Common future, czyli o pracy w Polsce XXI wieku („Nie hańbi, ale…” – podsumowanie)

13 listopada 2019

Fot. M.Kaczyński ©CK ZAMEK

Pięć debat, 21 panelistów i panelistek, dwoje moderatorów, 9 godzin i 39 minut dyskusji – mniej więcej tak wygląda liczbowy bilans cyklu „Nie hańbi, ale… O pracy w Polsce XXI wieku”. Przywołuję go na początku nie dlatego, że stanowi podsumowanie najlepsze, ale dlatego, że najłatwiejsze. Dalej sprawy będą się już tylko komplikować.

„Potem zmieniłam pracę i mój przyjaciel po kilku minutach rozmowy powiedział: słyszę, że masz dobrą pracę, bo w ogóle o niej nie mówisz”.  (Pani Maria; O. Gitkiewicz, „Nie hańbi”)

Mówiąc wprost: podsumowanie całego cyklu w ramach jednego zwięzłego tekstu jest zadaniem niemożliwym do zrealizowania (próbowałam!). Wielość (w sensie ilości oraz różnorodności) wątków, jakie od stycznia do maja poruszono, a także ich agoniczność (zarówno w sensie antagonizmu, jak i prowokacyjności) sprawia, że znaczna większości z nich wymaga wnikliwej analizy, umieszczenia w szerszym kontekście, a czasem i przywołania kontrargumentów i kontrtez.

Owe problemy w opisie są wartością samą w sobie. Z powyższych względów niniejszy tekst nie będzie bilansem, kompletnym podsumowaniem ani zwięzłą syntezą; nie skupię się też na wszystkich wspólnych mianownikach i kwestiach przewijających się przez kolejne dyskusje jak lejtmotywy. Zamiast tego wskazać chcę kilka punktów, które okazały się dla cyklu na tyle istotne, że stanowić mogą ilustrację jego charakteru. (Ze względu na takie zorientowanie tekstu wykorzystuję w nim fragmenty relacji z poszczególnych debat, zamieszczanych wcześniej na łamach „Zamek Czyta”).

Frazą „Nie hańbi, ale…” kuratorzy cyklu zapytali swoich gości (panelistki i paneliści cyklu: Edwin Bendyk, Marcin Czachor, Olga Gitkiewicz, Jerzy Kochanowski, Szczepan Kopyt, Grażyna Krzyminiewska, Andrzej Leder, Anna Musiała, Marek Piechowiak, Jacek Silski, Bronisław Sitek, Maja Staśko, Artur Szarecki, Piotr Szumlewicz, Marek Szymaniak, Alicja Urbaniak-Kopeć, Jarosław Urbański, Anna Wiatr, Rafał Woś) o warunki dotyczące pracy.

Spójnik „ale” wprowadzał warunkowość: stanowił początek zastrzeżenia, wskazując na konieczność dopowiedzenia. Inicjalna część tytułu cyklu była zaproszeniem do rozważenia reguł rządzących pracą w Polsce. Takie rozumienie kazało rozpatrywać centralną kategorię na tle szerszych procesów, systemowych uwarunkowań i przemian. Ostatnie trzydzieści lat to przecież czas intensywnych i wielorakich (politycznych, prawnych, gospodarczych, kulturowych) przemian w rozumieniu i postrzeganiu pracy.

Kategoria „pracy” była i jest areną sprzeczności – nie tyle w kontekście Polski, ale w sensie globalnym – zarówno na poziomie dyskursów teoretycznych, jak i praktyk społecznych i politycznych. Stwierdzenie to jest konieczne na początku, gdyż tłumaczy sensowność niekonsekwencji, jaka cechuje panoramę „krajobrazu pracy” (określenie Anny Wiatr; debata I) nakreśloną przez cykl: nie wszystko układa się w spójną całość dlatego, że (1) mowa o rozmaitych interesach (2) ścierających się w dynamicznym procesie, w ramach którego (3) znajdujemy się w fazie przejściowej (według algorytmu ujawnionego na debacie III).

Wedle zapowiedzi kuratorów cykl miał dotyczyć „prawa (i bezprawia) z pracą związanego, szans i zagrożeń pracy w Polsce, wartości pracy mierzonej przez rynek kapitalistyczny, znaczenia pracy w powojennej historii Polski, miejsca, jakie praca zajmuje w polskiej kulturze, związku pracy z godnością, a także katolickiej wykładni pracy”.

