Festiwal Fabuły: Marginesy, styki, tygle. O prozie Ingi Iwasiów

18 czerwca 2018

Inga Iwasiów. Fot. Krzysztof Dubiel

Zacznijmy od pytania dość abstrakcyjnego, ale zuchwale zaczepnego: jak to właściwie z tą współczesną prozą jest? Sprawa nie jest do rozstrzygnięcia, bo i problem zarysowany raczej niefortunnie. Gdzieś pod skórą czuć jednak ciężar pytania, sądy już prawie na końcu języka, a w oddali słychać brzęk dobywanych szabelek w zantagonizowanych obozach literatury elitarnej i literatury zaangażowanej społecznie (niepotrzebne skreślić, książkę odłożyć, na spacer się udać), sporze długim i jakościowo podobnym telenoweli.

Rzecz wymaga, jak zawsze, dookreślenia. Najpierw – i co najważniejsze – geograficznego. Trzymajmy się więc literatury własnego podwórka. O ile próby sporządzania jakichkolwiek bilansów, które miałyby ująć minioną dekadę, a nawet (bardziej wąsko) pięć poprzednich lat, zakrawają na wróżenie z fusów, o tyle bez większego problemu i z większą uczciwością zarysować można nurty, tematy czy problematykę, z których utkane jest polskie pole literackie ostatniego 25-lecia. A takie postawienie sprawy już pozwala na małe zdziwienia, większe zachwyty i duże nadzieje.

Od pewnego czasu w natarciu (znowu) jest literatura małych ojczyzn, przyglądająca się nie tylko bohaterom i miejscom z przeszłości, ale żywo dyskutująca z wydarzeniami historycznymi (Olga Tokarczuk, Ignacy Karpowicz, Maciej Płaza, Sylwia Chutnik i długo by jeszcze wymieniać), jak również teksty zaspokajające głód niefikcyjnych – lub bezpieczniej: nie tylko fikcyjnych – opowieści, z reportażami, biografiami czy autobiografiami na czele. A i to nie koniec, bo jak zawsze, najciekawsze są właśnie marginesy, punkty styku, literackie tygle. Słowem – miejsca negocjacji, wymykania się próbom porządkowania.

Na tak naszkicowanym tle, gdzieś pomiędzy opowieścią o dojrzewaniu i czasie, intymnym a publicznym, autobiograficznym a zaimprowizowanym, sytuuje się proza Ingi Iwasiów, pisarki, badaczki, krytyczki literackiej, jurorki nagród literackich. Streszczony biogram jest tu o tyle istotny, że subtelnie odciska się na artystycznym tworzywie. Na Iwasiów-pisarce ciąży mimowolnie perspektywa akademicka i wynikająca z niej samoświadomość literacka, która pomaga w interesujący sposób przetwarzać kwestie gatunkowe.

 

Nie znajdziemy u niej w gruncie rzeczy naiwnego sentymentalizmu, nostalgii i ciepłego uśmiechu tęsknoty kierowanego w stronę przeszłości, co zdarza się niemalże zawsze w prozie małych ojczyzn. Nie ma też prostego rozróżnienia na fikcję i prawdę, bo jak sama autorka zaznacza – prawda w praktykach pisania staje się fikcją. Historia alkoholiczki, Gosi Miłej z „Pięćdziesiątki” (2015), obok przekroczenia tabu kobiecego uzależnienia, cielesności i seksualności, staje się poniekąd szukaniem ekwiwalentu autobiografii. U progu pięćdziesiątych urodzin Iwasiów mówi „sprawdzam”: rozlicza 50 lat z życia bohaterki i powojennej Polski, zrywa z estetyzacją doświadczenia kobiecego, rysuje depresję, wylewa litry wódki, łyka kilogramy tabletek i przebiera w kochankach. Analizuje przyjaźnie, łapie demony narodowe za rękę, obnaża słabość wieku średniego. A wszystko to bez pocieszania, familiarnego i nazbyt jowialnego klepania po plecach. Rzecz dzieje się na czczo, bez znieczulenia.

Balansowanie na cienkiej linie zawieszonej między zmyśleniem a odtworzeniem towarzyszy lekturze kolejnych powieści. Ciągle obecna gra z autobiograficzną konwencją to jedno, a ujęcie tła historycznego – to drugie.

