Poznań Poetów: Edward Pasewicz. Epifanie i zachwyty

14 maja 2017

To poezja zdziwiona realnością. Zachłystująca się gestem, ruchem, obrazem, który obezwładnia, bierze w posiadanie bez pytania. Zapraszamy na Pasewicz’ Show!

Na początek małe ćwiczenie: co byśmy zobaczyli, gdybyśmy na własny użytek — w tej chwili — wyobrazili sobie przestrzeń, która najlepiej nas określa? Gierkowski blok? Klimatyzowane biuro? Przykurzone uliczki gdzieś w centrum miasta? Szkoła? Muzeum? Podwórze kamienicy? A może siłownia? Tężyzna fizyczna jest podobno w cenie.

Edward Pasewicz proponuje nam kolaż: przestrzeni, które są mu najbliższe, napotkanych osób i doświadczeń, które składają się na to jedyne i niepowtarzalne — bo jednostkowe — „Miejsce”. Ale owo miejsce to także przestrzeń konkretna — krakowska, już nieistniejąca knajpa. Surowa, w stylu lat 50., obwieszona plakatami Polskiej Szkoły Filmowej. Stałym bywalcom w dzień służyła za biuro (ciekawostka: przy jednym ze stolików pewien poeta, skądinąd ważny dla tego tekstu, napisał sezon serialu „Sędzia Anna Maria Wesołowska”), wieczorem z kolei podsłuchiwała gorzkich, intelektualizowanych rozmyślań prowadzonych nad piwem, będąc oprócz tego niemym świadkiem niejednego alkoholowego ekscesu. Lekki ładunek nostalgii wymieszanej z bezradnością; dressingiem zestawu — melancholia.

Co szczególnie interesujące — nawet konkretna przestrzeń w tomiku Pasewicza nie sprowadza się do punktu zaznaczonego na mapie, do budynku możliwego do znalezienia po adresie. Każde miejsce pulsuje swoją własną energią, a sale barowe przesiąkają tymi, którzy akurat w niej przesiadują:

 

Historie splatały się w głosach sali.

Wypadały z ust jak kropelki śliny,

wpisywały się w przebarwienia skóry,

nieobcięte paznokcie, szramy, tatuaże,

by skończyć w opuchniętych powiekach.

(z wiersza „Widzenie wieczorne”)

 

„JEST PIĄTEK I ALAN ZA SZYBĄ CZYTA KASPROWICZA”

Poezja małych zachwytów. A może wcale nie tak małych? Bez wątpienia jednak wiersze te pozostają blisko codzienności. I — choć nie bez racji — obruszyć by się można, że nic w tym stwierdzeniu odkrywczego, skoro poeta jest współczesny, to i o codzienności pisać musi. Co więc w „Miejscu” takiego osobliwego? Epifaniczność — świecka, z ducha Joyce’owskich wynurzeń o miejskim życiu, Białoszewskiego zdziwienia realnością i wszystkim tym, co w tej chwili nas otacza. Zachłyśnięcie się gestem, ruchem, obrazem, który obezwładnia, bierze w posiadanie bez pytania. Śledząc ją, poeta zapisuje rozedrgania i wątpliwości mężczyzny w średnim wieku, który chłonie w niemej fascynacji wilgotne od potu ciało, niespokojny oddech śpiącego kochanka, machinalne poprawianie dłonią grzywki, pomimo braku jakiegokolwiek wiatru, chłopaka w barze, własny jedenastoletni paszport ze starym zdjęciem.

 

„WIELKI, SPOCONY SYSTEM I JA, NIEFUNKCJONALNY TRYBIK”

Pasewicz nie ukrywa zwątpień, zblazowania i świadomości sporadycznego pseudointeligenckiego bełkotu. Mimowolnie, choć nie bez oporu, zgadza się na grę w teraźniejszość, będąc „naiwną jamą chłonąco-trawiącą, ciałem na scenie wewnątrz innych ciał”. Wszyscy jesteśmy aktorami, wszyscy odgrywamy swoje role. Spojrzenie na rzeczywistość nie jest godne pozazdroszczenia, bo wcale nie ma takie być — wszystko przecież zgrzyta: „Śpij, bo nic się nie zmieni./ Nic nie zależy od snu”. Beznadziejny stupor czasów, przed którym chronić można się tylko w knajpie (bądź w miejscach pokrewnych),  to obraz ze wszech miar przygnębiający, budzący dziwny niepokój. Jeżeli nie chować się w knajpie, to gdzie? W jaki sposób można oderwać się od widma beznadziei? Poeta odpowiada: zanurzając się sensualność, podejmując próbę ułożenia się z własnym ciałem, rozsmakowując się w detalu — również — jeżeli nie przede wszystkim — w detalu ciała, które znajduje się obok.

