„Bo grób twój jeszcze odemkną powtórnie…”

29 lutego 2020

Katarzyna Kobylarczyk, „Strup. Hiszpania rozdrapuje rany”

Fot. M. Kaczyński ©CK ZAMEK

„Strup. Hiszpania rozdrapuje rany” Katarzyny Kobylarczyk to wnikliwa diagnoza społeczeństwa hiszpańskiego. Jawi się ono jako „dwie Hiszpanie”, niedające się niemal pogodzić opowieści. Opowieści te zresztą w wielu miejscach brzmią przeraźliwie znajomo.

 

„PUNKT ZEROWY TRUPA”

W słynnym wierszu, rozpoczynającym się od słów „Coś ty Atenom zrobił, Sokratesie…”, Cyprian Kamil Norwid kreślił klasyczną, romantyczną opozycję między wybitnymi jednostkami – Sokratesem, Dantem, Kolumbem, Camoensem, Kościuszką, Napoleonem i Mickiewiczem – a społeczeństwem. Punktem wyjścia dla poety była jednak ich, by tak rzec, sytuacja pośmiertna – losy zwłok ludzi wybitnych, które nawet po śmierci nie zaznały spokoju. Kluczowa był w tym utworze strofa druga:

 

Więc mniejsza o to, w jakiej spoczniesz urnie,

Gdzie? kiedy? w jakim sensie i obliczu?

Bo grób twój jeszcze odemkną powtórnie,

Inaczej będą głosić twe zasługi

I łez wylanych dziś będą się wstydzić,

A lać ci będą łzy potęgi drugiej

Ci, co człowiekiem nie mogli cię widziéć…

 

Inspirację dla Norwida stanowiła śmierć Mickiewicza w 1855 roku oraz perypetie związane ze sprowadzeniem zwłok wieszcza do Paryża rok później. Ten sam wątek podejmie później Stanisław Rosiek w głośnej książce „Zwłoki Mickiewicza” (1997).

Jak pokazywał w swojej „próbie nekrografii poety” badacz, razem ze śmiercią wieszcza rozpoczęło się nowe życie jego ziemskiej powłoki, czas „sentymentalnego, politycznego i patriotycznego używania zwłok Adama Mickiewicza”, gdyż – jak pisał Rosiek – „śmierć nie zamyka ani nie rozdziela, nie zrywa ciągłości form istnienia. Jest tylko punktem, w którym żywy staje się martwym, osoba zwłokami”.

Jak pisał inny klasyk – tym razem antropologii – „Zgon – punkt zerowy trupa” (Luis-Vincent Thomas, „Trup. Od biologii do antropologii”, 1980).

O tym wszystkim myślałem, czytając reportaż Katarzyny Kobylarczyk „Strup. Hiszpania rozdrapuje rany” (Wołowiec: Czarne 2019). Już we wstępie do tych reportaży przeczytać można bowiem norwidowskie zdanie: „Wielu ludzi opisanych w tej książce zmienia miejsca pochówku. Dwu-, trzy-, nawet czterokrotnie” (s. 5).

 

MIĘDZY „PAMIĘTAĆ” A „ZAPOMNIEĆ”

Tytułowym strupem – proszę wybaczyć mi tę prostą grę słów – jest właśnie trup. To nim, a właściwie nimi, zajmuje się autorka, to fotografia przedstawiająca przemieszany rząd szkieletów widnieje w centralnym miejscu okładki jej książki (fotografia Xabiera Mikela Laburu), to martwe ciała będą także jej tematem.

Zbiór składa się z reportaży pogrupowanych w czterech częściach. Porządek, które je wyznacza, jest topograficzny. Część pierwsza pt. „Kwiaty i muchy” opowiada o masowych grobach rozstrzelanych przez falangistów w gminach Aldeaseca, Milagrosa, Fuentes, losach republikanów ze wsi Pajares de Adaja. Traktuje też o historii przeprowadzanych – początkowo, po śmierci Franco, indywidualnie i amatorsko, a później w latach 2000–2019 systematycznie – ekshumacji oraz mapie grobów na stronie hiszpańskiego Ministerstwa Sprawiedliwości.

W części drugiej pt. „Wydrążona góra” przenosimy się do olbrzymiej nekropolii – Valle de los Caidos, Doliny Poległych. Poznajemy historię jej powstania, perypetie związane z budową i wykorzystywaniem przymusowej pracy, powstanie „najwyższego krzyża chrześcijańskiego świata” (s. 127), historię brawurowej ucieczki więźniów, wreszcie – przenoszenia ciał z różnych części Hiszpanii i czynienia z nich „zakładników Doliny Śmierci”.

