Fotografia użytkowa

13 października 2020

Fot. M. Kaczyński ©CK ZAMEK

Agnieszka Pajączkowska w „Wędrownym Zakładzie Fotograficznym” daje wgląd w emocje, akceptuje swoje zdziwienie, poczucie niezrozumienia, nawet niezgody. Bo obserwując czujnie cudzą codzienność i wchodząc w relacje z nieznajomymi, przygląda się również sobie.

Podróżom Agnieszki Pajączkowskiej wzdłuż północnej i wschodniej granicy Polski sekunduje proste założenie: chce poznać miejsca, o których może mieć jedynie pewne wyobrażenie, i rozmawiać z ludźmi, których nie wyruszając w drogę, nie miałaby okazji spotkać.

Bezpośredni impuls to ciekawość wynikająca z przeczucia odmienności, bo białą plamą dla autorki „Wędrownego Zakładu Fotograficznego” – młodej kobiety zakorzenionej w mieście – jest wieś.

 

   WYMIANA DÓBR

I w tym miejscu na ogólną ideę stojącą za całym przedsięwzięciem warto nałożyć zawężające ramy. Przede wszystkim, w świadomym geście odwrotu od zawłaszczającej perspektywy spojrzenia („wieś oczami miasta”) czy sentymentalnych zachwytów, Agnieszka Pajączkowska decyduje się na konkret i bezpośredniość.

Pozbawiona ambicji kreowania monolitycznego wizerunku „polskiej wsi”, objeżdża jedynie, czasem niewidoczne na mapie, niewielkie miejscowości przygraniczne, a najważniejsze staje się dla niej osobiste doświadczenie spotkania i rozmowy. W tym kontekście nie bez znaczenia jest również rola, jaką przyjmuje, by inicjować dialog z mieszkańcami poszczególnych wiosek, oraz sama forma podróży.

Zatrzymując się w miejscach, do których rzadko dociera ktoś „nie stąd”, swój tymczasowy pobyt legitymizuje propozycją konkretnej usługi: wykonaniem fotografii portretowej – wyłącznie na użytek osoby portretowanej. W ramach wynagrodzenia za pracę przyjmuje jedzenie, możliwość przenocowania w swoim vanie na cudzym podwórku, zaproszenie do domu czy na ławeczkę przy drodze. Nie tyle z oczekiwaniem, ile z nadzieją, że charakter oferowanej usługi stanowić może impuls do wymiany dóbr niematerialnych – stać się punktem wyjścia dla kolejnych pytań, wzajemnego zaciekawienia, spojrzenia wstecz i potrzeby podzielenia się własną historią, a nawet niewymuszonych zwierzeń.

 

   WIDZIALNOŚĆ PAMIĘCI

Wstępne założenia pomysłu na Wędrowny Zakład Fotograficzny (regularne, od 2012 roku przez kilka kolejnych okresów wakacyjnych, objeżdżanie wsi z propozycją wykonania zdjęcia, będące nawiązaniem do działalności obwoźnych fotografów) w pewnej mierze profilują ujęte ostatecznie w książce opowieści.

Po pierwsze, za poznawczo najbardziej intrygujące Agnieszka Pajączkowska uznaje miejsca styku różnych narodowości, wyznań i kultur, naznaczone wojną i/lub powojenną historią miejscowości leżące przy granicy z Rosją, Litwą, Białorusią i Ukrainą, spodziewając się słusznie, że zarówno kulturowy mariaż, jak również dramatyczne wydarzenia historyczne zostawiły ślady w biografiach żyjących tam jeszcze osób lub choćby drobnym akcentem ujawniają się w opowieściach, które po nich zostały.

Po drugie, w naturalnej konsekwencji rozmówcami autorki zostają osoby, dla których proponowana przez nią oferta może mieć (użytkową) wartość – na ogół więc (choć nie tylko) są to najstarsi mieszkańcy odwiedzanych przez Wędrowny Zakład Fotograficzny wiosek.

