Głosy z drugiej strony

1 czerwca 2021

Katarzyna Szweda: Bosorka

Fot. M. Kaczyński ©CK ZAMEK

W „Bosorce” Katarzyny Szwedy zionąca pustką Łemkowszczyzna raz jeszcze staje się częścią wieloetnicznej Polski. O książce nominowanej do Nagrody – Stypendium im. Stanisława Barańczaka pisze Agnieszka Budnik.

Co zrobić, kiedy nie wystarcza języka do mówienia o świecie, którego już nie ma? W jaki sposób przyzwać tętniącą życiem rzeczywistość pochłoniętą dawno przez ziemię? Można napisać wiersz.

 

ZAPISKI Z POGRANICZA, CZYLI SKĄD?

Nominowana do Nagrody – Stypendium im. Stanisława Barańczaka książka poetycka Szwedy jest debiutem. To ważne, bo od książek pierwszych w zasadzie nie powinno wymagać się wypolerowania wiersza na błysk ani rygoru kompozycji. Nie tak często zdarza się też, że debiut trafia do finału wyróżnienia, które wcale nie jest skupione na wyławianiu nowych idiomów z poetyckiego morza. A jednak „Bosorka” rzeczywiście przyciąga przejrzystością pomysłu: spójną opowieścią o znikającej Łemkowszczyźnie, którą coraz trudniej ocalić od zapomnienia.

 

I chociaż czysto teoretycznie nie powinno się snuć paraleli między biografią autorki a głosem płynącym z wiersza, „Bosorka” jest pisana doświadczeniem. To podróż na krańce Rzeczpospolitej tak dawnej, że niemal wyobrażonej. A jednak rana wysiedleń i terroru akcji „Wisła” babrze się w ziemi, pamięci i tożsamości po dziś dzień. Jest obecna w tych, których los sztucznie podzielił na Polaków i Łemków, na nas i tamtych, na swoich i obcych. Opowieść poetki działa jak szew: splata ze sobą dwie rozłączone tradycje i wyobraźnie, przywracając polskiej narracji o tożsamości jeszcze jednego bohatera: Łemków.

 

Nie jest rzecz jasna tak, że temat pogranicza jest w literaturze nieobecny. Można by powiedzieć, że jest właściwie odwrotnie: przywracanie wsi i doświadczeń związanych z wsią wydarza się, zwłaszcza ostatnimi czasy, na potęgę. Wspomnieć wystarczy nieco starszą już „Prześnioną rewolucję” Andrzeja Ledera i „Wielką trwogę” Marcina Zaremby, ostatni tom opowiadań „O perspektywach rozwoju małych miasteczek” Małgorzaty Baryczki czy prozę Macieja Płazy, a to tylko przykłady pierwsze z brzegu.

 

Dość prosto, zwłaszcza w tekstach artystycznych, dać się zwieść wielkomiejskim tęsknotom za czymś „prawdziwym”, jakoś „pierwotnym” albo po prostu pasującym do wizerunku liberalnego etosu wielbienia różnorodności w imię lepszego samopoczucia. To, co obce i stracone, przypomina wówczas dziwnego golema zlepionego z wyobraźni i sentymentu, który jest niczym więcej niż sublimacją własnych lęków i potrzeb. Katarzynie Szwedzie udaje się takiego efektu uniknąć, bo tożsamość łemkowska jest też jej tożsamością. Odzyskanie rytuałów i odkopanie głosów staje się koniecznością po tym, kiedy odkryło się ziejącą pustką dziurę.

 

na czużyni

miejscowy bóg smarował im smalcem grubą pajdę chleba

leżeli w potokach żeby się oczyścić z pamięci

nawiedzała ich jak cień który się nie skracał sznur który się wydłużał

kieszenie wypchali na tęsknotę ziarnem

młodym zalepiali żywicą usta nie będziesz brał

cudzej ziemi za własną nie będziesz miał

innego domu poza tamtym jednym

stawały się przepowiednie jak w noc kupały

takie bajki opowiadali dzieciom przed snem

żeby rano gdy otworzą oczy

nigdy nie były na swoim

 

Nie tylko więc my, czytelnicy i czytelniczki, wpadamy w „Bosorkę” z pasją odkrywcy zaginionych lądów czy etnografki nastawionej na ocalanie pamięci – towarzyszymy w tej podróży także poetce. Stawka jest przecież wysoka: idzie o wskrzeszenie wspomnień o tych, których za chwilę nie będzie miał już kto wskrzeszać. Ale nie tylko. Gdyby debiut Szwedy rozbijał się wyłącznie o to, byłby kolejnym tomem o quasi-dokumentalnym profilu lub czymś na kształt pamiętnika z okresu dojrzewania. Sama konstrukcja książki staje naprzeciw takim uproszczeniom.

 

WSI SPOKOJNA, WSI WESOŁA?

W „Bosorce” Szweda nie poprzestaje na estetycznym opisie wsi. Owszem, wiersze przeplatają czarno-białe fotografie, które pomagają w budowaniu nastroju. Nie są to jednak pocztówkowe landszafty. To migawki z codzienności: znikające rudery, mieszkańcy, zwierzęta, śmieci zostawione w polu, obdrapane baraki. To również mgliste jeziora, puste przestrzenie i sady, skąd bliżej do XIX-wiecznych, z ducha słowiańskich opowieści grozy lepiej wtórujących zbrodniom wojennym. Dla fanów teorii psychoanalitycznych, estetycznych i kulturoznawczych: „Bosorka” to wypisz wymaluj „niesamowitość” Freuda. To, co oswojone, jest jednocześnie groźne, tajemnicze i właśnie: niesamowite.

