Festiwal Fabuły: „W powidok się książę wypisał” (o tekstach Pawła Sołtysa)

22 maja 2018

Festiwal Fabuły 2018 – Paweł Sołtys „W powidok się książę wypisał”

Paweł Sołtys. Fot. Monika Sołtys

Tytułowe słowa Pablopavo śpiewał po śmierci Marka Nowakowskiego. Tekst „Soboty” poprowadzony jest w taki sposób, że słuchaczom trudno nie odczuć pustki po zmarłym pisarzu: „I tylko już nie ma tego, który by to dobrze spisał”. Ale to nieprawda, bo jest dzisiaj taka osoba. Nazywa się Paweł Sołtys.

KARROT KOMMANDO

To agencja, która wydaje płyty Pablopavo. Miejsce nie bez znaczenia, bo historia wydawnicza tej wytwórni jest w pewnym sensie historią zmian, jakie zachodziły w twórczości Pawła Sołtysa. W pierwszej dekadzie XXI wieku na koncie wytwórni znalazły się albumy takich muzyków jak Jamal czy Vavamuffin, a obecnie, oprócz Pablopavo, Karrot Kommando wydaje także muzyczne projekty Marcina Świetlickiego.

Podobnie rozwijała się działalność twórcza Sołtysa: od grania raggamuffin jeszcze na przełomie lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych po opublikowanie w 2017 r. zbioru opowiadań „Mikrotyki”.

Jednak to raggamuffin i reagge były pierwsze. Do dziś wiele osób wciąż kojarzy Pawła Sołtysa głównie z zespołem Vavamuffin. Kiedy w 2009 roku ukazał się album „Telehon”, nagrany razem z zespołem Pablopavo i Ludziki, wielu słuchaczy zareagowało negatywnie na zmianę brzmienia. Choć album nadal gatunkowo czerpie z rozwiązań ragga, dubu czy funku, jest nagrany w nieco innej estetyce niż płyty Vavamuffin.

Ale w singlowym „Telehonie”, tytułowym utworze z płyty, można zauważyć początki stylu późniejszej twórczości tekściarskiej i literackiej Pablopavo:

 

„Halo! Tu Pablopavo, dzwonię do ciebie ze snu!

[…]

Tu nikt nie kradnie przestrzeni, by mieć iluzję bezpieczeństwa,

Nie poluje, by okazać trochę pseudomęstwa,

Sklep muzyczny nie daje podwójnej marży,

Paranoje polityków zeszły na plan dalszy.

 

Warszawy urzędnicy

Nie biorą łapówek, by zburzyć domy trzy,

Pamiętające Franca Fiszera,

Na polecenie pana developera.

 

Tu nie jest idealnie, jak to we śnie ogarniam mało:

Moje, twoje, niczyje, cudze zdaje się ciało.”

(„Telehon”)

 

Pablopavo dzwoni do nas aż do dziś, wciąż powtarzając w swojej twórczości kilka głównych motywów, choć za każdym razem w inny sposób. Bo efekty jego pracy różnią się w zależności od obranej przez artystę formy. Powtarza się więc motyw Warszawy, czyli miasta, w którym toczy się życie bohaterów piosenek i opowiadań Pablopavo. Wiele tekstów Sołtysa oscyluje też wokół uniwersalnych ludzkich uczuć: zwątpienia, miłości, śmierci.

Wszystko to jest budowane na kanwie codzienności, a przez wiele lat swojej tekściarskiej kariery Sołtys przedstawił nam różne jej aspekty. Czasem są to codzienne emocje, wypadki, ale też zainteresowania: jak gra w squasha albo – jedna z większych pasji muzyka – piłka nożna. Pablopavo w wywiadach często mówi o swoim zamiłowaniu do tego sportu; nie ukrywa, że jest wielkim fanem Legii. Rozmowy o sporcie czy momenty, w których bohaterowie jego twórczości uprawiają te sporty, pojawiają się również w „Mikrotykach”.