Kolejne debaty swoimi tytułami/tematami odzwierciedlały kolejne punkty z powyższego opisu. Przebieg kolejnych debat wskazywał z kolei – poprzez powracające kwestie, podobne przykłady, te same statystyki czy języki opisu, podobny klucz historyczny, krytykę tych samych zapisów prawnych – że punkty te splatają się, a węzły między nimi są bardzo zaciśnięte.

Wobec takiego stanu rzeczy kuratorskiego opisu cyklu chciałabym szukać gdzie indziej. Zanim o tym, zacząć jednak należy od konkretów.

 

CO MOŻE PRAWO?

Ostatnimi czasy prawnicy odnotowują wzmożoną konieczność kodyfikacji – przybywa zatem przepisów, norm i regulacji. Jednocześnie dokonuje się istotna zmiana w doktrynie prawnej: kończy się myślenie o pracy jako towarze, a zaczyna ujmowanie pracy jako wartości.

Problem polega na tym, że dyskurs ten nie przekłada się na działania ustawodawcy. W trakcie debat goście – powołując się zarówno na własną rolę w cyklu, jak i na przysługujące obywatelom prawo do formułowania projektów prawnych – proponowali zmiany, które powinny objąć polski krajobraz pracy. Uznając warunki pracy za kluczowe, formułowali propozycje konkretnych rozwiązań – poniżej te, które uznali za najważniejsze:

  • wprowadzenie warunków do przestrzegania prawa pracy

„Dlatego tak ważna jest tu rola państwa, które dobrymi regulacjami powinno wyrównywać brak równowagi w relacji pracownika z pracodawcą. Niestety często tak się nie dzieje”. (M. Szymaniak, „Urobieni”);

  • wyposażenie PIP w instrumenty, które pozwolą jej egzekwować przepisy

„Uzbroić Państwową Inspekcję Pracy!” (Sz. Kopyt, debata I);

  • rozwiązanie problemu stabilności zatrudnienia

„Dawid dołączył do ponad 826 tysięcy pracowników, którzy formalnie zatrudniani są w agencji pracy tymczasowej, a faktycznie „wypożyczani” do innej firmy. Tam wykonują zlecone obowiązki, ale zwykle na gorszych warunkach, czyli na przykład bez stałych umów, z krótszym okresem wypowiedzenia, innymi zasadami przyznawania urlopów czy bez wyżej płatnych nadgodzin. […] Oznacza to, że praca, która miała być tymczasowa, wcale taka nie jest, a wręcz przeciwnie: trwa latami, choć nie powinna. Do tego dochodzi zjawisko nadużywania umów śmieciowych. Kontrole Państwowej Inspekcji Pracy (PIP) pokazały, że co piąty «tymczasowy» powinien mieć normalną umowę o pracę”. (M. Szymaniak,Urobieni”);

  • regulacja kwestii umów niestandardowych

„Wypełniłam i wniosek, i oświadczenie o zatrudnieniu, jednak nie wszystko było dla mnie jasne.

– Tutaj trzeba wpisać godziny pracy – powiedziałam do kierowniczki – a ja mam wolny zawód, czasem nie ma mnie w domu przez dwa, trzy dni, czasem przez cały tydzień. To co wpisać?

– To w sumie nieważne, bo pani nie ma etatu, tylko jakieś tam umowy, tak?

– Tak.

– No właśnie, to nieistotne, co tam pani wpisze, bo to jest system. A dla systemu liczy się etat”.

(O. Gitkiewicz,Nie hańbi”);

„Mówi się, że moje pokolenie «nie szanuje pracy». Ja mam poczucie, że to mnie praca nie szanuje, bo od dziesięciu lat daje mi wyłącznie umowy śmieciowe”. (M. Szymaniak, debata IV);

  • ustalenie płacy minimalnej na poziomie odpowiadającym realnym kosztom utrzymania

„Jestem wtedy na skraju wyczerpania, pracuję w klinice stomatologicznej, szef w ciągu trzech miesięcy pracy wypłaca mi osiemset złotych zamiast 7 tys. Ale proponuje, że wyleczy mnie i moim synom zęby. Zastanawiam się tylko, jak mielibyśmy ich używać, skoro nie mamy co do garnka włożyć”. (Pani Barbara; A. Wiatr, „Betrojerinki”);

„– Tu, w Wielkopolsce, jest rynek pracownika – usłyszałam w fabryce Amiki we Wronkach.

– A ile płacicie?

– Minimalną”.

