Festiwal Fabuły: Waga detalu. O prozie Marcina Wichy

22 maja 2018

Marcin Wicha

Marcin Wicha. Fot. B. Molga

Tym, co uderza niemal od samego początku lektury „Jak przestałem kochać design” i „Rzeczy, których nie wyrzuciłem”, jest wyczucie detalu. W obu przypadkach mamy do czynienia z esejem, tekstem o znacznym ładunku erudycji i czułości.

Po latach wielkopańskiego prychania pobłażliwym śmiechem na ortalionową konfekcję, grube i krótkie krawaty, trwałą ondulację i nieoczywiste zestawienia kolorów, słowem – PRL-owski kanon estetyczny, przychodzi czas na małe zdziwienia i wielkie zachwyty. Okazuje się, że za komuny projektowanie i wzornictwo miały się pod względem jakości – bo przecież nie wolności – całkiem nieźle, jeżeli nie bardzo dobrze.

Polska Szkoła Plakatu czy kolekcje Mody Polskiej to przykłady z samego brzegu przepastnego wora genialnych rozwiązań: nadludzkiej (i praktycznej) kreatywności połączonej z kulturą nieustającego remiksu. Dowodem na to wysyp tekstów rehabilitujących PRL-owską estetykę: od „Duchologii polskiej” Olgi Drendy przez kolejne książki architektoniczno-urbanistyczne Filipa Springera, opowieści Aleksandry Boćkowskiej o modzie i praktykach czasów Peweksów, rozmowy z twórcami w „Domu polskim. Meblościance z pikasami” Małgorzaty Czyńskiej, na tekstach Marcina Wichy kończąc. O tych ostatnich wspominam nie bez przyczyny, bo są po prostu znakomite. I nie jest to gadaniem po próżnicy, nadużywaniem dużych słów ani afektowanym westchnięciem kompulsywnej fanki. Sprawa jest poważna, a literatura bardzo dobra. Będzie zatem laudacja.

 

Tym, co uderza niemal od samego początku lektury „Jak przestałem kochać design” (2015) i „Rzeczy, których nie wyrzuciłem” (2017), jest wyczucie detalu. Czułość nie tylko oka – choć Wicha to i grafik, i projektant – ale również ucha. Pierwsza z książek osnuta jest wokół kolejnych przedmiotów i fenomenów, które składają się na zróżnicowany obraz lat 70. i 80. (są klocki Lego, resoraki, czasopisma, afisze, są humor i kurioza). Do ich opisu Wichę skłania śmierć ojca, projektanta i żarliwego estety, nauczyciela i towarzysza na drodze do designu, który dodatkowo nie tolerował brzydoty: szklanek w metalowych koszyczkach, meblościanek, chodzenia w kapciach czy w skarpetach bez kapci. Chadzano więc w polskich chodakach przeznaczonych na eksport: „U schyłku epoki Gierka moja rodzina stukała obcasami niczym gromada wesołych holenderskich (lub skandynawskich) wieśniaków”.

 

W drugiej książce sprawa się nieco komplikuje, a może po prostu staje się subtelniejsza: Wicha tropi detal, tym razem przysłuchując się z większym skupieniem językowi – powiedzonkom i przemilczeniom tej, której już nie ma. „Rzeczy, których nie wyrzuciłem” to epitafium poświęcone matce – bardzo czułe i rozbrajająco serdeczne, chociaż dalekie od ckliwej sentymentalności i emfazy. To próba zatrzymania obrazu rodzica na dłużej, a raczej złożenia go z wielu kawałków podsuwanych przez pamięć. To oszczędność słów, która przychodzi po śmierci bliskich, ale też wynika ze stanu podejrzenia, w jakim znalazł się język po wojnie: „Trzymając się tej terminologii, moja matka też nie była niepodobna do Jerzego Kosińskiego. «Teraz to ja jestem stara Żydówa» – powiedziała któregoś dnia w 1984 roku”.

Wobec zarzutów najwyższej wagi Wicha konstruuje coś na kształt nowego języka, a przynajmniej nowej sytuacji komunikacyjnej – co wynika ściśle z potrzeby mówienia, odpominania i ponownego zaufania językowi. Równie ważnym zadaniem staje się nazwanie świata na nowo, gdy stary słownik odszedł wraz ze śmiercią matki.

W obu książkowych przypadkach mamy do czynienia z esejem, tekstem o znacznym ładunku erudycji, który przeplata się z wyimkami z życia przedmiotów, PRL-owskim kolorytem i reżimem kreatywności, wstawkami quasi-reportażowymi i pamiętnikiem z okresu dojrzewania. Osobną sprawą staje się też krążąca wokół opowieści (niewypowiedziana wprost) wojenna trauma, a także fala antysemityzmu przelewająca się przez Polskę po dziś dzień. Wszystko jednak oscyluje wokół sylwetek rodziców, którzy jak w soczewce skupiają wątki i problemy, o które Wicha zahacza, gdy bierze się za porządkowanie przestrzeni po ich odejściu. To oni stają się motorem rozmyślań o kondycji wzornictwa i ówczesnej inteligencji, żydowskości, realiach PRL-u, dojrzewaniu i niezliczonych bibelotach. Swoisty notatnik żałoby.

„Jak przestałem kochać design” i „Rzeczy, których nie wyrzuciłem” szczególnie mocno zaznaczają swoją dwupłaszczyznowość. Płaszczyzną pierwszą jest zdumiewająco szerokie mapowanie epoki, nie tak szarej, jak mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać. Ta obyczajowa codzienność wypowiadana jest nie bez sporego ładunku ironii i szczodrej dawki humoru za pomocą wspomnianych już przedmiotów (i sytuacji osnutych wokół nich), zwłaszcza użytkowych, a także przez idee, które za nimi stały w momencie procesu projektowania, co stanowi oś kompozycyjną szczególnie w przypadku „Jak przestałem kochać design”.

Spoglądanie na historię przez pryzmat przedmiotów, choć może wydawać się banalne, przynosi szereg ważkich wniosków, z których najważniejszy neguje rok 1989 jako moment zwrotny w świadomości ówczesnych Polaków. Społeczeństwo nie zdecydowało się bowiem na zbiorowe wyrzucenie zastawy w róże z Włocławka, nakrapianej porcelany z Bolesławca czy osławionych koszyczków do szklanek, co sam Wicha podkreślał w wywiadach prasowych. Życie w domowych enklawach długo opierało się naporowi historii. Płaszczyzną drugą, zgoła odmienną i poruszającą głębokim wymiarem egzystencjalnym, jest dojmująco intymny charakter dziennika przepracowywania utraty. Tak prywatny, że zawstydzający czytelnika, postawionego w roli „tego trzeciego” wścibskiego gapia, który zakłóca ostatnie słowa ukojenia, jakie syn kieruje do matki, gdy nie dociera do niej już nic oprócz bólu. O tym też jest ta książka. O niewystarczalności i nieodpowiedniości słów.

 

AGNIESZKA BUDNIK

 

Marcin Wicha, „Jak przestałem kochać design”, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2015

Marcin Wicha, „Rzeczy, których nie wyrzuciłem”, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2017

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

       

Festiwal Fabuły 2018: CZUŁE POŻEGNANIA. Gość: MARCIN WICHA, prowadzenie: Piotr Śliwiński, Centrum Kultury ZAMEK, Sala Wielka, 22.05.2018, g. 19

zobacz także: program Festiwalu Fabuły 2018

Baśnie ze wsi >>

Festiwal Fabuły: Marginesy, styki, tygle. O prozie Ingi Iwasiów >>

Przeciw czcicielom boga Rahu >>