 

MISTRZU, BĘDZIESZ PO PROSTU UWOLNIONY*

Oprócz grupy Pablopavo i Ludziki – ich ostatni album „Ladinola” ukazał się w 2017 roku – Sołtys nagrywa też płyty z Praczasem, a ostatnio również z Anią Iwanek. Po tak różnych projektach przyszedł też czas na solową płytę Pawła Sołtysa, wydaną po prostu pod pseudonimem Pablopavo. „Tylko” ukazało się w 2014 roku, a piosenki wprost sugerowały powiązania z literaturą. Singlowa „Sobota” to utwór, który upamiętnia pisarza Marka Nowakowskiego:

 

„Jąkała kupuje bułki z makiem dwie

Ekspedientka puszcza nad nim oko

Spoceni we troje, trzydzieści stopni jest

Facet za jąkałą się szczerzy szeroko

Pełen garnitur zębów śnieżnobiałych

I na palcu kluczyki do Tourana w chybocie

Zza szklanych drzwi, się patrzy jąkały pies

Wybacza

Psy wybaczają przy sobocie

 

I już tylko nie ma tego

Który by to dobrze spisał

 

Książę się w noc

Książę się w noc

W powidok się książę wypisał.”

 

Nic dziwnego, że wiele osób zauważa w tekstach i prozie Sołtysa podobieństwo do opowiadań Nowakowskiego. Najtrafniejszym określeniem w tym przypadku jest chyba „inspiracja”; Pablopavo sam przyznawał w wywiadach, że autor „Raportu o stanie wojennym” jest dla niego silną inspiracją, że uznaje go za jednego z najważniejszych literatów. Postaci w opowiadaniach Sołtysa, podobnie jak w prozie Nowakowskiego, często snują się po mieście. Żyją w nim niespiesznie, choć w ich codzienności nie brak emocjonalnych turbulencji.

Czasem wydarzenia i osoby, które opisuje Pablopavo, są tragiczne. Jak w utworze „To jest piosenka o różnych rzeczach”, który przypomina słuchaczom o śmierci Jolanty Brzeskiej. Sołtys przyznawał, że miał pewne opory przed napisaniem i publikacją tej piosenki – ostatecznie to tekst o sprawie, która do dziś nie została dobrze zbadana, a wszystkie przesłanki każą podejrzewać, że doszło do okrutnego morderstwa. Ostatecznie artysta uznał, że opowiedzenie o tym wydarzeniu jest konieczne. Piosenka ukazała się jesienią 2016 roku.

 

PISAĆ I PAMIĘTAĆ

„Być może użyję tu zbyt wielkich słów, ale pisanie piosenek, czy pisanie w ogóle, to zapisywanie straty, tego co znikło. Piosenka ma to choć na krótką chwilę uchronić” – mówił Sołtys w wywiadzie dla portalu Metro Warszawa. W innych rozmowach często zaznacza, że nie interesuje go pisanie o ludziach, którzy odnieśli sukces i którym powodzi się w życiu.

Wbrew pozorom artysta nie zmienił branży z muzycznej na literacką nagle. Jego opowiadania były drukowane między innymi w „Lampie” czy krakowskim „Studium”. „Mikrotyki” są w pewnym sensie konsekwentną kontynuacją Sołtysa: zarówno pod względem tematyki, jak i formy.

Jak napisanie piosenki o Jolancie Brzeskiej było zapisaniem utraty człowieka –  a także opisem końca walki, którą toczyła Brzeska, straty wszystkich tych, którzy padli ofiarą kamieniczników – tak „Mikrotyki” choć na chwilę ocalają od zapomnienia ludzi podobnych bohaterom opowiadań. Tak samo jak w tekstach swoich piosenek Sołtys w „Mikrotykach” pisze w dużej mierze o miejskim życiu warszawiaków, ich „zwykłym życiu”. Bohaterowie tych opowiadań piją w tanich barach, mieszkają w blokach i raczej nie należą do ludzi zamożnych. „Boczna uliczka w Warszawie. Z tych boczniejszych” – tak zaczyna się opowiadanie „Patelnia”.

Choć warto także nadmienić, że twórca odcina się od etykiety „warszawskiego barda”. I rzeczywiście – postaci, które żyją w tekstach i opowiadaniach Pablopavo, mogłyby żyć w jakimkolwiek innym mieście, w jakimkolwiek innym bloku. Mogłyby pić w tanich barach w małych miastach Polski, mogłyby przeżywać swoje wzniesienia i upadki w różnych wsiach tego kraju.