Lektura relacji z kolejnych spotkań nie pozostawia wątpliwości, że pamięć o przeszłości jest tu wciąż żywa, nakłada się na sprawy bieżące, współtworząc teraźniejszość. Samoistnie, być może w sposób nieprzewidziany również przez fotografkę, uporczywie powracające wątki związane z wydarzeniami wojennymi i powojennymi: rzezią wołyńską, zmianą granic i przymusowymi przesiedleniami, układają się w jedną z dominujących linii tematycznych książki. A dla wyłaniającego się z osobistych opowieści obrazu pogranicza istotne staje się nie tylko to, co przechowuje pamięć, ale także, w jaki sposób przeszłość zostaje przywoływana.

I znowu – nie jest to obraz jednolity, bo duch tych historii zależy od jednostkowych przeżyć i indywidualnego stosunku do minionego czasu, a dzisiejsze interpretacje dawnych zdarzeń filtrują różnicujące je światopogląd, charakter czy wrażliwość poszczególnych osób.

 

   CZUŁA UWAŻNOŚĆ

Odnieść można wrażenie, że podróże (a wraz z nimi narracja książki) zmierzają poniekąd w kierunku wyznaczanym przez kolejne rozmowy. I nie chodzi tu tylko o wskazówki mieszkańców sugerujące, kto w wiosce może chcieć podzielić się wspomnieniami, a raczej o wynikającą z ciężaru opowieści potrzebę zrozumienia, przyjmującą w rezultacie funkcję nawigacji.

Z czułą uwagą gromadząc przekazywane jej historie, Pajączkowska zaczyna za nimi podążać – najlepszym dowodem decyzja o wyruszeniu na Dolny Śląsk, bo jak pisze: „Pomyślałam, że by dowiedzieć się o wschodzie czegoś nowego, trzeba pojechać na zachód”. Tutaj odnajduje rewers wschodnich opowieści, słucha o niemożliwości zakorzenienia, poznaje historie ludzi, którzy nigdy nie rozpakowali walizek, żyjąc nadzieją na powrót.

Zatrzymując się przy cerkwi w którejś z dolnośląskich wsi, od spotkanego przypadkiem mężczyzny – jak się okazuje, jednego z wielu mieszkających tu Łemków – słyszy: „My tu nie przyjechaliśmy, nas tu przywieźli i lepiej to dobrze zapamiętaj”.

Nie trzymając się kurczowo mapy i nie rezygnując z własnych emocji w odbiorze (i relacjonowaniu) zapoznawanej rzeczywistości, podróżująca fotografka otwiera przestrzeń dla sytuacji trudnych do przewidzenia, a mających ostatecznie swoją wagę – z pewnością dla niej, a przypuszczać można, że również dla wielu z jej rozmówców.

Autentyczne zainteresowanie historiami i pewien rodzaj troski o ich adresatów pozwalają jej stać się choćby symbolicznym pośrednikiem między osobami, które dawniej łączyła zażyłość, a które dzisiaj dzieli kilkaset kilometrów i kilkadziesiąt lat od ostatniego spotkania. Niezależność, szczerość wobec siebie i uważność na innych sprawiają, że do pewnych miejsc autorka wraca, inne opuszcza bez pożegnania, zdaje też sprawę z rozmów przeoczonych, gdy wizytę skończyła zbyt prędko, a wrócić nie było już do kogo.

 

   CIĘŻAR DROBIAZGU

Przypominające notatki z podróży poszczególne wpisy koncentrują się na konkretnej osobie, sytuacji, niekiedy przedmiocie czy widoku, w rezultacie tworząc wewnętrznie zróżnicowany, mozaikowy portret zapoznawanych miejsc, ich historii i teraźniejszości. Pajączkowska nie pisze, jaki jest świat północno-wschodniego pogranicza, ale w jaki sposób go doświadcza. Swoje znaczenie ma zarówno opowiadanie o nim językiem jego mieszkańców, ale też wyraźnie zaznaczana osobista perspektywa oglądu.