(O. Gitkiewicz, „Nie hańbi”);

„Z dzieciństwa pamiętam, że mój tata wykonywał pracę zawodową, a po godzinach musiał dorabiać. Mama również – wracała z pracy, a wieczorem siadała i dorabiała. […] Moi wszyscy znajomi teraz, dzisiaj, w innym systemie: pracują – i dorabiają”. (Głos z publiczności, debata I);

  • uwzględnianie w działaniach perspektywy konfrontacji z deficytem rąk do pracy;
  • ograniczenie, a następnie zaprzestanie nadprodukcji nadmiernie eksploatującą zasoby środowiska;
  • rozszerzenie możliwości prowadzenia strajku o roszczenia związane z sensownością i godnością pracy

„Pracodawca uważa, że każdy nasz protest to działanie na szkodę firmy, a my, protestując, walczymy przecież o firmę, o swoje miejsca pracy, żebyśmy mieli co do garnka włożyć. […] Mówiliśmy o tym, że to prosty przepis na zepsucie idealnego biznesu, jakim przez lata był ten market. Mówiliśmy gorzką prawdę, a jednocześnie chwaliliśmy się pysznym pieczywem i częstowaliśmy ciastkami. Polecaliśmy wyroby marki własnej Tesco. Szefostwo w centrali było w szoku, bo nie mogło nam zarzucić, że szkodzimy firmie, skoro publicznie mówimy o wysokiej jakości naszych produktów”. (Iwona Mandat; M. Szymaniak,Urobieni”);

  • przyznanie pracownikom zatrudnionym na etacie związkowym uprawnień inspektora pracy;
  • skrócenie czasu pracy

„Kiedyś próbowałem, ale wtedy już nic mi się nie chciało. Niczym się nie interesowałem. Zbyt długa praca otępia. Człowiek staje się więźniem pracy. Marzy tylko o tym, żeby się wyspać. Dlatego unikam nadgodzin. Pracuję tyle, ile etatowcy. Czasem, jak muszę zarobić więcej, to wychodzi 200, 220 godzin – mówi i dodaje: – Jest we mnie potrzeba, żeby pozostać człowiekiem. Mieć czas na książki i chodzić po górach. Być człowiekiem, a nie tylko maszyną do pracy”. (Pan Bogdan; M. Szymaniak, „Urobieni);

  • działania na rzecz obniżenia poziomu nieufności społecznej;
  • zawiązanie sojuszu prawników z socjologami: wprowadzenie konsultacji i konfrontacji propozycji kolejnych norm prawnych z badaniami społecznymi.

 

ZMIANA WYOBRAŹNI

Ostatni z postulatów kieruje uwagę na inny – już zawiązany – sojusz. Będące organizatorem cyklu Centrum Humanistyki Otwartej powstało w wyniku połączenia sił Wydziału Filologii Polskiej i Klasycznej oraz Wydziału Prawa i Administracji UAM, jako cel stawiając sobie rozwijanie badań nad związkami między prawem i humanistyką. CHO stanowić ma „forum dyskusyjne”, „miejsce spotkań”, „ośrodek diagnozujący”, „łącznik”.

W opisie zadań stojących przed CHO odzwierciedla się logika cyklu debat. Przemysław Czapliński i Anna Musiała – twórcy CHO i kuratorzy cyklu „Nie hańbi, ale…” – zwrócili w ten sposób uwagę na coraz pilniejsze powiązanie owych dziedzin „przynajmniej ze względu na dwie kwestie: pogłębiającą się izolację prawa z życia zbiorowego oraz zmienność interpretacji tekstów prawnych. […] Kwestia pierwsza, alienacja prawa, wymaga odsłonięcia kulturowych źródeł, z których prawo się wywodzi oraz badania kontekstów (antropologicznych, socjologicznych, filozoficznych, religijnych), które nadają prawu wartość. Kwestia druga – zmiennego znaczenia – odsyła wprost do humanistycznych (zwłaszcza literaturoznawczych) metod interpretacji wszelkiego (a więc również prawniczego) tekstu”.

Dodać można do tego kolejną, trzecią kwestię: rolę obu języków – literatury i prawa – w konstruowaniu przyszłości.

Literatura, ze względu na biegłość posługiwania się wyobraźnią, stanowi laboratorium, w którym konstruować i wypróbowywać można warianty rzeczywistości oraz testować fabuły określające przyszłość – możliwą/ alternatywną/ utopijną/ dystopijną/ inną. Kultura jako wypadkowa aktywności artystycznej oraz inicjatyw obywatelskich stwarza przestrzeń nie tylko dla problematyzowania deregulacji, ale także wypracowania języka nowych regulacji.