Część trzecia „Nie więcej niż anegdota” dotyczy zasadniczo obozów koncentracyjnych, w których umierali republikanie, a przede wszystkim Mauthausen.

Wreszcie w części ostatniej, zatytułowanej „Pustka”, podróżujemy wraz z autorką do opróżnianego mauzoleum w Pampelunie, na Cmentarz Męczenników w Paracuellos, gdzie „spoczywa stu czterdziestu czterech beatyfikowanych” (s.245) oraz do katedry w Sewilli, gdzie pochowany został generał Gonzalo Queipo de Llano. Wędrujemy też wraz z niesionym przez specjalną procesję ciałem rozstrzelanego w Alicante założyciela Falangi – José Antonio Primo de Rivera do Escorialu.

Całość zamyka „Ankieta”, w której autorka przywołuje badanie z 2008 roku, dotyczące pamięci wojny oraz ciał:

 

Siedemdziesiąt dwa procent badanych uważało ponadto, że ofiary obu stron wojny zostały po jej zakończeniu nierówno potraktowane. Zdecydowana większość (osiemdziesiąt dwa procent) była za tym, żeby wszelkie współczesne uroczystości ku czci zabitych upamiętniały ofiary zarówno spośród republikanów, jak i nacjonalistów.

– Czy powinniśmy już zapomnieć o przeszłości? – chcieli jeszcze wiedzieć ankieterzy.

– Tak. W przeciwnym razie możemy doprowadzić do kolejnej wojny domowej – rzekło trzydzieści cztery procent badanych.

– Nie. Musimy pamiętać, żeby nigdy się nie powtórzyła – odparło czterdzieści siedem procent. (s. 268).

 

Przez książkę przewijają się też postacie, do których wracamy na przestrzeni całej opowieści. Bodaj główną jest Fausto Canales z Madrytu, osiemdziesięciopięciolatek, który szuka ciała swojego ojca. Rozpoznać w tych tekstach można wszystko, do czego przyzwyczaiły nas najlepsze polskie reportaże: dbałość o szczegóły, nacisk na przywrócenie indywidualnych losów, troskę o język czy umiejętne posługiwanie się kontrastem.

Przede wszystkim jednak, czytając książkę Kobylarczyk, myślałem o tym, jak dalece jest ona aktualna. A przy tym jakże pojemna.

Stanowi doskonały opis ostatnich, blisko dziewięćdziesięciu lat historii Hiszpanii. Wymienione zostały najważniejsze cezury w dziejach tego kraju: wojna z lat 1936–1939, prawo odpowiedzialności politycznej z 9 lutego 1939 roku, masowe więzienia dla rzeczywistej i wymyślonej opozycji w latach czterdziestych, polityka niby-pojednania w latach 50., śmierć Franco w 1975, odbudowa monarchii i nieudany zamach stanu z 1981 roku, zainicjowanie ekshumacji jesienią 2000 roku, kiedy dzięki badaniom DNA potwierdzono tożsamość pierwszej z zaginionych ofiar – Emilia Silvy Faby, wydanie przez rząd José Luisa Rodrígueza Zapatero prawa o pamięci historycznej w 2007 roku.

Siłą rzeczy zabrakło ostatniego epizodu owej walki o pamięć. Kiedy autorka pisze, że w Dolinie Poległych Franco „leży tam do dziś” (s. 156) czy „w kwietniu 2019 roku, Franco wciąż śpi w Dolinie. I nigdzie się nie wybiera” (s. 161), nie może wiedzieć, że sen El Caudillo zostanie jednak przerwany i 24 października 2019 roku grób dyktatora zostanie zlikwidowany, a jego ciało przeniesione na podmadrycki cmentarz Mingorrubio.

 

ZASKLEPIANIE I ROZDRAPYWANIE

Punktowo, ale w dużym przybliżeniu w książce naświetlone zostały również losy samej wojny domowej z lat 1936–1939. Konflikt ten obrósł już zresztą w niezliczone interpretacje i analizy. Historycy pisali o nim z różnych perspektyw, kłócąc się o liczby, udział obcych państw, traktując jako poligon doświadczalny czy przedsmak II wojny światowej, a niekiedy nawet jako pierwszy etap światowego starcia.

Pisarze odmalowywali na różne sposoby, by wymienić tylko tak wybitne powieści jak „Komu bije dzwon” Hemingwaya, „Mur” Jeana-Paula Sartre’a czy „W hołdzie Katalonii” George’a Orwella.

