotyczących kryzysu (czy) przełomu. Próbowałam policzyć, w ilu takich uczestniczyłam. Najżywsze dotyczyły internetu, który miał przynieść nie tylko rewolucję komunikacyjną, ale i jakieś nowe formy, nieznane i niemożliwe w epoce papieru. Przyniósł też redagowane sprawnie niczym serwisy informacyjne czasopisma, blogi, streamingi z wielogodzinnych paneli dyskusyjnych, instagramowe reportaże z życia literackich influencerek i celebrytek robiących ścianki i stoliczki z nowości wydawniczych przekładanych kotami.

Nie wiem, czy to jest kryzys, czy zmiana dekoracji, ale zewnętrzne oznaki nowego przytłaczają stare. Książki nie zaniknęły i nie spłonęły, przynajmniej nie tak radykalnie jak w dystopijnej powieści Raya Bradbury’ego – „451° Fahrenheita” z 1953 roku, filmowanej kilkakrotnie, a w 2018 roku adaptowanej luźno w serialu HBO reżyserowanym przez Ramina Bahraniego.

To paradoks, gdyż powieść napisana została jako wyraz lęku przed nową technologią, czyli telewizją mającą „zabić książki” w czasach, gdy przekaz satelitarny mogli wymyślać autorzy science fiction, lecz o ile mi wiadomo – ani HBO, ani Netflix nie powstał w ich głowach. Zabijające wyobraźnię obrazki, użyte na przykład w filmie Darrena Aronofsky’ego „Requiem dla snu”, który jest adaptacją powieści Huberta Selby’ego Jr., to cały ten telewizyjny szlam nazywany „ramówką”, reality show, a także pasma sprzedażowe.

Matka grana w „Requiem dla snu” przez Ellen Burstyn jest od nich uzależniona. Wyniesienie do lombardu przez syna telewizora uruchamia piekielną karuzelę. Jadą nie niej na zatracenie bohaterowie, którzy od dawna nie czytają książek, ale przecież wszystko to zostało opisane, a następnie sfilmowane, ułożone w ostrzegawczą historię. Selby nie znalazł lepszego sposobu na oddanie doświadczenia heroinowego niż to, którego zanik omawiamy na niekończących się festiwalach literackich.

Jedna z wersji „Fahrenheita”film Kurta Wimmera „Equilibrium”pokazuje wprost, czemu służy to całe czytanie, zagrożone w Republice Gileadu („Opowieść podręcznej”, serial HBO według Margaret Atwood) karą amputacji dłoni. W Librii ludzie biorą pigułki prozium – w Gileadzie są poddawani praniu mózgu i terrorowi. Pigułki szczęścia sterują ludźmi, we wszystkich antyutopiach ktoś przestaje je brać, ponieważ spotyka na swojej drodze kogoś, dla kogo warto się zbuntować, poczuć realny świat przez… tak, przez papier.

W realnym świecie posługujemy się opowieściami, łakniemy ich tak bardzo, że możemy utracić grunt pod nogami. W kółko, bez końca – opowieści, sztuczne światy, zakazy, wyzwolenia, potajemne czytania. Jakby wszystkie te hity i superprodukcje wymyślali idealistyczni literaturoznawcy, sfrustrowane krytyczki lub hurtownicy branży księgarskiej, toczący nierówną walkę z koncernami farmaceutycznymi.

Nowi teoretycy wszystkiego reprezentujący akademicką humanistykę próbują wyjaśniać, skąd w człowieku przekonanie, że w razie czego schroni się w bibliotece. Denis Dutton w dziele „Instynkt sztuki. Piękno, zachwyt i ewolucja człowieka” (tłum. J. Luty, 2018) wraca do darwinowskiego ewolucjonizmu, by dać nam pocieszenie – sztuka, a także literatura, nie znikną, nie zastąpią ich kliknięcia. Potrzeba relacji, opowiadania i słuchania historii dawała naszym przodkom orientację w świecie, a przede wszystkim służyła doborowi naturalnemu.

Dutton jest także kantystą, uważa więc, że posiadamy naturalny instynkt sztuki, gen piękna czy też trwałe przystosowanie skłaniające nas do podziwu dla artystów i artyzmu. Stąd ważne w kulturze rozróżnienie oryginału i kopii, kiczu i arcydzieła, a przede wszystkim – uniwersalna potrzeba przyjemności, którą dają nam tylko twórcy dziedziczący po najzręczniejszych opowiadaczach w historii naszego gatunku.

Jeśli Dutton ma rację – czego bardzo bym sobie życzyła – przeminą mody na byle jak klecone czytadła i żenujące formaty telewizyjne, albowiem jesteśmy nie tylko istotami narracyjnymi, lecz i dążącymi do przetrwania, które zapewnić nam może samorefleksja dostępna tam, gdzie sprawy wychodzą poza schematy. Oczywiście nie jestem tego pewna, a jednak instynkt sztuki rozpoznaję w nadsyłanych na konkursy literackie tomach poezji i prozy.

