Znoszę książki jak pies na posłanie

24 marca 2017

Monika Sznajderman. Fot. Radek Polak

Rozmowa z Moniką Sznajderman, antropologiem kultury i szefową Wydawnictwa Czarne, którego nakładem w 2016 roku ukazała się jej ostatnia książka, rodzinna historia „Fałszerze pieprzu”.

CO PANI CZYTA W TEJ CHWILI?

Czytam wiele rzeczy naraz. To przez mój zawód. W tej chwili akurat biografię Lema Wojciecha Orlińskiego, która w sierpniu ukaże się nakładem Wydawnictwa Czarne i Agory. Jest to opowieść biograficzna, ale też opowiadająca o jego literaturze, mocno osadzona w epoce, a więc zawierająca dużą dawkę informacji, zarówno o jego dzieciństwie we Lwowie, przeżyciach w czasie wojny i dalszych losów. Bardzo ciekawa historia.

PAPIER CZY CZYTNIK?

W podróży czytam na czytniku, ale w domu wolę papier. Co prawda niedawno dowiedziałam się, że czytnik ma takie wspaniałe narzędzie, jakim jest możliwość eksportowania cytatów do Worda, żeby łatwiej było później zrobić przypis, jednak nadal wolę robić fiszki, zaznaczając wybrane fragmenty lub – co może nie być mi wybaczone – zaginać rogi.

A PISZE PANI PO KSIĄŻKACH?

Raczej wkładam do nich kartki.

GDZIE TRZYMA PANI SWOJE KSIĄŻKI?

Jak większość ludzi, na półkach. Choć z nich wyłażą i rozpełzają się po domu. Prowadzą swoje własne życie i nie dają się tak łatwo zdyscyplinować.

A GDZIE NAJCHĘTNIEJ PANI CZYTA?

Z jednej strony sterylna kanapa, na której czytam w ciągu dnia i na którą czasem wkrada się pies, a z drugiej nasze łóżko, w którym śpimy otoczeni książkami. Znoszę książki jak pies na posłanie albo jak ptak, który buduje gniazdo. Powinno być raczej odwrotnie. Kanapa zasypana książkami i łóżko, w którym po prostu się śpi. Bo rzeczywiście ma się złe sny, jeśli człowiek śpi otoczony książkami i ciągle budzi się w nocy, bo coś sobie przypomina i natychmiast chce to sprawdzić.

ULUBIONA BIBLIOTEKA, KSIĘGARNIA ALBO ANTYKWARIAT?

Odkryłam ostatnio, że w Gorlicach jest antykwariat, do którego przeniesiono książki ze zlikwidowanej biblioteki. Kupuję tam jakieś potworne ilości książek z mojego dzieciństwa i dawnych wydań różnych serii z lat 70. Moi rodzice byli lekarzami, ale czytali bardzo dużo. Posiadanie tych wszystkich serii łączyło się wtedy nie tylko ze snobizmem i oczywistą przyjemnością czytania, ale i z przyjemnością polowania na nie. Moje pierwsze wyraźne wspomnienie z dzieciństwa to półki z książkami i to że siedzę za fotelem i czytam „Jana Krzysztofa”. I kompletnie go nie rozumiem, w ogóle nie wiem, o co tam chodzi, ale wiem, że to jest fajne, że czytam tę książkę.

POŻYCZA PANI KSIĄŻKI?

Niechętnie, bo boję się, że już do mnie nie wrócą. Ale na szczęście dla tej mojej niechęci w naszej okolicy mało ludzi czyta.

OSTATNI LITERACKI ZACHWYT?

