O śmiechu śmiertelnie poważnie. „Kasperl i Margit” Macieja Płazy >>

„Kasperl i Margit” Macieja Płazy to prowadzona z dwóch różnych perspektyw powieść historyczna, której jednak daleko do tego, co nauczyliśmy się ostatnio nazywać „polską prozą rozdrapywania ran”. Ta wciągająca i humorystyczna opowieść przypomina raczej poznańską epopeję, przy czym historię traktuje się tu śmiertelnie poważnie.
Daj głos niemym ofiarom ekobójstwa. O książce „Delfiny i Belzebub” Wojciecha Tochmana >>

„Skończone. Nic mi się nie śni. I nikt” – tymi słowami Wojciech Tochman zamykał swoje najważniejsze reportaże o Rwandzie czy Bośni. Jednak historia o realiach wojny w Ukrainie nie pozwala na taką kropkę. „Delfiny i Belzebub” to pierwsza książka w dorobku reportera, która „wcale się nie kończy”, bo jej bohaterowie – ludzie i zwierzęta – wciąż są pod ostrzałem, a ich cierpienie trwa każdego dnia.
Widzenie oraz niewidzenie wojny. „Być gościem w katastrofie” Tomasza Szerszenia >>

Słowem, które na długo pozostało ze mną po lekturze, jest „uważność” – uświadomienie sobie, że w każdej nie-decyzji zawierają się faktyczne wybory, które kształtują nasze widzenie świata.
Ta proza nie pozwala się zdystansować – zmusza do bliskości. O „Arabeskach” Serhija Żadana >>

Żadan nie opowiada o wojnie jako o wydarzeniu historycznym czy militarnym. Wojna w „Arabeskach” jest stanem istnienia – czymś, co przenika każdą relację, każde wspomnienie i każdy gest.
Sploty ludzkości jako wyraz nadziei w „Arabeskach” Serhija Żadana >>

Połączenie tych historii w jeden zbiór daje możliwość, by uważniej przyjrzeć się ważnej sprawie: co tak naprawdę ludzie dla siebie nawzajem znaczą?
Postępująca niewidzialność w świetle reflektorów. O niezdmuchiwaniu świeczek na „Urodzinach” Weroniki Murek >>

„Są urodziny, a to oznacza, że ciasto należy podpalić, świeczkę zaś zdmuchnąć”, pomyśleć życzenie (uwaga, bo jeszcze się spełni!), przyjąć brawa i wysłuchać trzeci raz kakofonicznego „Sto lat, sto lat, niech żyje, żyje nam”. Sęk w tym, że to nie ta historia – przyozdobiona girlandami, owinięta złotymi serpentynami czy ociekająca deszczem brokatowego konfetti. „Urodziny” Weroniki Murek to opowieść-odwrotka, w której nic nie jest takie, jakie może się wydawać na pierwszy rzut oka.
Rozpada się język na warszawskim Grochowie. „Monolok” Pawła Sołtysa >>

„Monolok” to dzieło pozornie proste, lecz w istocie głęboko filozoficzne. Sołtys tworzy tekst, który nie tylko opowiada o świecie, ale również bada warunki jego istnienia w języku i pamięci.
Zmęczone pokolenia w zapętleniu. „NIE MUSISZ. Od kultu osiągnięć do wypalonych pokoleń” Mikołaja Marceli >>

Mikołaj Marcela zachęca do tego, aby nie bać się zmiany i słowa zaczynającego się na „r”. Choć brzmi groźnie, rewolucja nie oznacza gwałtownego przewrotu, lecz redefinicję sukcesu, pracy i odpoczynku
Słabe, płaczliwe, naiwne. „Bezradne i romantyczne. Bohaterki lektur dla szkoły podstawowej” Aleksandry Korczak >>

Autorka nie tylko bada teksty lektur z nowoczesnej perspektywy, ale również prezentuje krytykę samej oświaty.
„Rozbieżne emancypacje. Przewodnik po prozie 1976-2020”. Historycznoliteracki monster truck >>

