Potyczki z tożsamością w „Wygodzie” Natalki Suszczyńskiej
13 października 2026

„Moje prawosławie to jest ta plama z trawy na białych spodniach. Niewiele da się z nią zrobić, ale nie można też powiedzieć, że jakoś bardzo się starałam. Od czasu do czasu wyciągałam białe spodnie z szafy, przypominałam sobie, że są ubrudzone, i kiwałam nad nimi głową: tak, plama dalej tu jest, trzeba się nią zająć”
Problem odmiennej tożsamości religijnej, połączonej z posługiwaniem się innym językiem w monokulturowym kraju, jak Polska, może nam łatwo umknąć. Zostaliśmy wychowani na podstawie podobnych wzorców kulturowych. Niełatwo jest wyobrazić sobie życie w tym samym państwie, w jednym społeczeństwie z osobami w wielu kwestiach całkowicie od nas różnymi. Obchodzić inne święta, znać odmienną literaturę, słuchać innej muzyki, a nawet mieć imię od razu wskazujące na „obcość”. Problematykę tę poruszyła powieść „Wygoda” Natalki Suszczyńskiej. W postaci głównej bohaterki jest ukazany amalgamat konfliktów i sprzeczności, które odzwierciedlają funkcjonowanie w tej formie „marginesu”. W tym kontekście nacisk położę na stosunek do prawosławia – religii będącej kluczem do jej tożsamości. Sama powieść ma charakter silnie autofikcyjny, dlatego będę utożsamiać bohaterkę z autorką, acz z zaznaczeniem niemożności dokonania tego w pełni.

Prawosławny ateizm
Potem patrzę na to 0,4% i znów żałuję, że nie było opcji „prawosławny ateizm”, bo to w moim przypadku najbliższe prawdy. Zaznaczyłam, co było, czyli „nienależąca do żadnego wyznania”. („Wygoda” s. 99)
Są to dane z ostatniego spisu powszechnego, które wskazują na nieliczną obecność prawosławnych w społeczeństwie polskim. Trzeba zarazem pamiętać, że wciąż jest to największa mniejszość religijna w Polsce. Szczególnie jest to widoczne na Podlasiu, skąd autorka pochodzi. Od wieków jest to obszar przecinania się różnorodnych kultur oraz obyczajów. Autorka była wychowywana w rodzinie wyznawców tej religii, więc fakt ten tworzył granicę rozdzielającą osoby z tej grupy. Ta różnica zdefiniowała całą jej tożsamość, dlatego nawet po przeprowadzce do Warszawy, wciąż nie mogła zapomnieć o swoich korzeniach, nawet jeśli nie identyfikowała się z prawosławiem jako przedmiotem wiary. Wspominała na kartach powieści fakt, że w młodości jako jedyna z klasy nie uczęszczała na zajęcia z religii. Bezprzymiotnikowe określenie „lekcja religii” w odniesieniu tylko do tej katolickiej, tym bardziej pogłębiało poczucie obcości. Nawet teraz, musząc się samookreślić, jest świadoma, że wprost nazywając się niewierzącą, w praktyce pomija całą swą przeszłość. Pojęcie „prawosławnego ateizmu” służy tu za formę kulturowego naznaczenia powodu, dla którego jej tożsamość tak trudno zmieścić w jasno określonych ramach przynależności do narodu polskiego. Na to nakłada się również określona świadomość historyczna, która nie pozwala bohaterce odpocząć.
Czy Polak może być prawosławny?
– Jak będą pytać, jakiego jesteś wyznania, mów, że prawosławne. Broń boże, że unickie bo wtedy cię będą uczyć religii po polsku. (s.23)
Konieczne jest tu poruszenie problemu związku religii z uznawaniem się za przedstawiciela określonej narodowości. Jest to rzecz czysto zależna od samookreślenia się jednostki, lecz często tworzy to kalki myślowe, które utożsamiają obie kwestie. Tak jest z pojęciem „polaka-katolika”, rozumianego jako syntezę polskości z katolicyzmem. Co jednak z Polakami odmiennego wyznania? W tej wizji przestają być częścią narodowej wspólnoty. Powyższy cytat przywołuje nas do okresu międzywojennego, kiedy działania polonizacyjne władz na wschodnich ziemiach państwa, miały na celu złączenie różnorodnych kulturowo mieszkańców ziem II RP w jedną tożsamość narodową. Za najłatwiejszych do polonizacji zaklasyfikowano unitów: prawosławnych, którzy na mocy Unii Brzeskiej z 1596 r. uznali zwierzchność papieża. Fakt ten łączył ich z katolicyzmem, a zatem, podążając tym ciągiem myślowym, z polskością. Wciąż jednak pozostali ci „inni”, których próby włączenia w obręb wspólnoty uznano za daremne.
Prawosławny, więc Białorusin?
