Agneta Pleijel: Wróżba, rodzinny album i narodziny pisarki

9 marca 2017

Agneta Pleijel Zamek Czyta

Agneta Pleijel Fot. M. Zaremba

Autobiograficznej powieści Agnety Pleijel matronuje Marguerite Duras i jej rozważania o pisaniu jako samotności i ciszy, dlatego jednym z bohaterów jest pusty, stary dom na archipelagu, do którego wraz z porywistymi podmuchami wiatru docierają melancholijne głosy umarłych.

Choć we „Wróżbie” bez trudu odnaleźć można wątki z poprzednich utworów pisarki, to tym razem rozważania o dzieciństwie i dojrzewaniu w powojennej Szwecji wśród skonfliktowanych rodziców wybrzmiewają o ton ciszej.

To już nie tyle rozrachunek z dramatem rodzinnym i okaleczeniem przez bliskich, co raczej próba zrozumienia, w jaki sposób kształtowała się jej pisarska wyobraźnia. Obok dramatycznych scen z udziałem matki i ojca w powieści znajdziemy klimat drugiej połowy ubiegłego wieku dzięki plejadzie ważnych dla całych pokoleń postaci: od Ingmara Bergmana, poprzez Haide Göransson, Johnny'ego Weissmullera, Birgera Malmstena, po Stana Getza i Dizzy'ego Gillespiego. W uszach młodej protagonistki brzmią „Moonlight Serenade”, „American Patrol”, „Flamingo”, „On the Waterfront” i „Night in Tunisia”. Wszystkie te zmysłowe i intelektualne bodźce docierają do narratorki przez pryzmat rodzinnego dramatu rodem ze społeczno-obyczajowych sztuk Ibsena.

 

IMPERATYW PAMIĘCI

Inspiracją dla „Wróżby” stały się listy krewnych i przyjaciół rodziny pisarki: „Żywoty, do których kluczem jest śmierć, o nic nie prosiły. A jednak pojękiwały. Skarżyły się. Wszyscy nieżywi”. Listy pomagają odtworzyć chronologię wydarzeń, w których udział brała dziewczynka i przywołać dawno zapomniane obrazy. Pisanie – zdaje się mówić autorka – to wyzwanie dla pamięci i empatii. Ta ostatnia jest potrzebna głównie po to, by zrozumieć, co przydarzyło się dziewczynce, która w listach była tylko jedną z wielu postaci, ale też po to, aby wybaczyć dorosłym wtedy, gdy pisarska stała się ich rówieśniczką.

Powieść otwiera scena z dnia poprzedzającego wizytę w szpitalu u umierającej ciotki Riki, kiedy młoda dziewczyna, która postanowiła właśnie wyprowadzić się do innego miasta, idzie napić się wody do łazienki: „Nie wiedziałam nic o człowieku, którego oczy napotkałam w lustrze. Bardzo niepewna, czy mi się podobał. Niekoniecznie. Nic nie rozumiałam. Nie miałam bladego pojęcia. Pragnęłam tylko trzech rzeczy. Być wolna, pisać i dostać orgazmu. A potem, dużo później, być może mieć dziecko”.

To początek narodzin Agnety Pleijel jako pisarki. Narratorka nieustannie gra zaimkami: raz dziewczynka jest nią, innym razem to obca, niezrozumiała, pogrążona w fantazjach samotna postać, której nie sposób pomóc. Ten narracyjny ruch – od życia krewnych opisanych w listach do własnego – wybija rytm powieści, której tytuł odwołuje się do spełnionej przepowiedni usłyszanej przez ciotkę Riki podczas wizyty u wróżki. Szczęśliwe życie miłosne ciotki kończy choroba nowotworowa, wtedy gdy Agneta Plejiel postanawia opuścić dom rodzinny. To punkt zwrotny: z życia narratorki znika osoba, która otworzyła przed nią „całkiem inną rzeczywistość” i rozświetliła mroczne lata dojrzewania, a rodzi się pisarka.

 

Narratorka nieustannie szuka początku swojej drogi, gdy na przykład opisuje nałogowe czytanie w szpitalnej izolatce, do której trafiła jako poważnie chora na szkarlatynę siedmiolatka. Choroba, lęki przed samotnością i odrzuceniem oraz ciągłe przeprowadzki stają się łatwiejsze, gdy „uczepi się czytania”. Nowe miasta to nowe lektury, do tego teatrzyk dziecięcy i recytacja wiersza Karlfeldta. Wydaje się, że tak się to właśnie zaczęło. Spełniająca się na jej oczach wróżba, dotycząca życia ciotki Riki, stanowi jasny punkt we wspomnieniach dziecka, a przy tym pozwala na snucie niekończących się fantazji na temat miłości, przeznaczenia i spełnienia.

