Dianka w wielkim mieście

4 października 2016

Michał Witkowski

fot. M. Kaczyński ©CK ZAMEK

W „Fynf und cfancyś” Witkowskiego znajdziemy tempo, bezczelność i bezwzględność rzeczywistości. Historia Milana i Michała jest słodko-gorzkim obrazem wielkich marzeń i następujących po nich sukcesach i porażkach.

Są takie książki, od których autorzy nie mogą się uwolnić. Dzieła najważniejsze. Przełomowe. Zaskakujące. Takie, które pojawiają się w Wikipedii, które wpisuje się na okładki kolejnych książek pisarza, bo tak zarządził dział marketingu. Które studenci zawsze wymienią na egzaminie. Każdy kolejny tytuł jakoś się wobec dzieła centralnego sytuuje. Kontynuacja albo zerwanie. Nieudolna próba powtórzenia sukcesu. Lepsze i gorsze.

Dlatego kiedy w księgarniach wreszcie pojawiło się „Fynf und cfancyś”, a nie obyło się przecież bez zawirowań, skandalu i kilkumiesięcznego aresztu magazynowego książki, posypały się opinie i recenzje, że oto Witkowski wraca do korzeni, sięga po motywy znane z „Lubiewa”, że serwuje swoim czytelnikom to, co już poznali i zdążyli polubić. Po połowicznie udanych eksperymentach z kryminałami (dobra sprzedaż i słabe recenzje) pisarz ponownie zaprosił nas do świata brudnego homoseksualnego seksu w równie brudnych szaletach.

Dianka, a właściwie Milan ze Słowacji i tytułowy Fynfundcfancyś, czyli Michał z Polski, to dwaj główni bohaterowie książki, a zarazem pierwszy silny kontrast, na którym Witkowski oparł swoją powieść.

Di jest młody, chętny, a przede wszystkim niezwykle głodny – pieniędzy, pięknych i drogich rzeczy, szampana na śniadanie i lodów na obiad. Niestety, w parze z jego wybujałymi marzeniami nie idzie ani pracowitość, ani konsekwencja i systematyczność działań. Dianka więc, owszem, czasem zarobi i to niemało, ale co z tego, skoro pieniądze go się nie trzymają. Musi więc uciekać z miękkich pokoi hotelowych i ciepłych knajp, coraz bardziej brudny, głodny, bierze gorsze zlecenia i ostatecznie wpada w błędne koło. Niestety, brak mu zmysłu nienasyconego kapitalisty Fynfundcfancysia, który niczym prawdziwy rekin biznesu doskonale zdaje sobie sprawę z tego, w co opłaca się teraz inwestować – w siebie. Drogi chłopak to zadbany, z gładką i przyjemną skórą, z czystymi włosami, opalony i uśmiechnięty. A dlaczego właśnie Fynfundcfancyś? Cóż, rozmiar ma jednak znaczenie...

W książce Witkowskiego znajdziemy sporo kontrastów. Dianka uosabia nie tylko ciało młode, ale też biedne i przede wszystkim pochodzące ze Wschodu. Nie zaznaje sytości, dlatego konsumuje łapczywie i byle jak, zadowala się każdymi pieniędzmi i przede wszystkim chce żyć inaczej. Odwrotnie niż rodzice i znajomi z kraju, którzy o amerykańskim śnie mogą jedynie śnić, żyją w świecie zbudowanym z szarych kufajek, minimalnej płacy i odgrzewanej pomidorowej, która dzień wcześniej była jeszcze rosołem.

Wschód choć biedny, to młody i prężny. Dlatego Dianka ma odwagę, by zaryzykować wszystko i wyruszyć w nieznane. Zachód Witkowskiego z kolei przybiera formę opasłego, bogatego dziada, który razem z laską zamawia u chłopaków zmianę pieluchy, neurotycznego prawnika w sterylnym mieszkaniu.

Historia Milana i Michała jest słodko-gorzkim obrazem wielkich marzeń i następujących po nich sukcesach i porażkach. Witkowski zgrabnie żongluje nastrojem, sprawiając, że zaśmiewamy się nad Tajkami, by po chwili ubolewać nad losem Di (o ile nie góruje nad współczuciem irytacja, bo ta bezmyślna kapryśnica potrafi rozdrażnić czytelnika).

Humor poprawi czytelnikom na pewno język tej prozy. Fonetyczne akrobacje, pomieszanie z poplątaniem, wieża Babel, gdzie spotykają się wszystkie dialekty i narzecza, jednak tym razem dochodzi do porozumienia dzięki uniwersalnemu językowi ciała.

W „Fynf und cfancyś” znajdziemy tempo, bezczelność, bezwzględność rzeczywistości. Pytanie, czy odnajdziemy się w niej, tak jak udało się to Michałowi, czy też stracimy grunt pod nogami niczym Dianka?

DOMINIKA GRACZ

Michał Witkowski Fynf und cwancyś

 

 

MICHAŁ WITKOWSKI (ur. 1975) – pisarz, zadebiutował zbiorem opowiadań „Copyright”. Rozgłos przyniosła mu druga książka „Lubiewo”, „najbardziej radykalny i bezkompromisowy gejowski coming out w historii polskiej prozy”. Był nominowany do Paszportu „Polityki” w kategorii literatura oraz dwukrotnie do Nagrody Literackiej Nike. Otrzymał Nagrodę Literacką Gdynia 2006 w kategorii proza za „Lubiewo”. Autor dziewięciu książek, ostatnio wydał powieść „Fynf und cfancyś”.

M. Witkowski, Fynf und cfancyś, Wydawnictwo Znak, Kraków 2015. 

Spotkanie z Michałem Witkowskim, 14 października 2016 r., Centrum Kultury ZAMEK g. 21. Kliknij po więcej informacji.

 

Festiwal Fabuły: Krzysztof Środa >>

Janina Ochojska: Na powieścidła nawet nie spoglądam >>

Małgorzata Lebda: Czasami myślę Knausgårdem >>