O śmiechu śmiertelnie poważnie. „Kasperl i Margit” Macieja Płazy

18 maja 2026

„Kasperl i Margit” Macieja Płazy to prowadzona z dwóch różnych perspektyw powieść historyczna, której jednak daleko do tego, co nauczyliśmy się ostatnio nazywać „polską prozą rozdrapywania ran”. Ta wciągająca i humorystyczna opowieść przypomina raczej poznańską epopeję, przy czym historię traktuje się tu śmiertelnie poważnie.

Jest rok 1903. Na poznańskim Chwaliszewie, wśród biedy i głodu, ale za to w czepku, przychodzi na świat Kasper. Nie mogąc liczyć na wsparcie rodziców, od najmłodszych lat musi radzić sobie sam. Przed losem poznańskiego juchty i złodzieja ratuje go rzadki talent do gry na akordeonie i ponadprzeciętnie bujna wyobraźnia. Szybko zostaje ulicznym grajkiem, a rubaszne ballady, płynące z jego ust, rozśmieszają przechodniów do łez. W tym samym czasie, po drugiej stronie miasta, dziesięcioletnia Małgosia, córka hrabiego, ogląda z rodzicami występ Heleny Modrzejewskiej i marzy o zostaniu aktorką. Tłem historycznym tej na wpół łotrzykowskiej, na wpół mieszczańskiej powieści jest Wielka Historia, a dokładnie trzy pierwsze dekady XX wieku. Losy bohaterów pochodzących z diametralnie różnych środowisk nieustannie przeplatają się ze sobą, skłaniając czytelnika do snucia fantazji o „zbieżnych ścieżkach nieuchronnego przeznaczenia”.

 

Ten narracyjny dwugłos jest niezwykle atrakcyjny nie tylko dla czytelników zainteresowanych polityczną i obyczajową historią Europy, ale i Poznaniaków oraz miłośników wielkopolskich gwar. Autor wiernie rekonstruuje gwarę poznańską, co więcej, z wielką pieczołowitością tka idiolekt przedwojennego, niepiśmiennego Poznaniaka. Kasper śpiewa i mówi po poznańsku, a także przekręca wyrazy w sposób zdradzający analfabetyzm i życiowy radosny „tumiwisizm”.

Drugim po Poznaniu ważnym miejscem akcji powieści jest międzywojenny Berlin. Główny ośrodek niemieckiej kultury, sztuki i najwyższej jakości teatru, jest jednocześnie miastem dekadencji, stolicą perwersji, a dla niektórych nawet źródłem zatracenia. „Kipiący energią drapieżnego zwierzęcia Berlin” staje się naturalnym środowiskiem dla temperamentnej, zdecydowanej i spragnionej sławy Margit i jej przyjaciół: Moissiego, Murnaua oraz Reinhardta.

Nie będzie przesadą stwierdzenie, że bohaterowie Płazy dosłownie uwodzą czytelnika. Kasper jest typem bohatera, których w literaturze nie brakuje – „czuły łobuz”, Dyl Sowizdrzał, wędrowny poeta, średniowieczny trubadur. Z czasem nabiera ogłady, ale do samego końca pozostaje tym samym Kasprem, poznańskim ejbrem. Niczego nie żałuje, niczego się nie wstydzi, o niczym nie marzy – po prostu jest, przemierza świat z akordeonem na plecach i „hultajskim uśmiechem” na ustach. Natomiast Margit, czy też Małgorzata, na pozór nie przystająca do Kaspra pod żadnym względem, okazuje się być kimś więcej niż berlińską femme fatale, zakochaną w sobie gwiazdą. Jest o wiele bardziej złożoną postacią, zarazem wrażliwą i delikatną, śmiało decydującą o sobie, manifestującą własną autonomię. To kobieta, w której, jak sama mówi, „duch przekory” został „niedostatecznie stłumiony pruderyjnym wychowaniem”.

Powieść porusza wiele problemów, jednak na pierwszy plan wysuwa się szczególna rola humoru w obliczu wojny. „W świecie, który rodzi się na naszych oczach, liczyć się będzie tylko śmiech, i to rubaszny” – mówi do Małgorzaty jej były mąż po powrocie z frontu. W rzeczywistości, w której tragedia dzieje się na ludzkich oczach, całe „wyrafinowanie i dostojeństwo” kultury wysokiej traci sens. Zmęczone wojną społeczeństwo nie chce, a być może nawet nie umie, już się wzruszać. Remedium na tę anestezję okazuje się śmiech, a więc kabaret, kino, cyrk. Śmiech jest siłą napędową całego świata powieści. Śmiech jako mechanizm obronny organizmu, jako siła destrukcyjna i oczyszczająca, wreszcie (jak w przypadku Kaspra) jako produkt na sprzedaż, za który można kupić pyr, najeść się do syta i przeżyć do jutra.

„Kasperl i Margit” to zatem opowieść o śmiechu zacierającym granice między kulturą „wysoką” a „niską”, śmiechu łączącym i obnażającym absurdalność wszelkich mezaliansów: Margit z Kasprem, tragedii z komedią, bólu ze śmiechem. Bo czy jedno i drugie nie są dwiema stronami tego samego? Czy jedno może istnieć bez drugiego? Śmiech bez bólu, komedia bez tragedii? Kasper bez Margit?

Zofia  Waliszewska

*Autorka jest studentką poznańskiej polonistyki. Od niedawna członkinią Koła Romantyków. Miłośniczka zwierząt, tańca irlandzkiego i Edgara Allana Poego. Naukowo przygląda się XIX-wiecznym klasykom z perspektywy krytyki ekologicznej i feministycznej. Czyta tak, jak biega – wolno i dokładnie.

Daj głos niemym ofiarom ekobójstwa. O książce „Delfiny i Belzebub” Wojciecha Tochmana >>

Wit Szostak w „Suchych strugach” tańczy w parze ze wspomnieniami >>

Postępująca niewidzialność w świetle reflektorów. O niezdmuchiwaniu świeczek na „Urodzinach” Weroniki Murek >>