Ostatnio – David Foster Wallace. To nie jest całkowite zachłyśnięcie, ale wielka przyjemność czytelnicza, która wiąże się po prostu z czytaniem świetnych tekstów z pogranicza gatunków. Albo „Przypowieść o skrybie i inne opowiadania” – w przekładzie Piotra Pazińskiego – noblisty Samuela Agnona, kompletnie w Polsce nieznanego. Moim ostatnim odkryciem jest też Zeruya Shalev. Jej książka „Ból” jest po prostu świetna. Czytam też bardzo dużo literatury o Holocauście. Zeszyty wydawane przez Centrum Badań Nad Zagładą Żydów Polskich plus wszystkie inne ich publikacje. Książki Barbary Engelking, Dariusza Libionki, Jana Grabowskiego czy Jacka Leociaka, którego esejem w ostatnich „Kontekstach” o ulicy Niskiej w Warszawie po prostu się zachwyciłam. Z książek, które sami niebawem wydamy, czytałam ostatnio świetną książką Anny Bikont o Irenie Sendlerowej. W pamięci utkwiły mi słowa Sendlerowej – cytuję z pamięci – że łatwiej było w czasie wojny znaleźć na środku salonu polskiego miejsce dla czołgu niż dla jednego żydowskiego dziecka. Jeśli chodzi o czyste, bezwarunkowe zachwyty – cały W.G. Sebald (ale zwłaszcza „Wyjechali”) i Herta Müller. Z eseistyki –  Maria Janion.

A ROZCZAROWANIE? KSIĄŻKA, Z KTÓRĄ WIĄZAŁA PANI OGROMNE NADZIEJE, ALE ZOSTAŁY ZAWIEDZIONE?

Wolę mówić o zachwytach. Ale tak na szybko, z ostatnich lektur – „Klaśnięcie jednej dłoni” Richarda Flanagana.

MA PANI JAKIEŚ RYTUAŁY ZWIĄZANE Z CZYTANIEM?

Nie mam żadnych rytuałów, ponieważ jestem osobą dość abnegacką, jeśli chodzi o codzienne życie. Potrafię tygodniami tkwić przy biurku, na którym wszystko się piętrzy, aż pewnego dnia przychodzi taki impuls, że to wszystko musi zniknąć i wtedy robi się czysto, a myśli zaczynają swobodniej wędrować. Ale to nie żaden rytuał, tylko przymus, bo zwyczajnie bałagan zaczyna mnie przerastać. Czytam popołudniami i wieczorem, ale to znowuż nie rytuał, a przyzwyczajenie. Nie czytam rano, ponieważ rano dobrze mi się pisze. A jeśli akurat niczego nie piszę, załatwiam różne sprawy wydawnicze.

DO KSIĄŻKI BARDZIEJ HERBATA CZY WINO?

Herbata i jakieś zioła: mięta, melisa, rumianek. Do czytania muszę mieć czysty umysł. Poza tym wino wprowadza mnie w taki stan, że jest mi bardzo przyjemnie, a niekoniecznie przecież o to chodzi w lekturze.

BARDZIEJ LITERATURA PIĘKNA CZY NON-FICTION?

Jeśli chodzi o moje osobiste wybory, to ostatnio zdecydowanie więcej czytam literatury faktu: eseje, biografie, historię, także reportaże i literaturę podróżniczą. Jeśli fiction to raczej klasyka, szczególnie polska i amerykańska. Ale to moje prywatne preferencje. W wydawnictwie wciąż bardzo czekamy na nową ciekawą prozę.

JAKIEŚ POMYSŁY NA POPRAWĘ STANU CZYTELNICTWA W POLSCE?

Pyta Pani, jak można zmusić ludzi do czytania? Mądra edukacja, mądry rząd, długoletnie programy, tak jak w Skandynawii. W Polsce wszystko zmienia się w zależności od sytuacji politycznej. W ten sposób zabijamy czytelnictwo, bo jego skuteczna promocja wymaga długofalowych, konsekwentnych działań: pomysłu, zaplanowanych na długie lata subwencji, współpracy z bibliotekami, szkołami i rodzicami. A u nas wszystko sprowadza się do dętych kampanii, na które wydaje się mnóstwo publicznych pieniędzy. Kultura jest u nas upolityczniona, co niestety widać, a bez pomocy państwa nic z tym problemem nie zrobimy. To już nie są czasy komuny, kiedy książki były towarem deficytowym, a czytanie postawą oporu wobec władzy. Może tak po prostu jest, że czytelnictwo musi spadać i na pewnym poziomie po prostu się zatrzyma. Zależy też, o jakich książkach mówimy, bo te popularne czyta całkiem sporo ludzi.