Zamówioną przez rząd republikański na paryską wystawę w 1937 roku „Guernicę” Picassa zna chyba każdy. Robertowi Capie zawdzięczamy z kolei serię porażających zdjęć, z ikonicznym „Padającym żołnierzem (Śmiercią hiszpańskiego republikanina)”.

Autorka stanęła więc przed nie lada trudnością – konflikt ten miał wyjątkowe szczęście do wybitnych narracji i obrazów. Jednak bez kompleksów postanowiła opowiedzieć go zupełnie inaczej – przez pryzmat losów ciał ofiar.

„Strup” to również (przede wszystkim?) wnikliwa diagnoza społeczeństwa hiszpańskiego. Autorka dała się już zresztą poznać jako doskonała obserwatorka życia w Hiszpanii w jednym z wcześniejszych zbiorów reportaży: „Pył z landrynek. Hiszpańskie fiesty” (2013). O ile w tamtych zajmowała się jednak jasną, radosną, choć także kosztowną i niekiedy już wyczerpaną formułą rytuału, o tyle teraz zajmuje się rewersem hiszpańskiej kultury – jej ciemną, wypartą stroną. Jeden z bohaterów mówi: „Jesteśmy kainitami […] jesteśmy dziećmi Kaina, bratobójcami. Potrafimy ze sobą walczyć. Zabijać” (s. 264).

Wielu recenzentów sięgało po język psychoanalizy. I choć nie jest to bliska mi tradycja, nie od rzeczy będzie przypomnienie, że przecież centralna freudowska kategoria traumy – urazu, trwałej zmiany w psychice spowodowanej gwałtownym, przykrym przeżyciem – miała swój źródłosłów w grece, w której trauma oznaczała właśnie fizyczną, niezasklepioną ranę.

W takim rozumieniu strup oznaczałby właśnie tej rany (traumy) zasklepienie. Problem polega na tym, że reportaż Kobylarczyk ma jeszcze podtytuł: „Hiszpania rozdrapuje rany”. Mowa jest więc o społecznych ranach, które tylko pozornie zostały wyleczone. A właściwie nie tyle wyleczone, ile doraźnie załatane. Na tyle nieumiejętnie, że teraz, na moment przed śmiercią ostatnich świadków, zaistniała potrzeba ponownego ich otwarcia.

Najwyraźniej pisze o tym autorka we fragmencie wypowiedzi Nicolása Sáncheza-Albornoza, dotyczącym swoistej umowy społecznej, zawieranej w momencie transformacji:

 

– To było satysfakcjonujące – mówi dziś. – Widzieć, jak kraj się zmienia, jak rozpada się reżim i nadchodzi demokracja. Jak uchwala się konstytucję. Jak upada nieudany zamach stanu. Ale trzeba pamiętać, że transformacja dokonała się na mocy umowy między stronami i że jednym z warunków tej umowy był pakt milczenia. Politycy ustalili między sobą: trzeba się skupić na przyszłości, a o tym, co było, zapomnieć. Nie rozdrapywać starych ran. Nigdy nie ukarano żadnego ze sprawców represji. Nawet nie postawiono ich przed sądem. Ta zmiana, która się dokonała, była polityczna, formalna, ale nie ludzka. Ludzie po staremu się bali. Odziedziczyli lęk. Myślę, że straciliśmy czas, wiele czasu, że są sprawy, które powinniśmy byli załatwić już dawno (s. 134).

 

Metafora „rozdrapywania rany” jest tu absolutnie zasadnicza. Zadałem sobie trud policzenia, ile razy w tekście pojawia się fraza „po co otwierać/ rozdrapywać zagojone rany?”. Naliczyłem pięć takich miejsc.

 

PRZESTROGA PRZED DYCHOTOMIĄ

Społeczeństwo hiszpańskie jawi się w „Strupie” jako „dwie Hiszpanie” (s. 68), niedające się niemal pogodzić opowieści. Opowieści te zresztą w wielu miejscach brzmią przeraźliwie znajomo.

Kiedy czytałem porażające, ksenofobiczne fragmenty „Katechizmu Patriotycznego Hiszpańskiego” (tamtejszej lektury szkolnej od marca 1939 roku), historię o wprowadzeniu 1 marca 1940 absurdalnego prawa ścigania masonerii i komunizmu czy np. świętoszkowate cytaty, naszpikowane porównaniami oponentów do rozprzestrzeniającej się zarazy, nowotworu w zdrowym, katolickim społeczeństwie, to nie mogłem oprzeć się refleksji, że prawica na całym świecie posługuje się tymi samymi, wyświechtanymi sloganami.