Prawo tylko pozornie w mniejszym stopniu z wyobraźnią jest powiązane – faktycznie jednak współokreśla kierunki przyszłości i umożliwia translację literackiej (a także socjologicznej, filozoficznej etc.) wyobraźni poprzez konkretne regulacje na rzeczywistość społeczną.

Uwidaczniający się w tym miejscu węzeł oznacza, że zaniedbanie jednego z elementów zakłóci tryby w mechanizmie całości: zbytnia słabość w formułowaniu alternatyw zaowocuje nieskutecznością w demontażu systemu, a niezdolność do faktycznego przemontowania systemu będzie go utrwalać, pogłębiając kryzys wyobraźni.

Istotę wskazanego przez kuratorów splotu literatury (literaturoznawstwa) i prawa odsłonił faktycznie przebieg debat: podczas każdej dyskusji okazywało się, że jednym z najpilniejszych zadań – obok wprowadzenia konkretnych regulacji, wymienionych powyżej – jest praca nad zmianą języka, narracji i wyobraźni na temat pracy.

Na najbardziej podstawowy poziom zadania językowego wskazał Artur Szarecki (debata IV). Według panelisty słowo „praca” stało się wszechobecne – „pracujemy nad sobą” (w znaczeniu „nad charakterem”), „pracujemy nad swoim ciałem”, „pracujemy nad naszym związkiem” etc. – przez co praca w ścisłym tego słowa znaczeniu ulega rozmyciu. Nie opisuje już konkretnej wykonywanej pracy (zawodowej, domowej, opiekuńczej, wychowawczej etc.) i nie określa wspólnoty (robotniczej, zawodowej etc.).

Nowe konotacje słowa „praca” pogłębiają także proces indywidualizacji pracy i wpisywania jej w ramę neoliberalnej narracji.

 

MECHANIZMY

Krytyka neoliberalizmu jako ramy, w którą ujęta jest aktualnie praca (w wielorakim sensie: prawnym, politycznym, medialnym etc.) łączyła debaty. 

W czasie rozmów często powracały badania socjologiczne dotyczące wartościowania pracy przez Polaków. Jedno z nich miało ciekawą konstrukcję – opierało się m.in. na pytaniu: „czy możesz o swojej pracy opowiedzieć komuś spoza niej?”.

Tak sformułowanym zadaniem narracyjnym kierowała prosta logika: wykonując pracę wartościową, przynoszącą pożytek, opowiadamy o niej bez trudu, zaś pracując, nie przynosząc społecznego pożytku (nie wspominając o wykonywaniu pracy podejrzanej, nieuczciwej), opowiadamy o tym niechętnie, zmieszani, z poczuciem wstydu.

Do takiego ujęcia goście debat I i III wprowadzili korekty i przypisy. Wedle panelistek i panelistów owo poczucie wartości nie dotyczy pracy jako takiej, ale pracy konkretnej (co równie istotne: własnej). Powiązane jest z prywatyzacją szczęścia (debata III) oraz „akceleratorem pogardy” (debata I).

Prywatyzacja szczęścia odpowiada za poczucie osobistego zadowolenia mimo równoległego przekonanie o panującej na poziomie ponadindywidualnym ogólnej nędzy. W tym kontekście działanie przynoszące pożytek innym (i sobie) pozwala czerpać jednostkową satysfakcję. Nie przekłada się jednak ona na dyskurs, a zatem na poczucie godności pracy jako takiej – które byłoby potrzebne dla partii politycznej.

Jeśli pracy nadaje się godność w dyskursie publicznym, to tylko jako sposobowi na osiągnięcie osobistego spełnienia. Jako że system neoliberalny zorientowany jest na indywidualizm i spełnienie poprzez własny sukces, wytwarza mechanizm nadający pracy wartość. Godna szacunku i przynosząca dumę jest zatem tylko niektóra praca – ta, która przynosi sukces, zapewnia pożytek i satysfakcję. W związku z tym istnieją grupy zawodowe, które uznania dla wykonywanej pracy się pozbawia.

Tak działa „akcelerator pogardy”: gardzimy tymi, którzy sukcesu w pracy nie odnieśli; czujemy zawiść do tych, którzy go – w przeciwieństwie od nas – osiągnęli.