Jeśli ewolucja trwa, moglibyśmy nie przejmować się losem pisarek i pisarzy, uznać popkulturę za wyraz wolności wyboru, a rynek za wytworzony w plejstocenie mechanizm regulatywny, zwalniając się z wysiłku szukania satysfakcji w rejonach nieoczywistych.

Ponieważ ewolucjoniści mogą się mylić, mając zarazem rację (ich teoria uwzględnia moje powątpiewanie, człowiek potrzebuje luk i niebezpieczeństw, żeby przetrwać; jestem zapewne potomkinią jakiejś sceptycznej kobiety szukającej na sawannie dziury w całym), warto przyglądać się debiutantom, dziwnym książkom. Tym od razu klasyfikowalnym, modnym, ale i tym odstającym. Nie wiadomo, które szaty są trwalsze, ale na pewno nie chodzi o wyższość papieru nad czytnikami czy o sztuczną inteligencję zdolną wytwarzać sonety.

Koniec końców pozostaje nam samo poszukiwanie sposobów, by opowiedzieć historię i stanąć choćby na chwilę przed publicznością – realną, wirtualną, wyimaginowaną. „Old fashioned”, chciałoby się rzec, stare szaty. Pisarz, pisarka, publiczność, chwile fikcji, trwały rytuał.


INGA IWASIÓW

INGA IWASIÓW (ur. 1963) – krytyczka literacka, prozaiczka, historyczka i teoretyczka literatury, poetka. Od 2000 roku profesorka Uniwersytetu Szczecińskiego. Jurorka Nagrody Literackiej „Nike” i członkini kapituły Poznańskiej Nagrody Literackiej im. Adama Mickiewicza. Wydała między innymi tomy rozpraw i esejów: „Gender dla średnio zaawansowanych”, „Parafrazy i reinterpretacje. Wykłady z teorii i praktyki czytania”, „Rewindykacje. Kobieta czytająca dzisiaj”, zbiory wierszy „Miłość” i „39/41”, opowiadania „Smaki i dotyki” oraz powieści „Bambino”, „Ku słońcu”, „Pięćdziesiątka”.

POZNAŃ POETÓW 2019: OGŁOSZENIE LAUREATÓW I WRĘCZENIE POZNAŃSKIEJ NAGRODY LITERACKIEJ. Collegium Maius UAM, 15.05.2019, g. 14-15.30

zobacz także: „Jeden Poznań, dwa serduszka, ojojoj”
zobacz także: PP 2019: Barbara Klicka – trzy wiersze
zobacz także: PP 2019: Joanna Roszak – dwa wiersze
zobacz także: PP 2019. Ariko Kato: Jedna czy dwie półki poezji
zobacz także: PP 2019: Marcin Baran i Marcin Sendecki – wiersze
zobacz także: PP 2019: Ciało ofiarowane. O ciele i wątkach homoerotycznych w poezji Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego
zobacz także: PP 2019: Marta Eloy Cichocka – trzy wiersze
zobacz także: PP 2019: GIRL NOT AFRAID
zobacz także: PP 2019: W „Kontenerze” matki nie ma
zobacz także: PP 2019: Krzysztof Siwczyk – trzy wiersze
zobacz także: PP 2019: Bez filtrów. O poezji Klary Nowakowskiej
zobacz także: PP 2019: Jan Rojewski i jego polski ikonoklazm
zobacz także: PP 2019: Agata Jabłońska – trzy wiersze
zobacz także: PP 2019: Miłość jako rewolucja. Wiersze miłosne Jerzego Jarniewicza
zobacz także: PP 2019: Być (z) wierszem
zobacz także: PP 2019: Justyna Kulikowska – trzy wiersze
zobacz także: PP 2019: Wartości środkowe albo o poszukiwaniu ob(e)c(n)ości
zobacz także: PP 2019: Kacper Bartczak – dwa wiersze
zobacz także: PP 2019: Serhij Żadan – trzy wiersze
zobacz także: PP 2019: Jerzy Jarniewicz – trzy wiersze
zobacz także: PP 2019: Za każdym wierszem stoi wojna
zobacz także: PP 2019: Poznańska szkoła tytułu, czyli: proza w poezji, poezja w prozie
zobacz także: PP 2019: „Strasznie patrzeć, jak tworzy się historia”
zobacz także: PP 2019: Maciej Robert – trzy wiersze
zobacz także: PP 2019: Gniewne wiersze Justyny Kulikowskiej
zobacz także: PP 2019: Julia Niedziejko – trzy wiersze
zobacz także: PP 2019: Sanatorium bez granic
zobacz także: PP 2019: Klara Nowakowska – trzy wiersze
zobacz także: PP 2019: Nie będzie o młodości

 

Barbara Klicka: Bardzo nie lubię, jak mnie autor poucza >>

Marek Bieńczyk: Nie mam żadnej kolekcji, tylko rozmnożony bałagan >>

Las to za mało! >>