 

„Bambino” (2008), powieść nominowana do Nagrody Literackiej Gdynia i Nagrody Literackiej Nike, nie kończy się na roztrząsaniu spraw szczecińskich (Bambino to nazwa nieistniejącego już baru mlecznego), a opowiada o powojennych, zagmatwanych dziesięcioleciach z perspektywy czwórki bohaterów. Czasy stalinowskie, kolejne przełomy (lata 1968, 1970, 1981), strajki, komuna, są jak zimny oddech na karku – groza wydarzeń jest wyczuwalna w powietrzu, a jednak obiektywizowana historia nie przytłacza całości. Iwasiów mimo wszystko zachowuje intymną perspektywę, snując opowieść o Annie, Uli vel Ulrike, Marii z Kresów, Janku z centralnej Polski. O Polakach, Żydach i Niemcach. O cieniowanych i nierozstrzygalnych relacjach międzyludzkich. O powściąganiu się od ocen.

To właśnie niedopowiedzenia, nieoczywistości i makrohistorie są cechą stałą prozy Iwasiów, będąc jednocześnie jej najistotniejszą wartością. Jednostkowe ujęcie motywuje z kolei szczególnie empatyczną konstrukcję narratora, osiągając szczyt w najbardziej autobiograficznym tekście badaczki – „Umarł mi. Notatniku żałobnym” (2013). Ten zbiór zapisków, niezbyt obszerny, ale o bardzo silnym polu rażenia, staje się wystąpieniem przeciwko skandalowi śmierci, przy jednoczesnym narzuceniu sobie-autorce formalnej dyscypliny i powściągliwości, które ojcowskie epitafium ratują od eksplozji żalu i niezręcznego epatowania emocjami. Bo „Umarł mi” nie jest wbrew tytułowi jedynie portretem zmarłego ojca. To próba zrekonstruowania ostatniej z nim rozmowy, wypowiedziane przepracowanie żałoby, kronika odchodzenia, ale też zapis doświadczenia pisarki pracującej nad powieściami, jak również obraz czasów i rzemiosła, które odeszło wraz z postacią rodzica – zegarmistrza.

Przedmioty odgrywają tu bardzo ważną rolę – istotna jest precyzja w ogrywaniu rekwizytów, operowaniu szczegółem: małe rzeczy codziennego użytku przejmują opowieść i wyrywają z przeżywania żałoby, tworząc jednocześnie miniatury, stopklatki z PRL-u, misternie i dokładnie oddając realia przeszłości, w której „Zegarmistrzostwo pachniało czekoladą i błyszczało rubinami. Czekoladą szwajcarską, rubinami radzieckimi” („Umarł mi”). Opisy realiów PRL-u nie są wystawieniem laurki ani wykładem historycznej prawdy. Nie tyle wzbudzają nostalgię, ile osiągają status świadków przeszłości, żeby w krótkim i na pozór banalnym zdaniu zmieścić cały ładunek nastroju malowanej miniatury, gdzie „czystość parowała proszkiem Ixi, codzienność niezmienianymi swetrami” („Pięćdziesiątka”), świat nastoletnich miłostek miał zapach gumy do żucia Wrigley’s Spearmint, oprócz rywalizacji o oceny dochodziła rywalizacja o największe wpłaty na Szkolną Kasę Oszczędnościową, a po śmierci matki w domu pozostały nietknięte wykroje, książki, gazety z zaznaczeniami.

Obok konstruowania plastycznych scen wokół istotnych rekwizytów Iwasiów tropi języki i przechwytuje definicje, negując równocześnie obiektywizm historii. „Pięćdziesiątka”, ostatnia książka pisarki, to daleki od stereotypu obraz kobiety uzależnionej od alkoholu, będącej jednocześnie świadomą swojego położenia i seksualności, z dźwięczącym w uszach pytaniem o granicę obsceniczności i tego, czy jest ona taka sama dla obu płci. Proza autorki „Bambino” jest uczciwa: przepracowuje, nicuje problemy, studiuje przypadki, podaje w wątpliwość, a co najważniejsze – nie feruje wyroków.

AGNIESZKA BUDNIK

Festiwal Fabuły 2018: GRANICE I TOŻSAMOŚCI. Gość: BRYGIDA HELBIG, prowadzenie: Inga Iwasiów, Centrum Kultury ZAMEK, Sala Wielka, 23.05.2018, g. 17

zobacz także: program Festiwalu Fabuły 2018

 

Festiwal Fabuły: Waga detalu. O prozie Marcina Wichy >>

Poznań Poetów: Edward Pasewicz. Epifanie i zachwyty >>

Wojciech Orliński: Zabić kogoś albo polecieć w kosmos >>