CK Zamek Poznań
ZamekCzyta na Facebooku

Justyna Kulikowska laureatką Nagrody-Stypendium im. Stanisława Barańczaka

10 sierpnia 2026

Justyna Kulikowska podczas gali wręczenia Poznańskiej Nagrody Literackiej

Zdecydowaliśmy się nagrodzić głos, który nie tylko wyłapuje pęknięcia współczesności, ale sam staje się tym pęknięciem: głębokim, bolesnym i niemożliwym do zignorowania.

Justyna Kulikowska została laureatką Poznańskiej Nagrody Literackiej- Stypendium im. Stanisława Barańczaka w 2026 roku –  za tom „Wnyki dla światła”. Nagrodę wręczono 22 maja podczas gali w Centrum Kultury ZAMEK. Publikujemy tekst laudacji, którą wygłosiła członkini kapituły Magdalena Kicińska.   

Tegoroczne obrady, a przede wszystkim wybór spośród trojga nominowanych, były procesem wymagającym i niełatwym, bo mierzyliśmy się z trzema radykalnie różnymi, a jednak równie magnetycznymi wizjami literatury. Czytaliśmy Monikę Gromalę i jej „Domokrążców: Celan – Bachmann – Jelinek”, esej w istocie śledczy, badający to, co schowane, wyparte, a mimo to wciąż domagające się opowiedzenia. Gromala przypomina, że Zagłada i trauma, którą niesie, nie kończy się wraz z biografią naznaczonego nią autora, autorki, autorów, że przenika głęboko i wciąż każde nam szukać odpowiedzi na pytanie o dziedzictwo i wpływ historii na to, co dziś – nie tylko w literaturze. Czytaliśmy Pawła Rzewuskiego, którego powieść pokazuje, jak wiele jeszcze widać, gdy patrzy się wstecz. Krzywda, którego nazwisko bierze Rzewuski na tytuł dla swojej książki, przemierza polskie ziemie w czasach ich szlacheckiej wielkości, dziwiąc się czasem temu światu, bo dziwności jest on pełen, ale przede wszystkim próbując odnaleźć jakieś punkty odniesienia w rozchwianym „tu i teraz”, które wbrew pozorom nie różni się od naszego „tutaj i dziś”. Czytaliśmy wreszcie „Wnyki dla światła”, tom Justyny Kulikowskiej, w którym doprowadziła swój poetycki idiom do ekstremum, stawiając nas przed lustrem roztrzaskanym, a jednak precyzyjnie poskładanym z okruchów codziennej troski ocalanej przed brutalnym, głośnym i przemocowym.

Wybór jednej z tych literackich propozycji oznacza rezygnację z innych, jednak w toku naszych rozmów powracało nazwisko, którego literacka bezkompromisowość i językowa siła rażenia nie pozwoliły nam na żaden kompromis. Zdecydowaliśmy się nagrodzić głos, który nie tylko wyłapuje pęknięcia współczesności, ale sam staje się tym pęknięciem: głębokim, bolesnym i niemożliwym do zignorowania.

Ale pisanie o jej poezji to zadanie karkołomne, bo autorka nie prosi o interpretację; ona zaprasza do konfrontacji. Jej najnowsza książka to nie jest bezpieczny przedmiot – estetyczny gadżet, który kładzie się na nocnej szafce, zwłaszcza w kompozycji lubiącej Instagrama, z zapaloną świeczką i suszonymi kwiatami w tle. To raczej mechanizm, który zatrzaskuje się na naszych przyzwyczajeniach czytelniczych, na mieszczańskiej wygodzie i wyobrażeniu o tym, czym powinna być „poezja zaangażowana”. W swoim najnowszym tomie autorka dokonuje czegoś radykalnego. Jeśli jej poprzednie książki poetyckie były próbą zmierzenia się z cyfrowym szumem i brutalnością języka sieci, to najnowsze utwory schodzą głębiej, w stronę organiczności, w stronę ciała, które jest jednocześnie klatką i jedynym narzędziem poznania.

To, co w twórczości laureatki uderza, to precyzja, której jest wierna. W dobie gadatliwości i rozmywania znaczeń, poetka wybiera kondensację. Każde słowo w tym tomie jest zważone, każda fraza przeciągnięta przez filtr bezlitosnej autokrytyki. To poezja „wysokiego napięcia”. Tu nie ma miejsca na watę słowną, na dekoracyjne metafory, które miałyby łagodzić przekaz, być „czułe”, podobać się.

Wielkość tej twórczości polega również i na tym, że jej autorka nie boi się brzydoty. Nie boi się krwi, potu, brudu pod paznokciami. I z tej materii potrafi wydobyć obrazy o wielkiej sile. Kiedy pisze o świetle, nie pisze – lub nie pisze wyłącznie – o oświeceniu w sensie duchowym, lecz o fizycznym zjawisku, które obnaża każdą szczelinę, każdy błąd w strukturze świata.

Patron tej nagrody Stanisław Barańczak pisał o „nieufności” jako o powinności  osób twórczych i konieczności sprawdzania języka, który podają nam władza, tradycja czy dziś coraz częściej popkultura. Autorka jest uczennicą tej szkoły nieufności, choć jej nauczycielami są też inni: ci, którzy wiedzą, że ciało nie kłamie, nawet gdy język zawodzi. Nagradzamy osobę, która wyróżnia się „bezwzględną uczciwością formy”, nie uwodzi czytelnika, czytelniczki tanią emocją. Ona ich – nas –  zmusza do pracy.

Tegoroczną laureatką Nagrody-Stypendium im. Stanisława Barańczaka została Justyna Kulikowska, autorka tomu „Wnyki dla światła”.

MAGDALENA KICIŃSKA 

Dorota Masłowska zaproszona na przyjęcie przez Adama Mickiewicza >>

O śmiechu śmiertelnie poważnie. „Kasperl i Margit” Macieja Płazy >>

Daj głos niemym ofiarom ekobójstwa. O książce „Delfiny i Belzebub” Wojciecha Tochmana >>