PP 2019: Ariko Kato – Jedna czy dwie półki poezji

4 maja 2019

Ariko Kato w rozmowie z Szymonem Szeszułą i Julią Niedziejko.

Ariko Kato

W moim kraju młodzi pisarze wolą skupić się na opisie życia prywatnego, stąd niechęć do podejmowania dużych tematów, dużych historii – japońska badaczka literatury polskiej Ariko Kato w rozmowie z Szymonem Szeszułą i Julią Niedziejko.

SZYMON SZESZUŁA: Japońska poezja znana jest na świecie głównie dzięki tradycji haiku. Czy ten rodzaj wiersza jest nadal w Japonii popularny?

Dziś w Japonii dominuje poezja „jiyuushi” [wiersz wolny – przyp. red.], jednak nadal tworzy się wiersze w rodzaju haiku czy tanki [tradycyjna forma japońskiej poezji, tzw. krótka pieśń – przyp. red.]. Istnieją grupy piszące w tym nurcie, które posiadają własne wydawnictwa. Muszę jednak przyznać, że wiersze straciły w moim kraju na znaczeniu i niewiele się ich czyta. Dziś przeciętny Japończyk ma do czynienia z wierszami wyłącznie w szkole. W księgarniach tylko jedna czy dwie półki poświęcone są poezji. Byłam przed chwilą sprawdzić, czy jest na nich ktoś ze współczesności, kogo mogłabym wam polecić, ale nie znalazłam nikogo. Niestety japoński rynek literatury staje się coraz mniejszy. Trudno dziś wydać tom poetycki, dlatego często początkujący poeci muszą publikować własnym sumptem. Najczęściej wydawani są laureaci pism poetyckich, ale to możliwość dla niewielu osób.

JULIA NIEDZIEJKO: A czy zagraniczni poeci trafiają dziś do Japończyków?

W szkołach czytuje się wyłącznie japońskich poetów. Nie ma jednak problemu z dotarciem do zagranicznych wierszy. Również u nas poeci w rodzaju Rainera Marii Rilkego uznawani są za twórców kanonicznych, ale ich popularność w dużej mierze ogranicza się do środowisk filologicznych. Jeśli mówimy o poezji polskiej, to tłumacze szczególnie upodobali sobie polskich noblistów: Szymborską oraz Miłosza.

J.N.: Podczas wystąpienia na Poznaniu Poetów będzie pani poruszać kwestie kobiet w japońskiej literaturze współczesnej. Czy mimo niewielkiej popularności poezji możemy wyróżnić dorobek jakichś japońskich autorek?

Japonia była i nadal jest krajem silnie patriarchalnym. Mężczyźni mieli wyższy status społeczny, co wywoływało sprzeciw kobiet. Noriko Ibaragi czy Rin Ishigaki to autorki pokolenia chętnie poruszającego kwestie feministyczne. Urodziły się przed wojną, ale debiutowały w wieku dwudziestu lat już w czasie pokoju. Obserwowały przemiany, jakie zaszły w Japonii – od przedwojennego imperium do powojennej japońskiej demokracji. Chciały być postrzegane jako autonomiczne jednostki, bez konieczności odniesień do roli matki, żony i innych. Ich poezja nadal jest bardzo aktualna pod względem językowym. Warto wyróżnić też Hiromi Itō. To was pewnie zainteresuje – przez pewien czas mieszkała w Warszawie, więc możliwe nawet, że mówi po polsku.

Sz.Sz.: A jak wygląda recepcja polskiej literatury w Japonii?

Polska literatura ma w Japonii wąskie grono oddanych czytelników. Sporą popularność zdobyły u nas powieści Stanisława Lema. Uznaniem cieszyły się także tłumaczenia Yukio Kudō, który zapoznał japońskich czytelników z twórczością Brunona Schulza czy Witolda Gombrowicza.

J.N.: Skoro jesteśmy przy Schulzu, to warto wspomnieć, że specjalizuje się pani w jego literaturze. Skąd zainteresowanie twórczością autora „Sklepów cynamonowych”?

Interesowałam się wcześniej kulturą żydowską w Polsce oraz kwestią pamięci. Pracę licencjacką napisałam o „Shoah” Claude’a Lanzmanna. Zainteresowałam się przez to Polską i tak trafiłam na Schulza, który także był ofiarą nazizmu. Gdy studiowałam, jego dzieła były już w całości przetłumaczone na japoński. Myślę, że urzekła mnie przede wszystkim jego uniwersalność. Czytając go, czułam się, jakbym przeniosła się do własnego dzieciństwa.

