„Laszowanie”, czyli pasowanie na mężczyznę
17 maja 2026

„Laszowanie” Macieja Dobosiewicza odważnie zdejmuje z chłopięcego dorastania iluzję niewinnej przygody
Ostatnie lata to czas intensywnego i bardzo potrzebnego eksplorowania zjawiska „dziewczyńskości” w polskiej literaturze współczesnej. To okres opisywania dorastania z kobiecej perspektywy i odzyskiwania głosu przez bohaterki. Na tym tle zbiór opowiadań „Laszowanie” Macieja Dobosiewicza jawi się jako fascynująca, bo pomijana we współczesnej prozie, próba równie wnikliwego przyjrzenia się „chłopięcości”. Autor sięga po klasyczny motyw inicjacji, odzierając go jednak z sentymentalnych złudzeń. To opowieść o procesie, który, jak trafnie ujęła to w swojej recenzji Anna Marchewka, jest swoistym „pasowaniem na mężczyznę”. Rytuał ten okazuje się surowy, często bezwzględny, a chłopięca wrażliwość zostaje w nim wystawiona na próbę konfrontacji z twardymi, pierwotnymi prawami natury i stada.
Doskonałym przykładem tego procesu, a zarazem poligonem inicjacji w „Laszowaniu”, staje się wędkarstwo. W literaturze taki motyw rzadko kiedy sprowadza się do niewinnego hobby. Wystarczy przypomnieć twórczość czeskiego pisarza Oty Pavla („Śmierć pięknych saren”, „Jak spotkałem się z rybami”), w której rzeka i łowienie stanowiły przestrzeń budowania relacji z ojcem oraz oswajania „spraw ostatecznych”. Dobosiewicz zrywa jednak z tego rodzaju nostalgiczną wizją, a samo łowienie nabiera u niego brutalnego charakteru. Narrator wspomina to dobitnie:
„I tak Boniek zaraził mnie wędkarstwem. Poczęstował pierwszą działką nałogu, który nie zostawi mnie nigdy i którego ja nigdy nie zostawię. Już zawsze na widok rzeki czy jeziora dłonie będą mi się pocić, a w ustach zasychać ślina”.
Dlaczego to właśnie połów jest sprawdzianem męskości? Wędkarstwo wymaga sprytu i cierpliwości, a ostatecznie zmusza do fizycznego starcia i zadania śmierci. Pierwsza własnoręcznie zabita ryba urasta tu do rangi mrocznego symbolu przejścia. To moment brutalnego przekroczenia granicy i wejścia w agresywny, rządzony prawem silniejszego, „męski” żywioł. Aby zyskać aprobatę w grupie, chłopak musi zdławić w sobie naturalny opór przed zadawaniem bólu. Echa tego bezwzględnego przymusu rezonują w bohaterze nawet po latach:
„Nie zamykaj oczu, brzmi mi w uszach nadal, gdy decyduję się złowionej rybie odebrać życie, a zdarza się to rzadko, coraz rzadziej. Nie zamykaj oczu”.
Ważnym dopełnieniem tego obrazu jest zachowanie matki, która stanowczo odmawia zjedzenia pierwszej zdobyczy przyniesionej przez syna. Jej gest można odczytać jako intuicyjny, niemy sprzeciw wobec tej transformacji. Matka nie chce uczestniczyć w rytuale opartym na przemocy, odrzuca owoc brutalności, która odziera jej dziecko z niewinności.
To, co stanowi o sile prozy Dobosiewicza, to przesunięcie ciężaru opowieści. Wielka historia i ograniczenia epoki schodzą tu na dalszy plan, stanowiąc zaledwie dyskretne, naturalne tło dla doświadczeń dorastającego narratora. Obiektyw zostaje skierowany na sam środek chłopięcego świata, w którym młodzieńcza solidarność i wspólny wysiłek co prawda przynoszą wymierne efekty, ale cena za bycie twardym bywa bardzo wysoka. W procesie wykuwania męskich charakterów kluczową rolę odgrywają postacie matek. Dobosiewicz wyraźnie pokazuje, w jaki sposób stanowią one bufor dla chłopięcych inicjacji. Rachunek za sukcesy synów, za ich błędy i za samo wejście w brutalną dorosłość, ostatecznie i samotnie, spłacają właśnie one.
W ostatecznym rozrachunku „Laszowanie” okazuje się książką, która odważnie zdejmuje z chłopięcego dorastania iluzję niewinnej przygody. Zbiór dorzuca do współczesnego dyskursu brakujący element układanki, a Dobosiewicz udowadnia, że za wspomnieniami kryje się systemowy, często bezlitosny proces hartowania, w którym pierwszą ofiarą staje się chłopięca wrażliwość.
WERONIKA GÓRSKA
Autorka jest biolożką, psycholożką, a jeszcze przez jakiś czas studentką poznańskiej sztuki pisania. Członkini kolektywu pisarek – Sztuczki. Lubi być w domu i poza domem.