Jednak Pleijel przenosi swoje rozważania także na szersze konteksty i wtedy ton jej rozważań ma wręcz sentencjonalne brzmienie: „niektórzy popadają czasami w wielką niepewność, przez okoliczności. Należy stawić czoło temu, co się opiera, odnaleźć coś większego niż ja. Pisanie jest stawianiem czoła”.

 

ŚLADY TERAPII

„Dzieciństwo to ziemia niczyja, nad którą oczywiście wtedy się nie zastanawiałam. Nie wiedziałam, że w niej tkwię. Wrażenia zmysłowe mnie przerastały. […] Opowiadam teraz o czymś, na co wtedy brakowało mi słów. O strachu. O uczuciu przytłoczenia, byciu zaatakowanym przez ciało. O samotności wspólnej dla wszystkich dzieci. I o cieniach rzucanych przez dysfunkcyjne małżeństwo moich rodziców”. Niewątpliwie także we „Wróżbie” można odnaleźć próby autoanalizy, która łączy dramatyczne wydarzenia z dorosłego życia pisarki z lękami i ranami z okresu dzieciństwa. Jednak w tej powieści są one ujmowane także z uwzględnieniem społecznego, klasowego i obyczajowego kontekstu.

Najdramatyczniejsze spostrzeżenia dotyczą matki i jej stanów depresyjnych: „Profesorowie to mężczyźni. Nie spotkała się z żadną kobietą profesorem. Istnieją profesorowe, ale to kobiety, które są żonami profesorów, jak mama”. Te refleksje stanowią wprowadzenie do analiz samoponiżających wypowiedzi matki, która przenosi niechęć do siebie samej na inne kobiety i jednocześnie nieustannie wpada w złość. Ta mieszanka gniewu, frustracji, powściąganego żywiołowego temperamentu niespełnionej pianistki, poświęcającej karierę rodzinie, która została zdradzona, a w końcu porzucona przez męża, opisana została z empatią.

Punkt kulminacyjny opowieści o relacji między matką i córką stanowi wspomnienie ucieczki matki ze szpitala psychiatrycznego, w którym zdiagnozowano u niej oporną na leczenie depresję, a mimo to poddano ją elektrowstrząsom. Przejmującym scenom ze szpitala towarzyszy wspomnienie z dzieciństwa matki, kiedy została na długie godziny za karę zamknięta w szafie i doznała tam załamania nerwowego. Pisarka zbiera zapamiętane epizody związane z przemocą i układa je w mapę psychicznych – nigdy niezaleczonych – ran matki, których konsekwencje ponosi ona i jej siostry. Jeśli coś przynosi pocieszenie przy lekturze „Wróżby”, to właśnie ślady empatii w stosunku do innych, starszych o kilka pokoleń kobiet.

AGNIESZKA GAJEWSKA

Agneta Pleijel, „Wróżba. Wspomnienia dziewczynki”, przeł. Justyna Czechowska, Wydawnictwo KARAKTER, Kraków 2016.

Spotkanie z Agnetą Pleijel z udziałem tłumaczki, Justyny Czechowskiej. Prowadzenie: Agnieszka Gajewska. Centrum Kultury ZAMEK, Scena Nowa, 14.03.17 godz. 18.
Spotkanie w ramach festiwalu PORA NA SKANDYNAWIĘ.

 

AGNETA PLEIJEL (ur. 1940) – jedna z najciekawszych szwedzkich powieściopisarek. Z wykształcenia antropolożka, jest także poetką, dramatopisarką i tłumaczką. W Polsce ukazały się przekłady kilku jej powieści („Kto zważa na wiatr”, „Zima w Sztokholmie”, „Lord Nevermore” – o przyjaźni Witkacego i Malinowskiego) oraz wybór poezji „Anioły ze snu”. Agneta Pleijel jest także członkinią jury Nagrody im. Zbigniewa Herberta. W wydawnictwie Karakter właśnie ukazała się jej najnowsza książka „Wróżba. Wspomnienia dziewczynki” w przekładzie Justyny Czechowskiej.

AGNIESZKA GAJEWSKA (ur. 1977) – literaturoznawczyni, feministka, adiunkt w Instytucie Filologii Polskiej UAM, w latach 2007–2012 kierowała Pracownią Krytyki Feministycznej. Redaktorka tomu „Teorie wywrotowe. Antologia przekładów”. Autorka książek: „Hasło: feminizm”, „Zagłada i gwiazdy, przeszłość w prozie Stanisława Lema”. Mieszka w Poznaniu. Czyta zawodowo i dla przyjemności. 

 

Literatura to eksperyment >>

Jarosław Mikołajewski: „liryk z Bożej łaski”* >>

Wokół „Wędrówki Nabu” Jarosława Mikołajewskiego >>