Ich cechą charakterystyczną jest prostota – nie prostactwo. Opowiadania, misternie i subtelnie skonstruowane, napisane dość lirycznym i jednostkowym dla Sołtysa językiem, przekazują historię różnych mieszkańców stolicy. Nie są to postaci zwycięskie czy zamożne, ale nie są to również wielcy przegrani lub tragiczni bohaterowie.

Są więc Maciek i Mareczek, którzy razem włóczą się po mieście. Jest ciocia Stefania, która przeżyła wojnę i wspomina jej trudy. Jest Profesor Kruk, który stanął w obronie bitej dziewczyny i przegonił napastnika ciężkim tomem zebranych utworów Iwaszkiewicza. Jest Pani Dorota – barmanka z knajpy Stokrotka, która umiera na raka jajników. Jest mężczyzna, który nosi w kieszeni karteczki z napisami (takimi jak: „Ukrywający się, przerażeni ludzie” albo „Zaginione dziecko”) i wręcza je w chwilach nagłej radości innym ludziom – ponieważ „Tak trzeba”. Jest mężczyzna, który wychodzi na spacer z dziewięciomiesięcznym dzieckiem. I wykładowca z seminarium prawosławnego, który nigdy nikomu się nie śnił. Brzmi to jak zestaw postaci z legend miejskich. I trochę tak jest. Wiele tekstów w „Mikrotykach” zaczyna się od słów: „Znałem faceta, który […]” albo: „Żyli-byli sobie dwaj bracia […]”:

 

„Znałem faceta, który jadł frytki ze śmietaną, wszyscy myśleli, że to majonez, a on uśmiechał się wysmarowany tą śmietaną jak Święty Mikołaj na komisariacie i puszczał oko ponad ich głowami, w chmury. Jakby tylko one znały się na jego żartach, same zrobione ze śmietany, zbrudzone troszkę dymem z kominów. Znałem innego, który słodził pomidory, szczypał powietrze za tyłkami dziewczyn i umarł na cukrzycę. Znałem wielu facetów”.

 

Jak to w legendach miejskich, niektóre z tych historii są zabawne, niektóre zdają się być niewiarygodne, znaczna część jest gorzko-słodka, ale bywają też opowieści dojmująco smutne. Przykładowo: w jednym z opowiadań okazuje się, że osoba, którą mógł znać narrator, to Lena, która „straciła rozum”, a jej monolog nie bez powodu nazwany jest „Lamentem”. Albo to o mężczyźnie, który przez trzydzieści lat siedział zamknięty w swoim pokoju.

To są właśnie historie w skali „mikro”, czyli niepozorne, często zapomniane, czasem jeszcze nieopowiedziane. Pojedyncze, ale w porównaniu do długiej historii państw i społeczeństw – krótkie.

Jednak to tylko pozory, bo te mikro-tyki, choć niezbyt obszerne, często okazują się być makro-tykami: „makro” w skali uczuciowej i istoty doświadczeń, jakie mają za sobą bohaterowie. I są makro-tykami, kiedy opisują codzienność.

Bo przez to, że ich codzienność jest „zwykła”, jest taka jak nasza i jednocześnie zupełnie od niej inna.

„Mikrotyki” są po trochu o nas wszystkich: drobne teksty o makroznaczeniu.

 

JOLA KIKIEWICZ

 

Paweł Sołtys, „Mikrotyki”, Wołowiec, Wydawnictwo Czarne 2017

Festiwal Fabuły 2018: POZA HISTORIĄ – LATA 90. W PROZIE. Goście: ANNA CIEPLAK, WERONIKA GOGOLA, PAWEŁ SOŁTYS, prowadzenie: Przemysław Czapliński, Centrum Kultury ZAMEK, Sala Wielka, 22.05.2018, g. 17

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

         

zobacz także: program Festiwalu Fabuły 2018

zobacz także: Mikroświat „Mikrotyków”

Niech ci się darzy: „Stancje” Wioletty Grzegorzewskiej >>

Przeciw czcicielom boga Rahu >>

Blizna miejsca >>