Festiwal Fabuły: Nic, które łączy, albo gdzie są wspólnoty, gdy ich nie ma

20 maja 2018

Tadeusz Sławek, „u-chodzić”, Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego, Katowice 2016

Ostatnią książkę Tadeusza Sławka „u-chodzić” moglibyśmy potraktować jako przedłużenie lub ciąg dalszy dwóch wcześniejszych publikacji – „U-bywać” i „Ujmować”. Moglibyśmy, gdyby nie to, że linearność, dopełnianie czy „podsumowanie” to kategorie jak najdalsze myśli Sławka – tak w poprzednich, jak i w najnowszej książce.

„u-chodzić” to rzecz o zostawianiu miejsca, co najmniej w podwójnym sensie. Po pierwsze – porzucaniu tego, co stałe i znane, a więc ruch „od”. Po drugie – ustępowaniu miejsca „dla”, otwartości i solidarności, a więc ruch „do”. Ruch, który nie bierze się z prostej ciekawości i nie skutkuje wycofaniem. Ciekawość bywa bowiem powierzchowna, a wycofanie egoistyczne. Zamiast ustąpić nieco miejsca, odnajduje się dla siebie nową pozycję, z której z zadowoleniem można oglądać własną gościnność i umacniać swoją perspektywę. Tymczasem ruch u Sławka bierze się ze sproblematyzowania siebie: ten bywa solidarny, kto nie postrzega siebie jako podmiotu pełnego i pewnego, lecz odczuwa własną niekompletność, doznaje siebie jako obcego, dostrzega brak w sobie. Stąd kolejna cecha u-chodzenia: jest zawsze w ruchu i rozgrywa się „pomiędzy”.

Do takich wniosków dojść można, orientując podstawowe problemy poruszane przez Sławka i towarzyszące im pojęcia. Znalazłyby się wśród nich kwestie posthumanizmu, religii (w wydaniu postsekularnym), peryferyjności, granicy i obcości (choćby uchodźców), politycznej sprawczości i możliwości myślenia oraz działania innego niż wyłącznie społeczne. Z tego wyłania się problem nieco ogólniejszy, a więc relacji między jednostką a wspólnotą, pojedynczością i wielością, które trwają w permanentnym zagrożeniu: z jednej strony przed zastygnięciem w trwałej i absolutnie ekskluzywnej (a więc wykluczającej, zamkniętej, niegościnnej) formie społecznej, z drugiej strony – w zagrożeniu ze strony własnej znikomości, tymczasowości, śmiertelności. To drugie zagrożenie Sławek przyjmuje jednak jako punkt wyjścia i szansę dla swej metody przesiąkniętej myślą Jacques’a Derridy, jako filozofa nie tyle postulującego własne racje, ile rozsiewającego wątpliwości.

u-chodzenie jest podejrzliwe wobec wszelkich sposobów konstruowania jednostek i wspólnot przez władzę – politykę, ideologię, normy. Sławek pisze o nich w ogóle, choć najsilniej wybijają się ich formy nowoczesne (a rozmyślaniom Sławka towarzyszą tutaj m.in. Melville, Kafka i Agamben). Autor „u-chodzić” pokazuje tkwiące w tej przestrzeni paradoksy, gdy prawo utożsamia się z osobą suwerena, a suwerena sakralizuje. Sakralizacja ta wynika stąd, że suweren potrafił wejść w rolę troskliwego źródła strachu. Zbierając różne przyczyny ludzkich lęków (wynikających ze zderzenia z naturą, innym człowiekiem, śmiercią), ów suweren orzekł: odtąd wystarczy bać się tylko mnie, ale za to ja zapewnię bezpieczeństwo od wszelkich innych zagrożeń. Znaleźć się w obszarze troski, to poczuć jednocześnie: stałość i pewność – wobec losu, relacji z innymi ludźmi czy śmierci (która w rękach władzy stała się racjonalnie wykalkulowana, uporządkowana i odsunięta w nieokreślone „kiedyś”) – oraz strach wobec władcy.

