Festiwal Fabuły: Gdzieś indziej, gdzieś dalej – w stronę Indii

18 czerwca 2018

Wojciech Jagielski - ZamekCzyta.pl

Wojciech Jagielski na Festiwalu Fabuły. Fot. M. Kaczyński ©CKZAMEK

„Na wschód od zachodu” Wojciecha Jagielskiego to nie jest książka o świątyniach, mędrcach, osiąganiu sensu życia poprzez głębsze, bo wschodnie wierzenia, tajemnicy bytu ukrytej w dalekich, indyjskich sanktuariach.

To nie jest nawet książka o zwyczajach, jedzeniu, kulturze, wonnych oparach i jaskrawych przyprawach. Choć każdy wybrzmiewający w „Na wschód od zachodu” głos i opisana historia powinny przybliżać czytelnika do rzeczywistego obrazu Indii, to jednak z każdą przeczytaną stroną kraj ten staje się coraz bardziej odległy i rozmyty.

Indie w reportażu Wojciecha Jagielskiego niejako wyzwalają się z formy państwa, terenu o określonej tożsamości prawnej, która funkcjonowała w ramach wyznaczonych granic. Stają się za to opowieścią, mitem przekazywanym ustnie, różniącym się w zależności od perspektywy opowiadającego. Jagielski buduje swoją narrację przez rozmowy o historiach i losach napotkanych tam ludzi; głównie tych, którzy porzucili Zachód i uciekli na Daleki Wschód przed monotonią osiadłego życia, szalejącym konsumpcjonizmem, egzystencją szybką i pobieżną. Autor pozwala nam spojrzeć na Indie oczami tych, którzy wyruszyli do owianego tajemnicą kraju w poszukiwaniu utraconego lub nieodnalezionego sensu życia. Dba przy tym o to, by filtr mistyczności i idealizmu nie pozostał jedynym, przez który będziemy na Indie spoglądali.

Wszyscy pojawiający się na kolejnych stronach bohaterowie nie tylko znajdują się wewnątrz opisywanego kraju, ale i są ze sobą złączeni za jego pośrednictwem. Indie bywają jednak w oczach ludzi Zachodu tak wyidealizowane, że myśl, iż takie miejsce może w ogóle istnieć, zdaje się niemożliwym, a przynajmniej niedosięgalnie odległym snem o lepszym świecie.

 

Indie w oczach przybyszów stały się marzeniem, mityczną krainą, w której „wszystko jest jednym wielkim przeżyciem duchowym”. Ostoją zatraconych w zachodnim świecie wartości, symbolem wyrzeczenia się prostej i przewidywalnej ścieżki duchowej. Miejscem, w którym wreszcie można żyć chwilą obecną, nieustannie w drodze, w zgodzie ze sobą i światem. Przybysze szukają tu ucieczki od frustracji i rozczarowania. Pragną świata pozbawionego fałszu i chciwości. I bywa nawet, że go w Indiach znajdują. Ku zdumieniu miejscowej ludności, w kraju od dekad nękanym wojnami i biedą, w którym nawet dostęp do wody nie jest rzeczą oczywistą, przybysze z Zachodu widzą swój raj na Ziemi. Kontrast pomiędzy gorzką (ukazaną oczami miejscowych) rzeczywistością Indii a ucieleśnieniem marzeń zmęczonych pustką egzystencji Europejczyków zdaje się główną osią tego reportażu.

Autor pozostaje jednak zdystansowany wobec powszechnego zachwytu nad tym miejscem. Nad spotkaniami Jagielskiego nieustannie ciąży pytanie o efekt duchowych nadziei i poszukiwań jego rozmówców. To pytanie, które reporter pozostawia bez odpowiedzi.

Choć przepaść między mitem a rzeczywistością, którą Jagielski ukazuje, jest ogromna, zarówno dawno przybyli i zadomowieni już hipisi, jak i najnowsi poszukiwacze duchowości nie są ukazani w sposób ironiczny, pobłażliwy czy oceniający. Czytelnik, zagłębiając się w opowieść o wieloetapowej podróży dzieci kwiatów, zostaje umieszczony pośród myśli i nadziei bohaterów, pozostawiony z nimi niemal sam na sam. Nie tylko zrozumienie ich marzeń, ale i uwierzenie w nie wydaje się na tych stronach książki możliwe. Lecz jedynie na chwilę. Jagielski przemierza Indie szlakiem dawnych hipisów, jednak miejsca, które w ich pamięci są urzeczywistnieniem ideałów wolności, pokoju i poszukiwania innego, głębszego życia, autor odwiedził jako korespondent wojenny. Oglądał więc, jak niszczeją, chylą się ku upadkowi i przeczą wszelkim ideałom pacyfistów. Miejsca, które dla jednych były źródłem podziwu jako pozbawione obłudy zachodniego świata, dla niego są terenem nieustannej niestabilności politycznej, braku tak ukochanej przez hipisów wolności.

