Dorota Masłowska zaproszona na przyjęcie przez Adama Mickiewicza
10 sierpnia 2026

Dorota Masłowska podczas gali wręczenia Poznańskiej Nagrody Literackiej. Fot. Maciej Kaczyński/CK ZAMEK
Dorota Masłowska została laureatką Poznańskiej Nagrody Literackiej im. Adama Mickiewicza za 2026 rok. Nagrodę wręczono 22 maja na gali w Centrum Kultury ZAMEK w Poznaniu. Publikujemy tekst laudacji wygłoszony przez członkinię kapituły prof. Ingę Iwasiów.
Niedługo minie ćwierć wieku od premiery „Wojny polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwoną” (Lampa i Iskra Boża 2002). Powieść, a także adaptacja filmowa dokonana przez Xawerego Żuławskiego, należą do najżywiej dyskutowanych wydarzeń kultury polskiej tego wieku. Debiutująca pisarka wyznaczyła niepodrabialny styl uparcie podrabiany przez wiele i wielu, ale przede wszystkim – uchwyciła transformującą się Polskę w znakomitą maszynę parodii, przerysowań, głosów, postaci. Bez zamiarów publicystycznych, uzyskała efekt artystycznego komentarza do rzeczywistości. Czy można było lepiej zacząć?
Dorota Masłowska nie umościła się w uznaniu, które przynosiły jej kolejne utwory. „Paw Królowej”, nagrodzony Nike w 2006 roku, był ucieczką do przodu. Bardziej eksperymentalny, ostro ironiczny, konfrontujący z regułami show biznesu i fetysza środków z Unii Europejskiej, oparty na brzmieniu tekst konstruował autofikcyjny podmiot, łamiący zasady autobiograficznego wyznania i szczerości. Pojawiająca się regularnie w różnych rolach „Dorota” bliższa jest literackim łobuzom i dekonstruktorom niż duchowym, przepełnionym nostalgią przewodniczkom i natchnionym krytykom współczesności, a jednak to właśnie ona trafia w sedno, formułuje celne riposty chaotycznemu strumieniowi kultury masowej, którą potrafi udatnie remiksować.
Staje się specjalistką od tejże kultury. Tytułem cyklu felietonów „Jak przejąć kontrolę nad światem, nie wychodząc z domu„, publikowanych na łamach „Dwutygodnika”, zebranych w książkę w 2017 roku, oddaje paradoksy, które znamy, ale nie umiemy ich tak błyskotliwie, jak ona, przyszpilić. Felietony i dłuższe, zmierzające do eseju formy, są w wykonaniu Doroty Masłowskiej miniaturami literackimi, choć w tematach odbijają się humanistyczne teorie, eksperckie debaty, doświadczenia wielu z nas.
Pisarka nie zakonserwowała języka, który przyniósł jej uznanie, nie osiadła też w jednej roli. Realizuje idee, do której przekonuje się nas na uniwersytetach, nieprzypadkowo więc wręczamy jej nagrodę poczętą w sojuszu UAM i Prezydenta Miasta Poznania: inter- multi-dyscyplinarności, a także umiędzynarodowienia i performatywności. Prozaiczka przekształca się w raperkę, raperka w dramaturżkę, dramatrurżka w eseistkę. Pojawiają się tłumaczenia jej utworów na wiele języków. Jest rozpoznawalna i niepowtarzalna. Teksty, występy, wejścia w kadr i na scenę są eksperymentami o wyznaczanych niepodległą wyobraźnią warunkach brzegowych, nowym opracowaniem uzyskanych wcześniej efektów. W czasie, gdy piszących skłaniano do kopiowania samych siebie, artystka wybierała autoironię i parodię. Pozostawała w kontrze, wytwarzając jednocześnie trend.
„Magiczna rana„, bezpośredni pretekst podjętego przez kapitułę werdyktu – jest narracją skupioną, mniej żywiołową od poprzednich, ale pozostaje w wielowarstwowym uniwersum Masłowskiej, „wysłuchującej” z otoczenia wyjątkowe frazy. Narracja „Magicznej rany” korzysta z techniki ostrych cięć wskroś codziennych sytuacji, preparowania zjawisk i emocji. Realizm sąsiaduje w powieści z surrealizmem, metafory i archetypy są aktualizowane nośne, smutne i śmieszne. Obecny w niemal wszystkich prozach Laureatki motyw akwatyczny wiedzie nas przez kanalizację na zaśmieconą plażę, zamieszkałą przez zmarłych. Syreny są dziś zanieczyszczone plastikiem, a śmieci przerastają przyrodę i miasta.
Wśród samotnych, cierpiących na depresję, odrzuconych bohaterów i bohaterek „Magicznej rany” znalazła się Zoldana, pisarka na stypendium w bogatym kraju Unii Eoropejskiej. Nie jest wyjątkiem, należy do tworzonej przez lata przez Dorotę Masłowską reprezentacji osób autorskich. Stypendystkę zbierającą fabułę ze strzępków – rozmów, topografii amerykańskiego miasta, ulotek, ręcznie napisanej wiadomości – spotkamy w „Kochanie, zabiłam nasze koty”. Zoldana nie pasuje do wspaniałego świata sortującego śmieci, kontrolującego przybyszkę, okazującego na każdym kroku wyższość moralną. Stypendium ratuje budżet, ale nie rekompensuje braku miłości, poczucia niskiej wartości, bytowania na marginesie sceny oświetlonej dla najpopularniejszych.
Dorota Masłowska pokazuje nam niewesołą pisarką kondycję, która w dodatku staje się motywem traumatyzującym przypadkowego świadka tragicznego końca, powtarzającego skądinąd historię Virginii Woolf. Gdyby interpretować los poetki jako wariant doświadczenia pisarskiego, wpływ na innych wymagałby wywołania w nich szoku, a my z peryferii, pozostalibyśmy ciekawostką na rozwiniętym rynku konsumpcji produktów kultury.
Wszystko wskazuje na to, że Dorota Masłowska odczarowała to fatum, wchodząc dziś w krąg bohaterek najważniejszych dla literatury polskiej, zaproszonych na przyjęcie przez patrona, Adama Mickiewicza.
Prof. INGA IWASIÓW – członkini kapituły Poznańskiej Nagrody Literackiej