Paradoks tego usytuowania polegał na tym, że im większe poczucie troski, którą przejmowała instytucja, tym mniejsze poczucie odpowiedzialności jednej osoby za drugą. Gdy natomiast z centrum znika osoba, stałość i pewność okazują się rygorystyczną i powielającą się pustką: „władza jest «bez treści». I to właśnie jest jej najskuteczniejszą treścią. Jej zadanie polega na skonstruowaniu świata regulowanego zgodą na tego rodzaju pustkę” (Sławek, s. 10). W rezultacie zamiast wspólnoty osób wytworzyła się wspólnota spraw, które nas dotyczą – dotyczą, więc ostatecznie pozostają gdzieś poza nami i poza nami, całkiem powierzchownie, mogą zostać „załatwione”.

Receptą na to nie jest jakaś forma „pierwotnej” wspólnoty, która istniała niegdyś, a którą z biegiem czasu utraciliśmy – wspólnota mocnych więzi, harmonijnego współistnienia, zakorzeniona w pewnych tożsamościach. Sławek przestrzega przez nostalgicznym myśleniem, a zarazem przed fantazmatami tak określonych, mocnych i w istocie zamierających w swych ostatecznie idealnych formach wspólnot. Autor „u-chodzić” wskazuje nie na sentymentalizm, nie na to, co nas dotyczy, lecz na wspólnotę tego, co nas dotyka (Sławek, s. 141). A więc narusza nasze granice, zaburza, rani – powoduje nie tyle poruszenie, lecz wstrząs. Wstrząs jest czymś radykalniejszym, bo jest doświadczeniem tego, co krańcowe, a konkretnie: „zniszczeni[a] i śmier[ci], obecn[ych] we wciąż nieprzerwanie trwającym życiu” (Sławek, s. 147). Dlatego człowiek, który doznał wstrząsu, „budzi się do śmierci” (Sławek, s. 11), zaś „u-chodzenie spokrewnia życie ze śmiercią” (Sławek, s. 78). W ten sposób schyłkowość, zawsze odsunięta w czasie i nas „dotycząca”, zaczyna działać w teraźniejszości. Jednocześnie jest jednak kluczowym punktem w obliczu depersonalizujących struktur instytucji. Doświadczona jako wstrząs, a nie roztopiona w abstrakcyjnych procedurach, odnosi się do wspólnoty i „ja” – dotyka każdego, tworzy wspólnotę zagrożonych, a zarazem jej doświadczenie jest „moje”, bo nie może należeć do nikogo innego: „u-chodzenie jest specyficznym rodzajem angażowania się we wspólnotę” (Sławek, s. 132). Sławek pozbawia jednak „śmierć” jej momentalnego, jednokrotnego charakteru. Traktuje ją raczej jako proces. Rozumie ją zatem nie tyle (lub nie tylko) jako punkt graniczny, lecz jako umieranie, zanikanie, słabnięcie. 

To przesunięcie w stronę lekkiej afirmacji – a więc nieradykalnej, nieekstatycznej, ale i niewynikającej z rozpaczy – staje się zaś fundamentem innej postawy wobec życia. Umieranie traktowane jako proces jest bowiem częścią większego, wspólnego wszystkiemu procesu – tego, co JEST (Sławek zapisuje to słowo majuskułą). I to kluczowy aspekt myśli Sławka: postrzegać świat jako proces, ruch, metamorfozę. JEST nie daje się dookreślić, bo stanowi kategorię, która zawsze jest większa od tego, co ludzkie, a więc i od ludzkiego słownika. W przybliżeniu daje się opisać jako nagie życie: pełne energii – życiodajnej i niszczącej; mocne i przygodne, pozostające w obrębie świata „tu i teraz” oraz irracjonalne, posiadające własną tajemnicę i prawa, dotykające człowieka i pozaludzkie; jest przyczyną „niezrozumiałego spektaklu tworzenia i okrutnego uśmiercania” (Sławek, s. 123). JEST kieruje nas zatem w dwie strony. „Ku” mocnemu, organicznemu i nieprzewidywalnemu życiu – przeciwstawionemu widmowemu i schematycznemu trwaniu (przetrwaniu) w przestrzeni prawa. Oraz „od” życia – jako procesu, w którym w pewnym momencie okażę się zbędny; lub inaczej – któremu, do dalszego przebiegu, potrzebna jest moja śmierć („u-chodząc, przykładam się do nadzwyczajnej wspólnoty tego, co JEST”; Sławek, s. 128).