Indie, wraz z obecnymi w nich wierzeniami, stały się w ostatnich latach modnym kierunkiem podróży nie tylko tych dosłownych, ale i czytelniczych. Duchowość Wschodu coraz częściej przyciąga tych, którzy nie potrafią odnaleźć się pomiędzy karcącym instytucjonalizmem zachodnich religii a ateistycznym odrzuceniem świata niematerialnego.

Reportaż Jagielskiego świadomie przeciwstawia się dyskursowi idealizującemu Indie. Użyty przez autora wielogłos pozwala nam skonfrontować odmienne spojrzenia i dostrzec rządzącą nimi sprzeczność. Być może autor chce uchronić czytelnika przed wypracowaniem nowej, indyjskiej wersji „syndromu paryskiego”, a może chce pokazać, że utopia nigdy nie jest w stanie zaistnieć w rzeczywistości, a porzucanie w jej imię wszystkiego, co znane, może okazać się zbawienne, ale może też skutkować rozczarowaniem. Rozczarowany wydaje się szczególnie jeden z bohaterów, „Święty” (choć i sam Jagielski powątpiewa, czy byłby on w stanie się do takich uczuć przyznać, poświęciwszy Indiom dwadzieścia lat życia). Bohater ten, wbrew swoim dawnym ideałom, nie żyje chwilą obecną, lecz marzeniami i wspomnieniami dawnej, lepszej przeszłości. Nie kryje zawodu wobec zauważalnej we współczesnych Indiach komercjalizacji, pociągającej za sobą rozwój „taniej duchowości”, która ma jedynie generować zyski z przyciągającej turystów mistycznej sławy tego kraju. Bohater Jagielskiego traci poczucie harmonii, które niegdyś w Indiach osiągnął: odkrywa, że jego dawny mistrz poddał się chciwości, nauki zaczął traktować jak biznes, a plaże na Goa, niegdyś jego idealne miejsce na Ziemi, obrosły w ekskluzywne hotele na zachodnią modłę.

Nieprzypadkowo Jagielski nazywa swój reportaż „Na wschód od zachodu”. Tytuł pokazuje nam, że nieistotne jest miejsce, lecz ważny jest kierunek. Dla wielu bohaterów odpowiednią przemianę gwarantuje nie cel sam w sobie, ale właśnie doświadczenie podróży. Podróż drogą lądową, pozbawioną wygód – godnych pogardy skrótów i duchowych kompromisów – staje się także wędrówką w kierunku zrozumienia samego siebie. To trudności odczuwane podczas tułaczki do Indii czynią je cudownym miejscem i wrażenie to nie pojawiłby się, gdyby bohaterowie przedostaliby się tam samolotem prosto z Europy. Jednak tytuł ujawnia także inną myśl: że może Indie są dla przybyszy miejscem duchowego samopoznania właśnie dlatego, że nie są tylko na wschodzie, lecz właśnie „na wschód od” – od tego, do czego przywykli gdzie indziej, gdzieś dalej. To odmienność od znanego, codziennego świata nadaje Indiom wyjątkowy, mistyczny charakter i tłumaczy ich ciągle rosnącą atrakcyjność.

Może właśnie oderwanie od tego, co jest tak znane, że ledwie dostrzegalne, sprawia, że tak wielu szuka w tym odległym miejscu prawdy o życiu. A może upragnione samopoznanie mogłoby nastąpić gdziekolwiek? W końcu dla matki Kamal takim miejscem na ziemi stała się w sposób niespodziewany Warszawa, a i sam „Święty”, który dla mitu Indii i hipisowskich ideałów oddał niemal całe swoje życie, przyznaje przekornie, że miejsce nie ma aż tak dużego znaczenia: „Co za różnica?! Wschód, Zachód, Północ, Południe, dzisiaj wszystko jest Zachodem, wszędzie jest tak samo. Zachód może z tego wszystkiego najlepszy, bo prawdziwy, nie żadna wschodnia podróbka”. Głosy bohaterów, z których wyłaniają się rozliczne obrazy Indii, przeplatają się ze sobą, wybrzmiewają fragmentami naprzemiennie. Czytelnik przemieszcza się pomiędzy pielgrzymkowymi marzeniami grupy znajomych, opowieściami „Świętego” o dawnych hipisowskich czasach, narzekaniem właściciela hotelu i wreszcie odautorskimi opisami wojen, buntów i kryzysów. Każda z tych historii to jakby osobne Indie, a czytelnik w żadnej z ich odsłon nie pozostaje na długo ani nawet na tyle samo czasu – być może by nie stracić czujności i nie poddać się żadnej z nich. Ale może po to, by zwiedzać Indie w rytmie tułaczym, nierównym, nomadycznym; by pozostawać w ciągłym ruchu.

LAURA BALCEREK

Wojciech Jagielski, „Na wschód od zachodu”, Znak, Kraków 2018.

Festiwal Fabuły 2018: PODRÓŻUJĄC DO INDII. Gość: WOJCIECH JAGIELSKI, prowadzenie: Marcin Jaworski, Centrum Kultury ZAMEK, Sala Wielka, 24.05.2018, g. 20

zobacz także: program Festiwalu Fabuły 2018

Marcin Markowski: Książki najpierw wącham >>

Baśnie ze wsi >>

Kaprys >>