Festiwal Fabuły: Przyziemne sprawy gwiezdnego człowieka

18 czerwca 2018

Wojciech Orlinski Lem. Życie nie z tej ziemi

Wojciech Orliński. Fot. Adam Stępień ©Agencja Gazeta

Dziesięć lat przed ukazaniem się biografii „Lem. Życie nie z tej ziemi” Wojciech Orliński wydał książkę „Co to są sepulki? Wszystko o Lemie”, która – jak się okazało – wszystkiego jednak nie powiedziała.

„Feci, quod potui”, czyli „zrobiłem, co mogłem” – tak, na wzór rzymskiego konsula ustępującego z urzędu, rozpoczyna swą opowieść o wielkim intelektualiście, słynnym pisarzu science fiction i filozofie, który położył podwaliny pod dzisiejsze studia nad futurologią, dziennikarz i pisarz (a z wykształcenia chemik) Wojciech Orliński. Biograf zastał pomnik Stanisława Lema trwalszym niż ze spiżu i dokonał w książce „Lem. Życie nie z tej ziemi” odbrązowienia postaci bez zrzucania autora „Solaris” z cokołu.

 

ZACIERACZ ŚLADÓW

Lem odkrywa tylko tyle sekretów, ile uznaje w danej chwili za stosowne, czyli zazwyczaj niewiele – tak wynika z lektury biografii pióra Orlińskiego. Czy to w autobiograficznym „Wysokim Zamku”, w którym opisuje wspomnienia z dzieciństwa spędzonego w przedwojennym Lwowie, czy w wydanych drukiem obszernych rozmowach ze Stanisławem Beresiem („Tako rzecze… Lem”) i Tomaszem Fiałkowskim („Świat na krawędzi”), prekursor futurologii tworzy obraz bardzo prawdopodobnej, ale w wielu miejscach, zmyślonej przeszłości.

Jak zauważa Wojciech Orliński, Lem często unikał w wywiadach konkretów, gdy chodziło o fragmenty jego biografii, nierzadko trywializował lub inteligentnie przechodził do innego wątku. Tak było choćby w przypadku wyjazdu rodziny Lemów ze Lwowa. Podaje, że wyjechał wraz z rodzicami jednym z ostatnich transportów, co wskazywałoby na rok 1946 – natomiast wiadomo już, dzięki Agnieszce Gajewskiej, która rozszyfrowała kod Lema w pracy „Zagłada i gwiazdy: przeszłość w prozie Stanisława Lema”, że Lemowie przyjechali do Polski już w 1945. Dlaczego najwybitniejszy przedstawiciel literatury fantastyczno-naukowej myli biograficzne tropy? Orliński skupia się w dużej mierze właśnie na tym pytaniu. Odpowiedź wydaje się zaskakująco oczywista i smutna – Lem stara się zamaskować żydowskie pochodzenie. Jak pokaże historia, słusznie.

 

Lem. Życie nie z tej ziemi

MIŁOŚNIK SŁODYCZY I MOTORYZACJI

Orliński w biograficznej opowieści opisuje dwie wielkie namiętności, będące nierzadko motorem działań Lema. Już w fabularyzowanym prologu Orliński wprowadza wątek zakazanej miłości pisarza, ujawniającej się pod postacią marcepanowych batoników, po których puste opakowania znalezione zostały podczas remontu za szafką w starym domu Lemów. Czytelnicy „Wysokiego Zamku” mają w pamięci opis przedwojennych lwowskich zakładów cukierniczych, wspominanych przez Lema po latach z rozrzewnieniem. Przed słodyczami, a także związaną z nimi nadwagą, pisarza próbowała chronić jego żona Barbara, o której Orliński pisze, że była buforem pomiędzy niezwykłym umysłem Lema a resztą ludzkości. W ograniczeniu spożycia słodkości dopomagał Barbarze także ustrój PRL, reglamentując te dobra.

Tyle samo radości, co rozczarowań i nerwów, przynosiły Lemowi także doświadczenia motoryzacyjne. Trzeba przyznać, że nad autorem „Powrotu z gwiazd” wisiało jakieś automobilowe fatum, gdyż każdy jego samochód, który był dla właściciela z początku powodem do dumy, okazywał się egzemplarzem wyjątkowo felernym. Wojciech Orliński daje wiele przykładów narzekań Lema, w wielu listach do bliskich pisarz uskarża się na kłopoty z reparacją wehikułów i znalezieniem odpowiednich części.  Fragment wywiadu Katarzyny Janowskiej pokazuje, jak wysoko w hierarchii Lem stawiał swoje samochody: „Mam już trzy honorowe doktoraty i może już dosyć. W czasach PRL dostałem doktorat Uniwersytetu Wrocławskiego i tam spotkała mnie najmilsza niespodzianka związana z nagrodami. Była paskudna pogoda. Zabłocony samochód zostawiłem na hotelowym parkingu. Rano wstaję i widzę, że samochód jest umyty. W recepcji dowiedziałem się, że to jakiś wielbiciel moich książek wyczyścił mi samochód. Jest to chyba szczyt uznania, jaki może otrzymać pisarz od czytelników”.