 

I tak przez kolejne wiersze przepływa rzeka Wisłoka – lokalny żywioł o długiej pamięci, zamieszkiwany przez duchy praczek, przyciągający czarownice (czyli właśnie bosorki), zwodzący i gubiący mężczyzn. Perspektywa kobieca jest w książce Szwedy jedną z ważniejszych: bo chociaż żadna z nich nie wypowiada się w wierszu ani jednym słowem, ich siła i budzony lęk organizują wyobraźnię książki.

 

Na świat patrzymy męskim okiem. Podążamy za Wasylem, Łemkiem, dziadkiem poetki. Zaglądamy mu przez ramię, wchodzimy w codzienność, zamieszkujemy jego ciało. I boimy się tego co on: zagrożenia symbolizowanego przez uwodzącą i odpychającą jednocześnie kobiecość. Bo czarownice, praczki i duchy kobiet menstruują, strzegą, są pamięcią.

 

bohyny

dusze starych praczek w potokach w nieznajowej

brodzą po kolana piorą szmatia wiotkimi piersiami

podglądają je chłopcy ze wsi

moczą się

 

płowieją w upławach ksiądz wypełzł przed dom

wiecznaja pamiat

unosząc się zataczają koła wiotkimi piersiami

piorą szmatia trumnę niosą na marach

chłopcy ze wsi

 

widzieli stare nagie praczki po kolana we krwi

ich długie workowate piersi

uderzały w kamień

 

stare nagie praczki nie mają kijanek

 

 

rzeki suk

te chwile były dla nas najbardziej intymne

bezdźwięczne głosy kobiet ich odbicia w wodzie

ciała miały sprężyste jak gałąź jesionu

giętkie jak leszczyna różowe bez sierści

 

psy chciały im lizać każdy dopływ wisły

 

łasiły się podstępnie kiedy było ciemno

kiedy było jasno wychodziły z mroku

 

te chwile były dla nas najbardziej intymne

ciała nagich kobiet wiotkie jak czeremcha

kręte jak świerzówka podmyta wisłoką

pozbawione puchu łasiły się do nas

 

najczęściej po zmroku

 

ciała miały śliskie jak pstrągi w potokach

 

 

Łemkowskie, czyli jakie?

Szweda mogłaby właściwie poprzestać na mozolnym zapełnianiu pustych plam. Przywraca przecież wymarły słownik, podejmuje przerwaną już ponad pół wieku temu opowieść. Bohaterkami znów stają się bohynie, bosorki, dike baby, brnące przez muł i ugór, przechodzące przez sad, łąkę, wieś, strumień. Poetka zauważa jednak jedno połączenie, które było przesłonięte całym tym pisaniem o lokalności, specyficznym polskim kontekście, o miejscowej polityce historycznej i pamięci wojny.

 

Wyobraźnia, lęk i wierzenia są transgraniczne, a wariant polski to tylko element czegoś większego i trudnego do wysłowienia: szerszej mitycznej struktury, aury, czucia, nastroju lub innego pojęcia z tego porządku. Łemkowszczyzna, kiedy została rozpoznana, opowiedziana i przywrócona pamięci, okazuje się częścią liczniejszej wspólnoty lub ostrożniej: bardziej uniwersalnego doświadczenia. Szweda podsuwa więc kolejną, tym razem komparatystyczną perspektywę, włączając „Bosorkę” w szerszy kontekst realizmu magicznego. Rzeczna zjawa llorona staje się częścią nie tylko folkloru Ameryki Łacińskiej, ale kręci się nieopodal Wisłoki, wykopki na ziemi Łemków nie różnią się od tych na półwyspie Guajira. Bo czy istnieje jakaś większa różnica między papugą a wróblem?

 

guacamayo

kolorowe wróble odlatują w zimne kraje

takie jak nasz cierpkie i ciemne od sadzy

kolorowe wróble na dachach naszych stajni

i bliżej im niż dalej

i dalej im już nie będzie za miedzą

 

trzymam w garści nie wypuszcza się nikt stąd

dalej niż za płot sąsiada granicę stanowi las

nie wypuszczam się poza mój lepki kąt

granicę stanowią mi inni

 

wydziobują spod śniegu to czego nie zdążyliśmy

 

nie dokarmiamy bo sami mamy mało

chleba i umaszczenia

 

 

guajira

wykopki część ostatnia

 

twarze w popiele łemkowskie dzieci za paznokciami brud

takie dni wlokły się na kolanach

brudni pielgrzymi pogańskie obrzędy

 

całowałem się z ziemią

wkładałem wilgotny język w rozchylone bruzdy

gnuśny rytuał dążenia do szczytu

 

jak kazały rzędy

jak nam kazały nasze matki jak im kazały nasze babki

pochylonym kobietom było widać piersi

 

takie dni przychodzą do mnie o ich zwykłej porze

zdejmują ubranie namaszczają łojem każą się wielbić

 

 

AGNIESZKA BUDNIK

Katarzyna Szweda, „Bosorka”, Biuro Literackie, 2020.

KATARZYNA SZWEDA (ur. 1990) – poetka i fotografka. Wychowywała się w Beskidzie Niskim na Wrzosowej Polanie. Z wykształcenia nauczycielka języka hiszpańskiego i angielskiego, absolwentka Uniwersytetu im. Johanna Wolfganga Goethego we Frankfurcie nad Menem. Wyróżniona Stypendium Twórczym Miasta Krakowa (2020). Debiutowała w 2020 roku tomem poetyckim „Bosorka” wydanym w Biurze Literackim. Mieszka i pracuje w Krakowie. Bada swoją łemkowskość.

 

 

 

Baśnie ze wsi >>

Festiwal Fabuły: Marginesy, styki, tygle. O prozie Ingi Iwasiów >>

Przyjaźń, bliskość i wrażliwe języki (na przekór smutnym czasom) >>

Kontrast