 

Festiwal Fabuły 2018 – Tadeusz Sławek: „u-chodzić”

Można by w tym momencie powątpiewać – życie jako organiczne i śmiertelne, cielesne i większe od pojedynczego człowieka, a więc takie, po które współczesne instytucje sięgają najchętniej. Jednak dla Sławka moment uświadomienia sobie JEST będzie momentem zmiany optyki podmiotu. Połączenie życia i śmierci w jeden proces odwraca perspektywę strachu. Już nie zewnętrznej władzy mamy się bać, nie o własne życie, a więc – bojąc się – jednocześnie zatwierdzać wcześniejszy porządek. Odczuwać strach, w myśli Sławka, należy nie przed zewnętrzem, lecz przed immanentnym życiem: strach przed czymś większym, rządzącym się innymi, pozaludzkimi prawami; nie tylko moim, a więc wiążącym się tyleż z przynależnością, ile odpowiedzialnością, szacunkiem i wrażliwością. I w ten sposób pojawia się możliwość oporu: wobec tego, co życie – moje i innych – chciałoby zawłaszczyć.

Wejście do takiego procesu jest bowiem momentem pozbawienia się wszelkiej pewności. A więc momentem zadawania niewygodnych pytań różnym instytucjom. Wynika to z faktu, że osoba, traktowana jako część procesu traci złudzenia co do iluzji naszego prawa do zarządzania rzeczywistością. Ogałaca się z tego, co „moje”, pozbawia praw zawłaszczania, posiadania i eksploatowania (człowieka, zwierząt, natury, przedmiotów). Odbiera sobie pewność do ustanawiania norm i podziałów, nie pozwalając, by tę pewność posiadali również inni. Świat pojmowany jest więc tutaj jako dar – szczególny, bo polegający nie na „dodawaniu”, lecz na ujmowaniu, oddawaniu, dzieleniu, zostawianiu, a nie zabezpieczaniu miejsca. Dlatego ów proces staje się czymś pozaludzkim, przynajmniej w podwójnym sensie: religijnym (lecz nie dogmatycznym) i animalnym. Wychodzi bowiem poza optykę tego, co człowiek jako świat sobie przedstawił, a co okazało się jedynie jego – czysto ludzkimi – atrapami. Dlatego ta mitologiczno-zwierzęca część myśli Sławka jest jedną z najważniejszych w jego książce: „u-chodzić oznacza, iż tak oddalimy się od obowiązującego modelu życia, że wcześniej czy później zbliżymy się do wspólnoty ze zwierzęciem” (Sławek, s. 157), „spełnienie osoby dokonuje się w tym, co bezosobowe, bezimienne i zwierzęce” (Sławek, s. 91).

Stąd silna rola ciała, a wraz z nią fizycznego, osadzonego blisko ziemi chodzenia. Ów „projekt” to ciągła próba ponownego, materialno-duchowego związania podmiotu ze światem („Wspólnota jest faktycznie wspólnotą ze światem, a nie wyłącznie z ludzkimi sposobami organizowania i przedstawiania świata”; Sławek, s. 34). Ciało doświadczające w chodzeniu zmęczenia to ciało, którego nierówny i naturalny rytm kroków, oddechu oraz myśli (u Sławka zawsze ucieleśnianej, znajdującej oparcie w czymś konkretnym) zostaje przeciwstawiony sztucznemu rytmowi maszyn i wyrównujących norm. Zamiast technicznego przyspieszenia i pochłaniania przestrzeni preferuje spowolnienie. Zamiast przeskakiwania i zrywania poczucia czasowości chciałby uważnego doświadczania zaniku. Ale zakotwiczyć się (na moment) w świecie, to również rozpoznać, że jest się jedynie jego elementem. Zatem ontologia u Sławka ma zawsze wymiar konstelacyjny – choć autor „u-bywać” zawsze broni tego, co pojedyncze i konkretne, owo „ja” ciągle odnoszone jest do perspektywy „my”. Pytanie o pojedynczą istotę brzmi zatem nie tyle „czym dana istota jest”, lecz „obok czego” lub „w czym się znajduje”.