J.N.: Zakładam, że to przez Schulza trafiła pani na twórczość Debory Vogel. Wiem, że badała pani „Akacje kwitną”, które nie są w Polsce szczególnie popularne i raczej znane wyłącznie w kręgach filologicznych.

Tak. W tamtym czasie chciałam badać nie tylko Schulza, ale całą przestrzeń kulturalną przedwojennego Lwowa. Dowiedziałam się, że w latach trzydziestych działała ciekawa lwowska grupa „Artes” – jedyne surrealistyczne polskie zrzeszenie. Stąd niedaleko już do Vogel. W czasie rocznego stypendium w Polsce kupiłam oryginał „Akacji…”, który od razu mi się spodobał. Literacki styl Vogel jest trudny, dlatego sporo czasu zajęło mi jej przetłumaczenie.

J.N.: Podczas Poznania Poetów będzie można usłyszeć pani wykład na temat powieści „Raj w morzu smutku” autorstwa Michiko Ishimure. Zdaje się, że jest to pisarka niezbyt rozpoznawalna poza granicami Japonii. Z tego, co udało nam się dowiedzieć, jej powieść porusza wątki ekokrytyczne.

Późno dowiedziałam się, że zostałam zaproszona na festiwal poświęcony głównie poezji. Piotr Śliwiński poprosił mnie, bym wygłosiła wykład o haiku. Nie jestem specjalistką w tej dziedzinie, więc musiałam odmówić. Zdecydowałam się na wykład o Ishimure, dlatego że jest ona ciekawą autorką – dość dobrze znaną w Japonii. Wątki ekokrytyczne można odnaleźć w wielu jej dziełach. Napisała cykl książek o chorobie Minamata, powstałej w wyniku zatrucia rtęcią. „Raj w morzu smutku” to pierwsza część tego cyklu.

Sz.Sz.: Dlaczego akurat ten tekst Ishimure zasługuje na uwagę?

Jej twórczość jest istotna nie tylko ze względu na wprowadzenie do literatury nowego tematu, ale także ze względu na różnorodność użytych przez Ishimure form wypowiedzi. Autorka wplata w swoją narrację oficjalne dokumenty, takie jak oświadczenia firmy odpowiedzialnej za zatrucie wody czy opisy choroby. Samą narrację możemy przyrównać do „Medalionów” Nałkowskiej. Ishimure przede wszystkim wsłuchuje się w głosy poszkodowanych, dlatego dąży do rozmycia granicy między słowami narratorki i ofiar.

Sz.Sz.: Czy mogłaby pani powiedzieć coś więcej o chorobie z Minamaty?

Wszystko zaczęło się od tego, że firma Chisso – potentat w japońskim przemyśle chemicznym – przez wiele lat wylewała odpadki do morza, zatruwając wodę. Większość mieszkańców z terenów Minamaty utrzymuje się z rybołówstwa i to właśnie poprzez spożywanie zatrutych ryb dochodziło do rozwinięcia się choroby wśród ludzi oraz zwierząt. Tragedia tych osób przez lata była lekceważona. Ofiary nie otrzymały wsparcia od państwa, zostały pozostawione same sobie. Pod względem struktury „Raj w morzu smutku” nie przypomina prostego reportażu, bo ma skomplikowaną narrację. Spora część książki napisana została w dialekcie, przez co tekst stanowi wyzwanie dla czytelników z innych części Japonii.

Sz.Sz.: No właśnie. Zróżnicowanie dialektalne jest o wiele większe w języku japońskim niż w polszczyźnie. Czy japońscy pisarze często wykorzystują dialekty w swojej twórczości?

Rzeczywiście dialekty są bardzo istotne dla naszej kultury. Japończycy są w pewnym sensie dwujęzyczni – używają dialektu oraz standardowego języka japońskiego (hyōjungo). Sama jestem z regionu Tōhoku, który ma bardzo hermetyczny dialekt. We współczesnej literaturze japońskiej można zaobserwować powolny proces powrotu do dialektów. To bardzo intymny sposób narracji, zrozumiały dla wąskiej grupy odbiorców i dlatego ciekawy dla czytelników. Dzięki zastosowaniu niestandardowej odmiany języka udaje się pokonać podstawowy dualizm centrum – prowincja, więc jest to dobra strategia, by bohaterowie faktycznie przemówili własnym głosem.

J.N.: Czy Michiko Ishimure jest chętnie czytana przez Japończyków?

