Mniejszość, czyli fatum

28 września 2020

Siergiej Lebiediew „Dzieci Kronosa”

Fot. M. Kaczyński ©CK ZAMEK

Mit zwycięstwa nad faszystowskimi Niemcami jest dla współczesnej Rosji fundamentem państwowej ideologii i kluczem do zrozumienia rzekomej roli narodu w dziejach. Siergiej Lebiediew w powieści „Dzieci Kronosa” pokazuje, że korzenie tego mitu sięgają dużo głębiej. A światowe media okrzyknęły jego pisarstwo prawdziwym zjawiskiem.

Moskiewski cmentarz dla innowierców jest nazywany „niemieckim”. Tradycja określania przybyszów z zachodniej Europy jako „Niemców” pojawiła się w Rosji już za rządów Piotra I. Od tego czasu przybywali tam niemieccy, ale również holenderscy lub skandynawscy inżynierowie, przedsiębiorcy, rolnicy, a nawet żołnierze i dowódcy, którzy wnieśli znaczący wkład w rozwój imperium.

Największa fala tej migracji nastąpiła w czasie rządów Katarzyny II – Niemki przecież – która zachęcała Europejczyków do życia i pracy pod jej berłem. Niemcy stali się więc dla Rosjan symbolem całej zachodniej Europy, która bywała rywalem, wrogiem i wzorcem jednocześnie. Być może dlatego w stosunku Rosjan do Niemców wytworzył się rodzaj szczególnego kulturowego i tożsamościowego napięcia. Tezę o jego istnieniu stawia i świetnie rozwija Siergiej Lebiediew w „Dzieciach Kronosa”, drugiej powieści autora przetłumaczonej na język polski (Wydawnictwo Claroscuro 2019).

Jeden z bohaterów powieści – Arsenij – z pochodzenia Niemiec, którego rodzina od dwóch pokoleń mieszkała jednak w Rosji, trafił jako lekarz na front wojny rosyjsko-japońskiej w 1905 roku. Przez jakiś czas opiekował się tam grupą żołnierzy, którzy postradali zmysły. Dostrzegł jednak, że w ich rojeniach nie ma Japończyków, są za to Niemcy. Przebywając na Dalekim Wschodzie, stwierdził, że mimo wszystko dla Rosjan „Japończycy są zbyt obcy, zbyt odlegli […] a Niemcy nie są obcy ani odlegli” (s. 218). Wręcz przeciwnie: bliscy, prawie swoi, a jednak obcy. I dlatego jako wrogowie szczególnie niebezpieczni.

Już w czasach Katarzyny II „panoszenie się” Niemców na dworze budziło niechęć elity o słowianofilskich poglądach. Strach przed tym wrogiem, czającym się na tyłach armii, niszczącym plony, działającym na szkodę przemysłu zbrojeniowego, stał się zaś częścią państwowej propagandy w czasie pierwszej wojny światowej.

Władza, nie radząc sobie ani na froncie, ani z coraz bardziej buntowniczo nastrojonym społeczeństwem, próbowała skierować gniew na eksponowaną, choć niezbyt liczną mniejszość. I ten strach „przez następne trzydzieści lat będzie siedział głęboko w podświadomości mieszkańców ZSRR” – pisze Siergiej Lebiediew (s. 259).

Anne Applebaum zwykła mawiać, że każda rozmowa z Polakiem i Rosjaninem prędzej czy później prowadzi do tematu drugiej wojny światowej. Mit zwycięstwa nad faszystowskimi Niemcami jest dla współczesnej Rosji fundamentem państwowej ideologii, kluczem do zrozumienia rzekomej roli narodu w dziejach. Lebiediew pokazuje natomiast, że korzenie tego mitu tkwią dużo głębiej w historii: „zwycięstwo czterdziestego piątego roku wywołało w narodzie tak głębokie uczucia również dlatego, że pokonany został strach, który był o wiele starszy od samej wojny” – stwierdza w pewnym momencie Kiriłł, główny bohater powieści.

