Smutna dziewczyna z Plemienia Blokowców

4 października 2016

Sylwia Chutnik

Fot. Krzysztof Dubiel dla Instytutu Książki

W „Jolancie” wyczuwamy, że społeczność Żerania potrzebuje terapii. Sylwia Chutnik nie mówi jednak, jakiej pomocy należy udzielić. Czynnikiem chorobotwórczym w powieści jest proces transformacji ustrojowej, który miał być lekiem na zło wyrządzone przez komunizm.

W latach osiemdziesiątych punkrockowy zespół Defekt Muzgó grywał na koncertach utwór o głupiej Joli. Nie tylko zbieżność czasów przesądza o skojarzeniu z tytułową bohaterką Sylwii Chutnik, ale przede wszystkim tekst piosenki:

 

Ciągle łudzisz się.
Czy jeszcze chcesz zmienić świat?
Czy wierzysz w lepszy spokojny dzień?
Czy wciąż masz 15 lat?
Wciąż nosisz koraliki.
Długie włosy, w których mieszka ptak.
Czy wierzysz w wolną miłość?
Czy wciąż jesteś głupia tak?

 

W ostatniej powieści Chutnik poznajemy dzieje pewnej rodziny, ale ostrość literackiego obiektywu została skierowana na Jolantę, której przyszło dorastać w nowej sytuacji politycznej. Jola z Żerania jako nastolatka również nosiła koraliki, wierzyła, że nadejdą spokojne dni będące alternatywą dla piekła, które przeżywała w domu. Na swoje nieszczęście uwierzyła w miłość. Przede wszystkim jednak była głupia, co stało się źródłem jej życiowych nieszczęść. Nie jest to subiektywna, surowa ocena, a jedynie zapożyczenie z narracji powieści, w której często nie szczędzi się Jolancie krytyki.

Dziewczyna dojrzewała w atmosferze upadającego mitu o szczęściu rodzinnym. To pierwsze tło istotne dla fabuły powieści. Drugim, rozleglejszym motywem, jest zmieniająca się rzeczywistość Polski. Nagle podarowana wolność była nie tylko wyczekiwanym prezentem, ale przede wszystkim wyzwaniem, na które nikt nie był przygotowany. Należało zdać szybki egzamin z przystosowania do wolności. Dla pokolenia, któremu w tym okresie przyszło wchodzić w dorosłość, był to egzamin bez amnezji.

Jolanta nie marzy o karierze, lecz o szczęśliwym rodzinnym życiu – o wspólnocie, którą założy z mężem i dziećmi. To pragnienie normalności okazało się dla bohaterki nieosiągalne. W prawdzie wyszła za mąż i urodziła córkę, jednak nie zagwarantowało to poczucia spełnienia. Przyczyn możemy doszukiwać się – posługując się „nałkowszczyzną” – w dzieciństwie bohaterki, które stało się źródłem powielania przez nią błędnych schematów w przyszłości.

 

Ona chciała być kimś, stworzyć rodzinę. Jej rodzina byłaby najlepsza ze wszystkich. Wreszcie by ludzie zobaczyli, co to mąż i żona. Ona by kochała i była kochaną (…) cała ponad to, co ją spotkało na tym świecie w głębokich latach osiemdziesiątych na wschodzie Polski.

 

Pierwszym dramatycznym wydarzeniem było odejście ojca, który opuścił matkę i dzieci dla innej kobiety. Jolanta była wówczas uczennicą szkoły podstawowej, niewiele rozumiejącą – nijaką, jak pisze Chutnik. Wobec nasilającej się presji społecznej nie można było taką być. Bohaterka stawała w obliczu konkretnych oczekiwań, które możemy podzielić na rodzinne i społeczne. W tym kontekście istotna jest jej relacja z krytycznie nastawioną matką:

 

Jak stoisz, to tak, jakbyś chciała usiąść, a jak siedzisz, to już lepiej, żebyś stała. Miałaś gdzieś biec, ale ty wolisz leżeć. Czemu nie wyglądasz tak jak reszta dzieci w twoim wieku i czemu nie jesteś resztą dzieci żyjących grzecznie i spokojnie?

 

Rozwój w okresie wczesnoszkolnym nie jest łatwy, szczególnie gdy przebiega w atmosferze ciągłych porównań z rówieśnikami. Co gorsza, podmiotem porównującym jest rodzic. Nie możemy powiedzieć, że Hanna nie kochała córki. Prawdopodobnie odbijała na Joli swoje niespełnione ambicje i wizje kobiecości. Pamiętajmy, że była „kobietą wypatroszoną”, która pochodziła z „lekarzy” (a więc z grabarzy i pielęgniarek) i skończyła jako alkoholiczka. Chciała uchronić córkę przed podobnym losem.

Należałoby wprowadzić kryteria charakteryzujące „głupotę” bohaterki. Trafniej stwierdzić, że była naiwna i miała marzenia, które udałoby się spełnić w innym miejscu i w innym czasie. Nie na Żeraniu lat osiemdziesiątych.