Dziadek starał się być komunistą, ale pewnego dnia powiał inny wiatr, który zaprowadził go do cerkwi. „Białorusin musi być prawosławny” – powtarzał od tej pory. (s.37)
Prawosławnych zarazem uznawano często za element obcy, ruski, więc spoza świata polskości i religii katolickiej, równocześnie utożsamiano go z rosyjskością. Rosjanie, jako dawni zaborcy byli znienawidzeni, stąd wynikała niechęć do innych prawosławnych, którzy w rzeczywistości mogli mieć z Rosją niewiele wspólnego. Widoczne jest to w historii rodziny autorki, której dziadek silnie utożsamiał się z kulturą białoruską, będącą według niego czymś odmiennym zarówno od polskości, jak i rosyjskości. Próbował na podstawie tego stworzyć jakby „na nowo” język i tożsamość lokalnych prawosławnych. Rzeczywiście, posługiwali się pewną formą dialektu języka białoruskiego, lecz nie był on ustandaryzowany, co utrudniało tworzenie się jednolitej tożsamości. Za czasów Polski Ludowej działał w świeckich organizacjach białoruskich, następnie już w III RP zaczął chodzić do cerkwi, uznając w ten sposób prawosławie za wyznacznik białoruskości. Przybierało to jednak absurdalny wymiar, gdy próbował poprawiać język w jakim popi prawosławni odprawiali liturgię, pomimo że ich przodkowie mówili tak od wieków. Same praktyki mają tu wymiar czysto utylitarny, tym razem w sposób pozytywny, próbując oddzielić go od tradycyjnie pojmowanych Polaków.
Sens wyciągany z szafy
Moje prawosławie to jest ta plama z trawy na białych spodniach. Niewiele da się z nią zrobić, ale nie można też powiedzieć, że jakoś bardzo się starałam. Od czasu do czasu wyciągałam białe spodnie z szafy, przypominałam sobie, że są ubrudzone, i kiwałam nad nimi głową: tak, plama dalej tu jest, trzeba się nią zająć (s.99).
Widoczne jest tu nakładanie się na identyfikację bohaterki trzech tożsamości, mimo to żadnej nie jest w stanie uznać w pełni za swoją. Sam tytuł książki, poprzez zapisanie go dwoma różnymi alfabetami: łacińskim oraz cyrylicą, wskazuje na dwoistość dylematu. Dorastanie wiązało się dla niej z próbą odnalezienia samej siebie, poprzez chodzenie na koncerty białoruskich artystów, czy noszenie przypiętej do ubrania tradycyjnej flagi Białorusi, biało-czerwono-białej. Flaga Białorusi współczesnej pod rządami Aleksandra Łukaszenki jest inna, więc znowu widoczny jest tu konflikt odmiennych dyskursów, nawet w ramach jednego narodu. Sugeruje to intuicyjne dążenie autorki do bycia na skraju jakiejś wspólnoty.
Problem samoidentyfikacji zostaje przez autorkę „schowany do szafy”, choć jest świadoma, że nie jest w stanie od niego uciec, on wciąż pozostanie pomimo prób jego ukrycia. Sama książka ma charakter silnie eseistyczny, a zatem autorefleksyjny, zapewne stanowiąc próbę internalizacji dylematów, z którymi musi się zmierzyć. Jednak postawienie się z nimi twarzą w twarz odbierałoby jej pewną stabilność, stabilność życia w stanie ciągłej ucieczki od przeszłości, która może i jest nieidealna, jednak przez swą niejednoznaczność, tworzy pole do wyrażania i redefiniowania samej siebie. Owa „plama na spodniach” ciągle tu jest, nieważne ile razy wyjmie się je z szafy. Rozwiązanie dylematu paradoksalnie zabrałoby autorce samoidentyfikację jako osobę „marginesu”, byłaby jedynie członkinią wspólnoty, jak każdy inny. Ostatecznie, stan wewnętrznego rozdarcia sama autorka tytułuje „wygodą”.
MIKOŁAJ ANDRZEJAK
Tekst pochodzi ze studenckiej konferencji naukowej „Marginesowe Love. W czym kocha się literatura najnowsza”, organizowanej przez Koło Literatury Nowej UAM, która odbyła się podczas Festiwalu Fabuły w Centrum Kultury ZAMEK, 20 maja 2026 roku
Cytaty w tekście: Natalka Suszczyńska, „Wygoda”, 2025, ArtRage.
Bibliografia
„Historia Białorusinów Podlasia”, praca zbior., 2016, Białoruskie Towarzystwo Historyczne.
Januszkiewicz M., „W poszukiwaniu sensu. Phronesis i hermeneutyka”, 2016, Wydawnictwo Naukowe UAM.
Prymaka-Oniszk A., „Kamienie musiały polecieć. Wymazywana przeszłość Podlasia”, 2024, Wydawnictwo Czarne.
*MIKOŁAJ ANDRZEJAK – studiuje Stosunki Międzynarodowe oraz Filologię Polską w ramach Międzydziedzinowych Studiów Indywidualnych. Naukowo interesują go zagadnienia na styku kultury i polityki, głównie w zakresie myśli postsekularnej oraz współczesnej religijności. W wolnych chwilach biega. Lubi francuskie kino Nowej Fali i piosenki Wojciecha Młynarskiego.