 

PISARZ Z DOSKOKU

Codzienne dojazdy do centrum Krakowa po sprawunki, czytanie prasy zagranicznej w hotelach, załatwianie części do wiecznie psujących się samochodów, prowadzenie bogatej korespondencji… To tylko krótki wypisek z listy rzeczy, które zajmowały Stanisława Lema każdego dnia. Lektura „Życia nie z tej ziemi” wywołuje wrażenie, że Lem pisaniem zajmował się szalonymi zrywami w Zakopanem, gdzie powstawały największe fragmenty jego dzieł, a na co dzień bardziej bywał zajęty próbami naprawienia swoich ukochanych wehikułów.

W szczytowym okresie działalności twórczej Lem sporo podróżował, nie tylko jako turysta lub zapraszany na spotkania i stypendia gość, ale także jako domagający się zapłaty za swoją pracę rzemieślnik; podróże te były konieczne do odebrania honorariów z krajów byłego bloku wschodniego.

Wiele czasu Lem spędzał także na rozmowach z czołowymi humanistami tamtego czasu, którzy byli jednocześnie jego bliskimi przyjaciółmi – Janem Błońskim, Janem Józefem Szczepańskim czy Sławomirem Mrożkiem. Wszystko to znajdowało odbicie w dziełach Lema. Doświadczenia codzienności, kombinowanie z systemem, kontakt z żywym i rozwijającym się absurdem uczyniły z Lema lepszego pisarza. Prawdopodobnie nie byłoby przygód „Trurla z Klapaucjuszem” bez dyskusji, nader często przeradzających się w kłótnie, pomiędzy Lemem i Błońskim. 

 

BIOGRAF CZY WIELBICIEL?

Stosunek Orlińskiego do Lema można uznać za – delikatnie mówiąc – życzliwy. Dziennikarz nie ukrywa, że jest wielkim fanem autora „Cyberiady”, nazywa nawet Lema „ukochanym pisarzem”. To pozwala zwątpić, czy mamy do czynienia z możliwie obiektywnym ujęciem sylwetki Lema, czy z subiektywizowaną narracją, mającą na celu umieścić pisarza na piedestale. Orliński często staje po stronie Lema – próbuje tłumaczyć niektóre decyzje czy zaniechania pisarza koniecznością, zdolnością przewidywania skutków etc. Tak było choćby w przypadku niepodpisania przez Lema „Listu 59”, mimo że pisarz był przyjacielem Jana Józefa Szczepańskiego, a ten zachęcał go do złożenia podpisu. Orliński broni stanowiska pisarza, podając zresztą co najmniej przekonujące argumenty. Jednakże Orliński fachu dziennikarskiego uczył się od najlepszych reportażystów pracujących w „Gazecie Wyborczej” – a zatem wywodzi się ze szkoły nakazującej bycie wiernym swojemu bohaterowi. Przychodzi mu to tym łatwiej, że sam należy do grona lemologów i sympatyzuje z autorem „Pamiętnika znalezionego w wannie”.

Dziesięć lat przed ukazaniem się biografii Orliński wydał książkę „Co to są sepulki? Wszystko o Lemie”, która, jak się okazało, wszystkiego o Lemie nie powiedziała. Orlińskiemu udaje się w biografii uchwycić te elementy życia Lema, które autor „Dzienników gwiazdowych” zaszyfrował w swoich powieściach. Najstraszliwsze doświadczenia okupacyjne oraz późniejsze wątpliwości czy lęki Lema trafiają na karty jego powieści i odbijają się w najsłynniejszych lemowskich postaciach – Ijona Tichego, Pirxa czy Trurla i Klapaucjusza.

Jako zasługę trzeba przypisać Orlińskiemu bogate przedstawienie bliskiego Lemowi środowiska, a także frustrującej codzienności. Zdecydowanie brakuje w książce wątku żony autora „Obłoku Magellana”, Barbary, która towarzyszyła mu przez ponad pół wieku. Na kartach biografii Lema pojawia się często, ale zazwyczaj jako tło, postać, o której obecności łatwo zapomnieć. Niemniej, cytując tytuł epilogu, „Faciant meliora potentes” – kto potrafi, niech spróbuje napisać lepszą biografię. Poprzeczka została zawieszona wysoko.

 

SZYMON WEGNER

Wojciech Orliński, „Lem. Życie nie z tej ziemi”, Agora/Czarne, 2017

Festiwal Fabuły 2018: LEM! Goście: AGNIESZKA GAJEWSKA, WOJCIECH ORLIŃSKI, prowadzenie: Marcin Bronhard, Centrum Kultury ZAMEK, Sala Wielka, 24.05.2018, g. 18.30

zobacz także: program Festiwalu Fabuły 2018

Jarosław Mikołajewski: „liryk z Bożej łaski”* >>

Wojciech Orliński: Zabić kogoś albo polecieć w kosmos >>

Paweł Sołtys: Pożyczanie książek jest miarą przyjaźni >>