 

Jolanta wracała na obiad, siorbała zupę, siorbała kisiel i wyjadała przypominającą gluty galaretkę, mlaskając i oblizując palce. I dostawała w głowę od brata za świńskie nawyki. Potem zamyślała się i wyobrażała sobie, że ma trzy siostry. Anię, Hanię i Basię. Rozmawiała z nimi po angielsku, bo one były nietutejsze. Obserwowała ich ruchy pełne gracji, której okoliczni ludzie nie posiadali. Podejrzewała, że kiedy jej tata wróci już do domu – a zakładała tak, ponieważ była człowiekiem niemyślącym logicznie – to będzie ją chwalił za pilną naukę wymyślonego języka. „Bardzo dobrze, Joluniu, język obcojęzyczny się przyda w życiu na wypadek wyjazdów, zmian planów”.

 

Czy można obwiniać jedenastoletnie dziecko za takie marzenia? Nie. „Język obcojęzyczny” nie przydał się, bo nie nastąpiła żadna zmiana planu. Jej matka, która za młodu pisała wiersze, wymagała od córki, by czymś się interesowała i osiągała dobre wyniki w nauce. Tymczasem Jola nie potrafiła skonstruować poprawnego zdania. Kiedy matka zmarła, opiekę nad tytułową bohaterką przejął Piotr, jej starszy brat. Nakłonił ją do wyuczenia się zawodu krawcowej.

Opresja z okresu dzieciństwa nie była jedyną traumą utrudniającą dziewczynie wejście w dorosłość. Źródłem kolejnego dramatu był pan Waldek, miejscowy dziwak kolekcjonujący pornografię. Pewnego dnia:

 

Zbliżył się do dziewczyny (…) Wyciągał ręce, szukał pod jej bluzką piersi, tych szkiców dorosłości. Jolanta odsuwała się i potykała o przedmioty, ale sparaliżowana strachem i obrzydzeniem nie była w stanie powiedzieć „nie”, więc leżała teraz wypatroszona z myśli i próbowała odepchnąć od siebie obwisłe cielsko sąsiada. (…) Jolanta nie protestowała. Nie mogła. Szacunek do starszych ludzi. Szacunek do przemocy (…) Wybiegła z mieszkania sąsiada. O tej wizycie nie wolno było powiedzieć nikomu, zwłaszcza sobie samej.

 

Dziewczyna w wielu sytuacjach stosowała mechanizm wyparcia. „Nie mówić, nie ufać, nie odczuwać” było mottem Jolanty i przywoływała je we wszystkich sytuacjach zmuszających do okazywania emocji lub jakiejkolwiek reakcji. W tej dramatycznej historii Sylwia Chutnik odwołuje się do wciąż obecnej społecznej konstrukcji gwałtu, która ciężarem wydarzenia obciąża nie sprawcę, lecz ofiarę. Dziewczyna o swoim przeżyciu próbowała opowiedzieć innym, jednak zostawała wyśmiewana i posądzana o mitomanię. Brak wsparcia, wspomnienie smrodu pościeli oraz zwierzęcy wzrok rozpalonego pana Waldemara towarzyszył jej już na zawsze. Ta historia ma jednak drugie dno sprawiające niemałe trudności interpretacyjne. Kiedy było już po wszystkim:

 

(…) pan Waldek stał się dziwnie dobry, jak wujek wycięty z obrazka. Pogłaskał ją w przedpokoju po głowie i ten gest na zawsze zaczarował Jolantę. Jak kot, który lubi grzać się na słońcu, jak piękna pani wylegująca się na plaży w San Pedro – Jolanta łaknęła głaskania i oddałaby za nie wszystko.

 

Joanna Bator (notabene recenzentka tomu „W krainie czarów”) w swojej powieści „Ciemno, prawie noc” posłużyła się mottem „Szukajcie niekochanych”. Odnosiło się ono do ofiar, również małych dzieci. Motywem pozwalającym połączyć fabuły obu powieści jest przeświadczenie, że zło ukierunkowane jest zawsze na zaniedbane, pozbawione troski i uczuć ze strony rodziców. Mimo okrucieństwa, które zadał Jolancie pan Waldemar, obdarzył ją także czułym dotykiem. Niestety, stało się to tuż po gwałcie, najgorszym wprowadzeniu dziecka w sferę seksualności.

JOANNA KWASIGROCH

Sylwia Chutnik okładka książki

 

 

SYLWIA CHUTNIK (ur. 1979) – kulturoznawczyni, feministka, działaczka społeczna, pisarka. Jest absolwentką gender studies. Kieruje Fundacją MaMa, zajmującą się prawami matek, należy do Porozumienia Kobiet 8 Marca, jako przewodniczka miejska po Warszawie oprowadza po autorskich trasach śladami wybitnych kobiet. W 2008 r. zadebiutowała powieścią „Kieszonkowy atlas kobiet”. W 2009 roku została laureatką Społecznego Nobla Ashoki. Jest autorką takich książek, jak: „Dzidzia”, „Warszawa kobiet”, „Cwaniary”, „W krainie czarów”, „Jolanta”. Laureatka Paszportu „Polityki” (2008). Mieszka w Warszawie.

S. Chutnik, Jolanta, Wydawnictwo Znak literanova, Kraków 2015.

Spotkanie z Sylwią Chutnik, 13 października 2016 r., Centrum Kultury ZAMEK g. 19. Kliknij po więcej informacji.

 

Janina Ochojska: Na powieścidła nawet nie spoglądam >>

Małgorzata Lebda: Czasami myślę Knausgårdem >>

Książki są martwe, a gryzą sumienie >>