Dlatego podstawowe działanie w ramach u-chodzenia to działanie na granicach: podmiotów, prawa, terytoriów, ciał (itd.). Nie po to, by nad nimi przeskakiwać (co kończy się ich utrzymaniem, a przy okazji jest dość naiwne), lecz po to, by myśleć o ich perforowaniu i zacieraniu. Innymi słowy: Sławek pisze ze świata, a nie przeciwko niemu. A jednak być w świecie, to stawiać permanentny opór. Wybiera więc działanie peryferyjne, które polega nie tyle na absolutnym zrywaniu z wszelkim porządkiem, ile na pojedynczych modyfikacjach. Stąd konieczność szukania wszelkich rys, nieciągłości, szczelin, śluz, mogących zmieniać poziomy i kierunki ruchu u-chodzącego („Gdy dostrzegamy «ledwie» dostrzegalną skazę, otwierają się przed nami możliwości ruszenia z miejsca”; Sławek, s. 29). Ruch przestaje być utrzymywany w karbach ścisłego ukierunkowania, nie ma w sobie teleologicznych aspiracji, bowiem to domena instytucji i machinizacji życia. Drobne poruszenia, przeskoki, momentalne i „krańcowe” (naraz radykalne i szybko wyczerpujące się), które wyprzedzają ideologię, a jednocześnie na nią oddziałują – oto „projekt” Sławka (który zarazem nie rości sobie praw do tego, by „projektem” być).

Wspólnota, o której pisze Sławek, to wspólnota nad-chodząca i utopistyczna. Jest odsunięta w przyszłość, bo nie daje się raz zaprogramować i spełnić (jak utopia), lecz oddziałuje na stałość i pewność form teraźniejszych jedynie jako niepewna i nieokreślona przyszła forma. Jej podstawowym doświadczeniem jest zatem doświadczenie braku. Oznacza to nieustanne poszukiwanie kolejnych miejsc pustych, braków uniemożliwiających funkcjonowanie wspólnoty – a więc dostrzegania również „resztek”, do tej pory niezauważanych, marginalizowanych czy uznanych za zbędne. Ale wiąże się też z zostawaniem miejsca – rozbijaniem własnej spójności w kontakcie z ludzkim i pozaludzkim innym, wycofywaniem się, ujmowaniem z siebie. A skoro tak, to i zanikaniem, słabością, ubywaniem. To właśnie ta perspektywa, obejmująca naraz pojedyncze istoty i tworzone przez nie wspólnoty, wydaje się podstawowa, a wyznaczają ją powracające najczęściej w książce Sławka słowa: „kres”, „nic”, „śmierć”. To „wspólnota nagiej śmierci” (Sławek, s. 158), której wstrząs, jako jedyny, intensyfikuje więź z życiem. Dlatego wspólnota ma charakter temporalny, jest procesem, nieustannie odnawianym, przekazywanym i wyczerpującym się, w którego centrum tkwią różne oblicza pustki. I w tym sensie wspólnota to, jak w poetyckim – a więc również Sławkowym – tonie pisał Nancy: „nieskończone zadanie w sercu skończoności” (Nancy, 2010, s. 50).

DAWID GOSTYŃSKI

 

Tadeusz Sławek, „u-chodzić”, Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego, Katowice 2016

Festiwal Fabuły 2018: KONCERT – ESEJ NA GŁOS I KONTRABAS. DROGA WYJŚCIA – DROGA WEJŚCIA. NOCNE MIASTO. ŻYCIE I ŚMIERĆ WILLIAMA S. BURROUGHSA. Wykonawcy: Tadeusz Sławek – teksty, głos / Bogdan Mizerski – muzyka, kontrabas, elektronika / Joanna Kściuczyk-Jędrusik – sopran / BESTREMY DUO: Bożena Mizerska – harfa, Fryderyk Mizerski – puzon, Centrum Kultury ZAMEK, Sala Wielka, 21.05.2018 g. 19.30

DAWID GOSTYŃSKI – doktorant na Wydziale Filologii Polskiej i Klasycznej UAM. Interesuje się poezją najnowszą i krytyką literacką.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

        

zobacz także: program Festiwalu Fabuły 2018

Kanon albo o tym, czego nie widać. Rozmowa z Przemysławem Czaplińskim >>

Z pozycji lalki („lalka bellmera” Anny Fiałkowskiej) >>

Przeciw krzywdzie zwierzęcej (spotkanie z Dariuszem Gzyrą) >>