Niewyjaśniona jednak pozostaje zagadka, co sprawia, że slogany te nadal trafiają na podatny grunt. Nie tylko przecież nad Ebro czy Tagiem znaleźć można osoby, które jak bohater z katechizmu deklamują: „Hiszpania ma siedmiu wrogów, są to: liberalizm, demokracja, judaizm, masoneria, kapitalizm, marksizm i separatyzm” (s. 105), lub rządy, które wydają zbliżone do tego z 1958 roku komunikaty:

 

dać godny pochówek tym, którzy zostali poświęceni w imię Boga i Hiszpanii i którzy polegli w naszej chwalebnej Krucjacie, bez rozróżnienia, po której stronie walczyli, jak wymaga tego duch chrześcijański, który zainspirował to wielkie dzieło (s. 137).

 

Podobne wypowiedzi usłyszeć można przecież i nad Loarą, i nad Łabą, ale też nad Missisipi, Wołgą, Nilem czy Wisłą. Co gorsza, można je ostatnio usłyszeć jakby częściej.

Tekst Kobylarczyk staje się w tym momencie przestrogą przed dychotomią świata oraz dzieleniem go na „my” i „wy”, co w prostej linii prowadzić może do „nauki krwią” (pedagogia de la sangrie).

Warto również przy okazji podkreślić niebywałą wprost pryncypialność autorki w podejściu do reporterskiego obiektywizmu. Mimo że daje się wyczuć jej poglądy, specjalnie ich zresztą nie tai (np. w pełnym ironii i pasji fragmencie: „«Czerwoni» oczywiście nie mają takich pomników. Ich nazwisk nie ma na żadnych tablicach. Ich ciała leżą w rowach i po polach i lepiej tam nie chodzić”; [s. 85] czy złośliwym: „Potrzebna będzie jeszcze wisienka na tym torcie z kości i czaszek. Ktoś szczególny. Frankistowski święty. Męczennik. Błogosławiony młodzianek” [s. 138]), gdzieniegdzie zaś pojawiają się odniesienia autobiograficzne, jak wtedy, kiedy wspomina:

 

W lipcu 2009 roku stowarzyszenie, które założył, zorganizowało ekshumację zbiorowej mogiły w Milagros, w połowie drogi między Madrytem a Burgos, i Emilio powiedział, że najlepiej by było, żebym po prostu tam przyjechała i zobaczyła (s. 40).

 

Lub:

 

Tego dnia, gdy przyjechała do Doliny, była niedziela i podziemny kościół był pełen (s. 84).

 

Autorka przede wszystkim stara się – z powodzeniem! – nie zamykać na żaden głos. Wysłuchuje zarówno członków Stowarzyszenia na Rzecz Odzyskania Pamięci Historycznej (ARMH), którzy zainicjowali ekshumacje, jak i członków Stowarzyszenia Rodzin i Przyjaciół Zbiorowej Mogiły (AFAC) z Oviedo, którzy podkreślają, że „Ciała powinny zostać tam, gdzie są. Być wyrzutami sumienia” (s. 33).

Z jednakową powagą podchodzi do wypowiedzi Pablo Linaresa – przewodniczącego Stowarzyszenia Obrony Doliny Poległych oraz Nicolása Sáncheza-Albornoza, który ją (Dolinę Poległych) przymusowo wznosił i najchętniej zwróciłby Cuelgamuros naturze, by przyroda się na tej budowli zemściła.

 

SPRAWCZOŚĆ MARTWYCH CIAŁ

Na koniec wreszcie: Kobylarczyk trafia – choć nie przywołuje tych prac w bibliografii – w samo centrum tzw. antropologii pamięci, architektury upamiętniającej, a przede wszystkim, co szczególnie wartościowe, bo nadal w szerokim ujęciu stanowiące terra incognita, eksploruje pole „nowej humanistyki”, a ściślej – nawiązuje do jej zainteresowań badaniami forensycznymi.

Jedną z pionierek tej tematyki na gruncie polskim jest Ewa Domańska i jej praca „Nekros. Wprowadzenie do ontologii martwego ciała” (2017). Poznańska badaczka opisuje między innymi właśnie problemy związane z ekshumacjami – szczątków Witkacego czy Żydów zgładzonych w Jedwabnem.

O ile jednak Domańska pozostaje w szeroko rozumianym, ale awangardowym nurcie akademickim, lokując się w ramach badań martwego ciała (dead body studies; corpse studies), o tyle narracja Kobylarczyk stanowi popularyzację problematyki masowych ekshumacji, ich regionalnych specyfik czy nekropolityki.