Kiriłł, współczesny historyk, już jako dorosły człowiek odkrywa – ku swojemu zaskoczeniu – niemieckie korzenie własnej rodziny. Babcia Lina odsłania przed nim swoje nazwisko panieńskie, wymazane z pamięci rodzinnej – Karolina Schwerdt. Jej pradziadek Balthasar, znakomicie wykształcony lekarz, przybył z Prus do Rosji po wojnach napoleońskich. Uwierzył, że homeopatia może zbawić ludzkość, nie miał jednak możliwości zakorzeniania tej wiary w ojczyźnie. Był przekonany, że jego misja apostolska może spełnić się w Rosji, jednak tamtejsza „gleba odzwierciedliła w krzywym zwierciadle jego zamiary i on sam się zmienił, stał się jej zakładnikiem” (s. 136).

W oczach Kiriłła zdradliwe rojenia w połączeniu z tą „glebą”, czyli duchem miejsca, specyfiką kultury i charakterem społecznych relacji, zrodziły nową istotę – „tak jak zęby smoka posiane w bruzdy pola rodzą zabójców” (s. 136). Tą istotą było fatum ciążące od tej pory na losach rodziny. Ujawniło się ono ze szczególną siłą, gdy rodzina rosyjskich Niemców wkroczyła w burzliwy i krwawy wiek XX.

Siergiej Lebiediew, podobnie jak w „Granicy zapomnienia” (Wyd. Claroscuro, 2018), dokonuje szczerego rozrachunku z historią własnego kraju poprzez postać głównego bohatera, który odkrywa zapomnianą czy też wymazaną przeszłość. Światowe media okrzyknęły już jego pisarstwo prawdziwym zjawiskiem, porównując doniosłość jego tekstów do dzieł Aleksandra Sołżenicyna („The New York Review of Book”).

„Dzieci Kronosa” przedstawiają szeroką perspektywę dziejów XIX i XX-wiecznej Rosji, widzianej z perspektywy kolejnych pokoleń niemieckiej rodziny, pełnej ciekawych i wyrazistych postaci. Mimo że ich dzieje opisywane są przez współczesnego narratora, który opowieść o ich losach łączy z własnymi dociekaniami i przemyśleniami, to wyraźnie możemy poczuć ducha czasu, w którym żyli.

Ogromną rolę u Siergieja Lebiediewa odgrywa język – tym razem bardziej zamaszysty i dający więcej oddechu niż w „Granicy zapomnienia” (słowa uznania dla Grzegorza Szymczaka, tłumacza obu powieści).

Można by pomyśleć, że powieść ta została napisana dla Polaków. Lubimy postrzegać nasze miejsce w dziejach przez pryzmat geopolitycznej pułapki, położenia między Rosją a Niemcami. To jest prawdziwe fatum – powiedziałby ktoś. „Dzieci Kronosa” mogą więc wzbudzić w nas gorzką refleksję: a gdzie my jesteśmy w tym układzie szczególnego napięcia? Czy jesteśmy w nim w ogóle obecni?

Przede wszystkim jednak Siergiej Lebiediew pokazuje nam, jak nieubłagany dla wszelkich mniejszości jest świat konfliktów i rodzących się totalitaryzmów. Nawet jeśli ta mniejszość jest w posiadaniu strategicznych gałęzi przemysłu i czuje się częścią elity państwowej – nic jej to nie pomoże, gdy nowa rzeczywistość jest określana przez kategorie, które tę grupę wykluczają.

„Dzieci Kronosa” Siergieja Lebiediewa to znakomita powieść. Pokazuje, że totalitaryzmy żywią się istnieniem grup, które można wykluczyć poza nawias społeczeństwa i skierować na nie gniew większości. Tym bardziej książka Siergieja Lebiediewa jest dla nas dziś niezwykle ważna i aktualna.

PIOTR OLEKSY

 

Siergiej Lebiediew, „Dzieci Kronosa”, tłum. Grzegorz Szymczak, Wydawnictwo Claroscuro, 2019.

Więcej informacji o Siergieju Lebiediewie na stronie Wydawnictwa Claroscuro. 

PIOTR OLEKSY – pracuje w Katedrze Studiów Wschodnich Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, która wspólnie z Centrum Kultury ZAMEK organizuje cykl spotkań „Spojrzenie na Wschód”.

Spojrzenie na Wschód >>

Szkic do „Końca lata” >>

Na nowo. Wokół „Spisu z natury” Krystyny Miłobędzkiej >>