JAKA KSIĄŻKA POWINNA WOBEC TEGO TRAFIĆ DO KANONU LEKTUR?

Nie wiem, co w tej chwili czytają dzieci szkolne, co z czasów mojego dzieciństwa przetrwało do dzisiaj i czy przypadkiem nie są to ramoty. Uważam na przykład, że niezwykle ważną, fundamentalną wręcz książką jest „My z Jedwabnego” Anny Bikont, która powinna być czytana absolutnie przez wszystkich.

CZYTA PANI CZASEM POEZJĘ?

Mało. Nie szukam jej, czytam, gdy sama do mnie przychodzi. Ostatnio przeczytałam nowy tomik Dariusza Suski, który wyszedł w Znaku, i strasznie mi się podobał. Z wielką przyjemnością słuchałam ostatnio w Nieborowie wierszy Anny Piwkowskiej w jej autorskim wykonaniu. Szczególnie podobał mi się wiersz „Kozy”.

OPRAWA MIĘKKA CZY TWARDA?

To zależy od książki, projektu okładki i okładkowego papieru. Nie ma reguły. Zazwyczaj jako przedmiot wolę twardą oprawę, książka wygląda zwykle po prostu ładniej. Ale są oczywiście też serie od początku zaprojektowane dla miękkiej oprawy jak nasza kultowa już seria „Sulina”.

ULUBIONY BOHATER LITERACKI?

Mój tata, Marek Sznajderman, z książki „Fałszerze pieprzu” – to bezwarunkowo mój ulubiony bohater literacki. A poza tym jest wielu innych. Od razu, gdy Pani zapytała, z przeszłości i podświadomości wychynęła postać ciotki z powieści Grahama Greene’a „Podróże z moją ciotką”, chociaż czytałam tę książkę dawno temu, więc może teraz zupełnie zmieniłabym zdanie.

rozmawiała: ANNA SOLAK

 

„FAŁSZERZE PIEPRZU”. SPOTKANIE Z MONIKĄ SZNAJDERMAN. Prowadzenie: Piotr Śliwiński. Centrum Kultury ZAMEK, Scena Nowa, g. 18, 9.03.2017

MONIKA SZNAJDERMAN (ur. 1959) – antropolog kultury; stopień doktora nauk humanistycznych otrzymała w Instytucie Sztuki PAN w Warszawie. Autorka książek „Zaraza. Mitologia dżumy, cholery i AIDS”, „Współczesna Biblia Pauperum. Szkice o wideo i kulturze popularnej”, „Błazen. Maski i metafory”. Redaktorka kilku antologii esejów, m. in. „Nostalgia. Eseje o tęsknocie za komunizmem”, „Znikająca Europa” (z Kathariną Raabe), „Jako dowód  i wyraz przyjaźni. Reportaże o Pałacu Kultury” (z Magdaleną Budzińską). Od 1996 roku prowadzi Wydawnictwo Czarne. Urodzona w Warszawie, mieszka w Beskidzie Niskim. Żona, matka, babka.

ANNA SOLAK (ur. 1987) – dziennikarka i redaktorka miesięcznika „IKS” i portalu Kulturapoznan.pl. Absolwentka historii, dziennikarstwa i Polskiej Szkoły Reportażu. Miłośniczka literatury pięknej i non-fiction. Książki darzy miłością nieokiełznaną i bezgraniczną, czytając je namiętnie w każdej wolnej chwili i dowolnym miejscu.

Martin Pollack: Robię książkom te wszystkie świństwa >>

Janina Ochojska: Na powieścidła nawet nie spoglądam >>

Małgorzata Lebda: Czasami myślę Knausgårdem >>