Popularyzację rozumiem przy tym w jej najbardziej szlachetnym wydaniu – jako wprowadzenie w temat, które stanowić może dla potencjalnego czytelnika zaczyn do dalszych poszukiwań, choćby zachętę do sięgnięcia po systematyczną pracę Domańskiej właśnie.

Podobieństw pomiędzy „Nekrosem” i „Strupem” jest zresztą mnóstwo. Autorki nadają martwym ciałom sprawczość. Domańska pisze o upodmiotowieniu, Kobylarczyk bardziej poetycko o tym, że „martwi także mają prawa […]. Na przykład prawo do prawdy” (s. 65). Ich praca ma wymiar etyczny. Obie nie odżegnują się od prób mariażu języka humanistyki i nauk ścisłych.

Podobnie jak Domańska, Kobylarczyk nie posługuje się jednak wyłącznie zimnym dystansem czy scjentyzmem. Obok rozdziału „Matematyka”, w którym dokonuje „buchalterii” kości czy naturalistycznych opisów, pokazuje też ceremonialną, terapeutyczną pracę, która wiąże się z pożegnaniem martwych ciał: „teraz, nad grobem, nawiązuje się jakaś więź między człowiekiem, który nie mógł pochować bliskiego, a kośćmi, których nikt nie potrafił zidentyfikować. Franciscowi Ferrándizowi trudno określić tę więź. Nazwał ją «adopcją ciał»” (s. 60–61).

Na zsekularyzowanym czytelniku silne wrażenie wywrzeć może choćby opis „rytuału socjonaukowego”, w którym lekarz sądowy – Francisco Etxeberria, ochrzczony przez media „Czytającym z Kości” – prosi członków rodzin zamordowanych, by zeszli do wykopu i położyli się w pozycjach, w których leżeli zabici (s. 65–66).

Książka Katarzyny Kobylarczyk jest – powtórzę raz jeszcze – opowieścią tak niezwykle aktualną, pełną znaczeń i dającą pole do wielu inspiracji oraz interpretacji, że okazja spotkania z autorką oraz zadania jej własnych pytań zapowiada się naprawdę smakowicie.

Pozostaje mi więc jedynie gorąco zaprosić na rozmowę o książce „Strup. Hiszpania rozdrapuje rany” Katarzyny Kobylarczyk w Centrum Kultury ZAMEK, we wtorek 3 marca o godzinie 18.

 

BARTŁOMIEJ KRUPA (IBL PAN)

Katarzyna Kobylarczyk, „Strup. Hiszpania rozdrapuje rany”, Wydawnictwo Czarne, 2019.

KATARZYNA KOBYLARCZYK (ur. 1980) – reporterka, autorka książek „Pył z landrynek. Hiszpańskie fiesty”, „Baśnie z bloku cudów. Reportaże nowohuckie” i „Strup. Hiszpania rozdrapuje rany”. Dla Małopolskiego Instytutu Kultury napisała pięć zbiorów reportaży historycznych poświęconych kulturze i historii regionu. Publikowała w m.in. „Dzienniku Polskim”, „Gazecie Wyborczej” i „Tygodniku Powszechnym”. Laureatka dziennikarskich nagród Zielonej Gruszki i „Za różnorodnością, przeciw dyskryminacji”.

BARTŁOMIEJ KRUPA (ur. 1980) – historyk i literaturoznawca, absolwent UAM, adiunkt w Instytucie Badań Literackich PAN. Autor książek „Wspomnienia obozowe jako specyficzna odmiana pisarstwa historycznego” (Kraków 2006), nagrodzonej m.in. pierwszą nagrodą w Konkursie im. Majera Bałabana książki „Opowiedzieć Zagładę. Polska proza i historiografia wobec Holocaustu (1987-2003)” (Kraków 2013) oraz „Spór o Borowskiego” (Poznań 2018).  Stypendysta Fundacji na rzecz Nauk Polskiej (2008) oraz Narodowego Centrum Nauki (2012–2015), w 2016 roku visiting professor na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie.

FESTIWAL FABUŁY_PRZEDAKCJE: „Strup. Hiszpania rozdrapuje rany”. Spotkanie z Katarzyną Kobylarczyk, prowadzenie: Bartłomiej Krupa, 3 marca 2020, Bookowski. Księgarnia w Zamku, g. 18.

Festiwal Fabuły: Mariana Sworzenia odwracanie biegu rzeki >>

Martin Pollack: Topografia (z) pamięci >>

Katarzyna Kłosińska: Zawsze kupowałam więcej książek, niż mogłam przeczytać >>