Bardzo. Dzięki niej ludzie dowiedzieli się więcej o tej chorobie. Po napisaniu „Raju…” stała się działaczką społeczną. Wspierała poszkodowanych w ich próbach wyegzekwowania odszkodowania. Po napisaniu tej powieści jeszcze przez kolejne dwadzieścia lat wracała do tych wydarzeń, tworząc naprawdę długą dokumentację tej choroby. Można powiedzieć, że stała się wręcz symbolem sprawy chorych z Minamaty.

Sz.Sz.: Czy Ishimure pisała też o innych kwestiach, czy to był jedyny temat, który ją interesował?

Jej twórczość jest różnorodna. Często poruszała wątki historyczne, ze szczególnym uwzględnieniem historii miasta Nagasaki, będącego w XVI wieku centrum japońskiego chrześcijaństwa. To, co jest dla niej najbardziej charakterystyczne, to silne powiązanie z tradycją wyspy Kiusiu, a szczególnie z rodzinną prowincją Kumamoto.

J.N.: Można więc powiedzieć, że Ishimure szczególnie interesowały kwestie społeczne. Czy takie zainteresowania są charakterystyczne dla współczesnej literatury japońskiej?

Nie powiedziałabym, że sprawy społeczne szczególnie zajmują dzisiejszych literatów. Ogólnie rzecz biorąc, nadal dominuje literatura skupiona wokół jednostki. Młodzi pisarze koncentrują się na opisie życia prywatnego – czują niechęć do podejmowania dużych tematów, dużych historii. Można powiedzieć, że obecnie wraca literatura spod znaku „shishōsetsu” [jap. powieść o sobie, nurt literatury konfesyjnej – przyp. red.]. Wielu badaczy literatury japońskiej krytykuje ten brak szerszej perspektywy.

Sz.Sz.: Ostatnio w Polsce sporo mówi się o poezji zaangażowanej, krytykującej obecne stosunki władzy. Czy istnieje podobny nurt we współczesnej literaturze japońskiej?

Tak, ale nie jest to nurt wiodący. W Japonii ludzie nie lubią mówić o polityce, bo poruszanie tych kwestii otwarcie traktuje się jak psucie atmosfery. Dominuje pogląd, że literatura musi być oddzielona od polityki. Państwowe instytucje kulturalne promują więc sztukę apolityczną, bezpieczną z punktu widzenia władzy. W społeczeństwie, które czyta coraz mniej, literatura zaangażowana nie ma dużej siły przebicia.

rozmawiali:JULIA NIEDZIEJKO i SZYMON SZESZUŁA

 

ARIKO KATO – Associate Professor na Uniwersytecie Studiów Międzynarodowych w Nagoji. Pracę doktorską na temat prozy i dzieł artystycznych Brunona Schulza obroniła na Uniwersytecie Tokijskim. Studiowała na Uniwersytecie Warszawskim jako stypendystka Fundacji Heiwa Nakajima i na Uniwersytecie Jagiellońskim jako stypendystka rządu polskiego. Autorka książki „Bruno Schulz: Od oczu do rąk” (Tokio, 2012; po japońsku). Redaktorka tomu antologii tekstów poświęconych Brunona Schulza pt. „Świat Brunona Schulza” (Yokohama, 2013; po japońsku). Tłumaczyła na japoński m.in. „Medaliony” Zofii Nałkowskiej oraz „Akcje kwitną” Debory Vogel. Jej zainteresowania obejmują międzywojenną literaturę i sztuki awangardowe, wielokulturowość w dawnej Galicji oraz reprezentacje Holokaustu i drugiej wojny światowej w literaturze i sztuce. Po uzyskaniu grantu z Japan Society for the Promotion of Science w 2016-17 była na stażu naukowym w Instytucie Badań Literackich Polskiej Akademii Nauki.

POZNAŃ POETÓW 2019: WYKŁAD ARIKO KATO „Dialekty i kobiety w powojennej literaturze japońskiej. Powieść Raj w morzu smutku Michoko Isimure i inne. Centrum Kultury ZAMEK (Dziedziniec Różany – namiot), 17.05.2019, g. 16.30-17.30

zobacz także: „Jeden Poznań, dwa serduszka, ojojoj”
zobacz także: PP 2019: Barbara Klicka – trzy wiersze
zobacz także: PP 2019: Joanna Roszak – dwa wiersze

Barbara Klicka: Bardzo nie lubię, jak mnie autor poucza >>

Marek Bieńczyk: Nie mam żadnej kolekcji, tylko rozmnożony bałagan >>

Las to za mało! >>