Sam autor ostrzega, że lektura tej książki to akt podwyższonej szkodliwości społecznej – i słusznie, bo ryzyko jest przecież ścisłą esencją emancypacji. Po tytułowych „rozbieżnościach” najlepiej poruszać się właśnie tak: na szerokich oponach, które z impetem, jak i precyzją, wyznaczają nowe wektory w ciągłości literackiego dyskursu.
„Laszowanie”, czyli pasowanie na mężczyznę >>

„Laszowanie” Macieja Dobosiewicza odważnie zdejmuje z chłopięcego dorastania iluzję niewinnej przygody
„[…] znak meduzy oznacza kobiecy gniew za poniesione krzywdy”. O „Złodziejce matek” Magdaleny Genow >>

Jestem już matką, czy nadal tamtą bezradną córką? Moja prawdziwa twarz jest czysta, czy zaczyna się od makijażu? Jak uratować ciało i duszę?
Trashowa mitologia prawdę ci powie. O „Strefie II” Karoliny Krasny >>

Do „Strefy II” Karoliny Krasny dostajemy nieoczekiwane zaproszenie – lekturowe opracowanie w pełnej odsłonie (plan wydarzeń, problematyka i tak dalej). Pozornie prosta eksplikacja, zamienia się jednak w smakowity haczyk, który łapczywie łykamy. Tym aktywizującym chwytem Karolina Krasny wprowadza nas w kolejną genezyjską opowieść, w której świat znajduje się w nieustannym procesie „stawania się”, a bóg porzuca swoje dzieło i wiesza się na starej sośnie: „tak jak wiesza się zapaszek w samochodzie”.
Transkryptom dziewczyny naszych czasów >>

Zdarzają się książki, które przypominają szept w cieniu drzewa, inne – krzyk w zatłoczonym tramwaju. Tomik Joanny Pauli Oklińskiej nie wybiera, jest i jednym, i drugim. Transkryptom szczęśliwej komórki otwiera się jak drzwi do pokoju, w którym ktoś właśnie płakał, a teraz udaje, że wszystko w porządku. >>
Prompt: Parszewska pierze płaszcz Konrada. Recykling na postmodernistycznym śmietniku >>

Na dobry początek tomiku: Miłosz i Lechoń przychodzą do Parszewskiej, a ona robi sobie z nich żarty o Jasiu w kontekście perwersyjnej seksualności i równie nagich, współczesnych realiów społeczno-politycznych.
O „Resident Angel” Karoliny Czarneckiej >>

Patrząc na Resident Angel przez soczewkę odniesienia do gry komputerowej, możemy odczytać całość jako próbę przetrwania przepełnionego absurdem ciała w świecie opanowanym przez wirusowo roznoszące się tożsamości.
Literatura jak hipnoza. Michał Witkowski – Poznańska Nagroda Literacka im. Adama Mickiewicza >>

Niezmiennie Michał Witkowski potrafi zaskoczyć swoich czytelników. Tym razem postanowił urodzić coś, co „siedziało” w nim głęboko i od dawna było „gotowe do przyjścia na świat”. Rodziło się łatwo – deklaruje pisarz – i można mu uwierzyć, bo urodzone dzieło daje wrażenie narracyjnej lekkości, swobody nieposkromionego monologu, udanej zabawy pamięcią.
O „om” Joanny Roszak >>

Robię to z pewnym wahaniem, ale wpisuję książkę Joanny Roszak w ziejącą dotąd pustkami rubrykę o nazwie „literatura pogodna”. Wahanie to wynika przede wszystkim z niefortunności tej nazwy, na którą jednak brakuje lepszego słowa, jako że rzadko kiedy w rozmowach o współczesnej literaturze jest nam ono w ogóle potrzebne. Co jednak warto podkreślić, owa pogodność niewiele ma wspólnego z naiwnością. Jest raczej umiejętnym przekierowaniem naszej uwagi z walk, których nie wygramy, na te, które możemy jeszcze podjąć.