Zindywidualizowany punkt widzenia autorka zapowiada już w obszernym wprowadzeniu, w którym nie tylko, sięgając do wspomnień z dzieciństwa, opisuje charakter dotychczasowych pobytów na wsi, ale – co istotniejsze – w zdarzeniach z własnej biografii szuka punktów, które z perspektywy czasu interpretować może jako znaczące dla powstania idei Wędrownego Zakładu Fotograficznego i samej decyzji o wyruszeniu w drogę.

I choć zapisy pozbawione są jednoznacznych ocen czy wartościujących komentarzy, narracja ujawnia miejscami odczucia subiektywne, będące reakcją na określone słowa, zdarzenia czy świadkowanie, niejednokrotnie trudnym, sytuacjom. Jest tu też miejsce na drobiazgi, z pozoru niewiele znaczące migawki z życia, które nie tyle mają poszerzyć horyzont wiedzy o kolejnych odcinkach przygranicznego pasa Polski, ile po prostu – podobnie jak będące integralną częścią książki fotografie – sprzężone z wrażliwością autorki współtworzą osobistą relację z podróży.

Agnieszka Pajączkowska daje wgląd w emocje, akceptuje swoje zdziwienie, poczucie niezrozumienia, nawet niezgody, bo świadkując obcej codzienności i wchodząc w relacje z nieznajomymi, przygląda się również sobie. Prywatna perspektywa opisu pozwala jej także na wskazywanie momentów własnej niekonsekwencji w próbie odejścia od stereotypowego postrzegania wsi, dzięki czemu pyta pośrednio o możliwość całkowitego uwolnienia odbioru fragmentu nieznanej rzeczywistości od schematu zakorzenionych wyobrażeń na jej temat.

Intencjonalne ujawnienie tych doświadczeń to szczególnie cenny gest autorki wyróżnionego nominacją do Nagrody – Stypendium im. Stanisława Barańczaka „Wędrownego Zakładu Fotograficznego”. Bo stanowi jednocześnie potwierdzenie determinacji, z jaką pisarka-fotografka utożsamia się z rolą obserwatorki dążącej do konfrontowania siebie z cudzymi przeżyciami – z otwartością na nieoczywistość efektów podjętego dialogu.

URSZULA PUTYŃSKA


Agnieszka Pajączkowska, „Wędrowny Zakład Fotograficzny”, Wydawnictwo Czarne 2019

AGNIESZKA PAJĄCZKOWSKA (ur. 1986) – kulturoznawczyni, twórczyni projektów fotograficznych, kulturalnych i edukacyjnych, kuratorka wystaw fotograficznych, animatorka kultury, absolwentka Instytutu Kultury Polskiej UW. Stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w obszarze „Sztuki wizualne”. Laureatka konkursu Kulturysta Roku 2016 – nagrody przyznawanej przez Radiowy Dom Kultury. Publikowała m.in. w „Kontekstach”, „Zagładzie Żydów”, „Widoku”, „małej kulturze współczesnej”, „Res Publice”, „Krytyce Politycznej”, „Wysokich Obcasach”. W 2019 roku wydała wraz z Aleksandrą Zbroją książkę „A co wyście myślały? Spotkania z kobietami z mazowieckich wsi” (Wydawnictwo Poznańskie). Jej druga książka „Wędrowny Zakład Fotograficzny” ukazała się w sierpniu 2019 roku nakładem wydawnictwa Czarne.

 

URSZULA PUTYŃSKA – doktorantka Interdyscyplinarnych Studiów Doktoranckich na Wydziale Filologii Polskiej i Klasycznej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Artykuły naukowe, recenzje, przekłady i teksty krytycznoliterackie publikowała m.in. w czasopismach „Poznańskie Studia Slawistyczne”, „Images. The International Journal of European Film, Performing Arts and Audiovisual Communication”, „Hrvatski filmski ljetopis” oraz na portalu internetowym Kultura u Podstaw.

Szkic do „Końca lata” >>

Na nowo. Wokół „Spisu z natury” Krystyny Miłobędzkiej >>

Koniec wielkiego rozszczepienia? >>