 

„W JĘZYKU JEST BIAŁKO I ZARODZIEC MALARII” — CIAŁO, CIAŁO I JESZCZE RAZ — CIAŁO

Zrozumienie cielesności jest istotne również z innego, nie mniej ważnego powodu. Dopiero czucie własnego ciała pozwala na pełną kontrolę nad językiem, rozumianym tu jako wartość ze wszech miar naturalna, bliska materii, z której jesteśmy zbudowani, powstająca na skutek artykulacji przez narządy, tkanki. Świadomość siebie samego bierze się jednak z zaburzenia porządku, wystawienia na niebezpieczeństwo i — w konsekwencji — zrozumienia własnej nietrwałości. Dopiero takie naruszenie podmiotu — uszkodzenie jego materialności — pozwala na odkrycie możliwości i funkcji ciała. Następuje rozpoznanie. A rozpoznanie ciała to odnalezienie języka.

 

Oberwać tak koncertowo

tylko ja potrafię. Siniaki, stłuczenia

i brak kilku zębów, w gruncie rzeczy

piękne wydarzenia, pierwsze w życiu

cielesne upokorzenie i najwspanialszy

od lat wyrzut adrenaliny. Było tak,

jakby mi się krew spieniła i buzowało

w niej wszystko na raz. Tyle narracji,

od chęci zniszczenia, po jasny wybuch żalu,

że się nie przedrę przez głoski szczelinowe.

Miał ładne rysy twarzy, trochę dziecinne,

i ta zaciśnięta piąstka też była taka,

ale coś poszło nie tak i nie mogliśmy

się dogadać, język mi zaszwankował

i na czas nie zszył rany, i już tak pewnie

bez końca nie będziemy ze sobą gadali.

(„Oberwać tak koncertowo”)

 

Podobnie w wierszu „Lisy i dzieci”. Dziecięce próby przekucia myśli w słowa, które uprzednio trzeba z należytą starannością i sporym wysiłkiem wyartykułować (a więc tym samym zapanować nad ciałem), ta nieprzeparta chęć ucieleśnienia sensów konstatowana jest krótko: „Piękniej się zmęczyć/ już nie można”. A dlaczego epifania? Z dwóch powodów — cienia melancholii, a także dlatego, że:

 

Wszystko to osobliwe, kwanty, przykurcz łydki,

powietrze, które dzielę z innymi tutaj

i chłodne słońce za szybą, no tak,

chłodne słońce za szybą.

(fragm. wiersza „Kołysanka)

AGNIESZKA BUDNIK


Poznań Poetów: Pasewicz’ show. Spotkanie z Edwardem Pasewiczem, 15.05 g. 18.00

ZOBACZ TAKŻE:

Piotr Śliwiński: Poznań Poetów – albo spotkać siebie
Pierwsze Ogólnopolskie Mistrzostwa Slamu Poetyckiego
Marta Stusek: Haiku ex machina
Maja Staśko: Czy poezja może zmienić świat?
Agnieszka Waligóra: Rytm ruj i wyciszeń. O nowym tomie Marcina Ostrychacza
Dominik Lisiecki: Pozory sensu, czyli „Środki doraźne” Marcina Orlińskiego
Tomasz Błaszak: Sommertime
Joanna Kubiak: Czy czyta pani Wiedemanna? Czy Wiedemanna pani zna?

EDWARD PASEWICZ (ur. 1971) – poeta, pisarz, dramaturg i kompozytor. Laureat VII edycji Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Jacka Bierezina. Ostatnio opublikował „Miejsce”.

Tekst pochodzi z gazety festiwalowej Poznań Poetów 2017.

Festiwal Fabuły: Sylwia Chutnik >>

Seryjni poeci 47: Grzegorz Olszański – wiersze >>

Seryjni poeci 47: Patryk Czarkowski – wiersze >>