„Taki to kapitalistyczny zwyczaj: tyle masz szacunku, ile masz pieniędzy”. (Pan Krzysztof; M. Szymaniak,Urobieni”);

„Jest jeszcze jedno wynagrodzenie, które ma wpływ na naszą satysfakcję z pracy. To poczucie docenienia, które w Polsce odczuwa jedynie 19 procent ankietowanych. W naszym kraju jest też największy odsetek osób uznających swoją pracę za społecznie bezużyteczną. O swoim zawodzie myśli tak około 14 procent Polaków”. (M. Szymaniak, „Urobieni”)

W ten sposób fetysz indywidualnego sukcesu zrywa solidarność społeczną. Skoro godność pracy nadawana jest przede wszystkim w relacjach społecznych, to praca stała się zatem sposobem organizowania podmiotowości oraz zajmowania pozycji w hierarchii społecznej. To zaś przenosi zadanie narracyjne na kolejny poziom: odzyskania opowieści o pracy jako tożsamościotwórczej i godnościotwórczej.

 

ROLA OPOWIEŚCI

Musi być ona budowana zatem w kontrze do dominującego w ostatnich trzydziestu latach wymazywania tradycji i spuścizny minionego okresu. Do 1989 roku przynależność do środowiska pracy stanowiła źródło tożsamości – a także zapewniała poczucie godności i organizowała sposób życia. W potranfsormacyjnej Polsce nastąpiło przekierowanie owych tożsamości zawodowych na poczucie przynależności kulturowej.

Na kolejnych debatach powracały pytania o możliwość wykorzystania tradycji pracy XX wieku i spuścizny PRL-u: spadku przemysłowego, kultury i historii klasy robotniczej – nasyconej etosem pracy, kolektywności, solidarności.

Brak narracji tożsamościowej o pracy objawia się ciekawym symptomem, na który zwracano uwagę: brak fabuł o pracy. Rozmówcy (debata IV) wskazywali na znikomość filmowych, teatralnych i literackich opowieści o pracy (odnotowali ledwie kilka spektakli teatralnych pokazujących negatywne doświadczenia pracownicze) oraz na zapotrzebowanie na stworzoną współcześnie opowieść o dobrze realizowanej i dobrze wynagradzanej pracy codziennej, w której pracownicy i pracodawca mają poczucie wspólnego interesu.

Z tak ustawionej optyki wynika, że goście debaty IV chcieliby fabuł instruktywnych: takich, które służyć będą za przykład, wzór, matrycę dla stosunków pracy. Zgodzić się można, że takich narracji brakuje. Nie jest jednak tak, że brakuje samych fabuł o pracy – w kontrze poszerzyć i wydłużyć (co najmniej do kilkudziesięciu) można listę. Byłyby to fabuły diagnostyczne, narracje-symptomy wskazujące i problematyzujące choroby, jakie dotyczą stosunków pracy w Polsce. Uzupełnić je można o „fabuły non-fiction”: w ciągu ostatnich lat przybywa reportaży literackich i filmów dokumentalnych opowiadającej o sytuacji pracowników w Polsce.

Fragmenty niniejszego tekstu ilustruję wypowiedziami konkretnych bohaterów reportaży (których autorzy byli gośćmi cyklu) nieprzypadkowo – faktyczna potrzeba opowieści, którą debaty odsłoniły, nie lokuje się w oczekiwaniu na konkretne dzieło czy tendencję w kulturze (analogicznie do „oczekiwania na «Lalkę» XXI wieku”), ale odsłania się w roli wypowiedzenia własnej, osobistej opowieści.

Chodzi o potrzebę ustanowienia, artykulacji oraz obrony biografii pracowniczej. W tym miejscu dochodzimy do najważniejszego, jak sądzę, elementu debat – udziału publiczności. Nieprzypadkowo w głosach tych dominowały odniesienia do własnych życiorysów – a wypowiedzi przybierały częstokroć bardzo emocjonalny ton. Wymiana (w sensie zmiany języka) narracji rozpoczyna się od wymiany (w sensie dzielenia między sobą) opowieści.

Indywidualna biografia powiązana jest z biografią zbiorową (grupy zawodowej etc.). Rekomendowany na debacie III biuletyn Inicjatywy Pracowniczej odzwierciedla powyższą dynamikę w konstrukcji artykułów – które stanowią swoisty pracowniczy ruch #metoo. Zaczynają się od indywidualnej opowieści, często przybierającej charakter wyznania, by następnie przejść do diagnozy problemu, a na koniec sformułować konkretne postulaty zmiany.

Jeśli więc uznajemy, że walka o warunki pracy – protesty, strajki, działalność związków zawodowych – staje się w tym momencie nadzieją na przełamanie fatalistycznego scenariusza (bo o przyszłości warunków pracy zadecyduje siła ruchu pracowniczego, jego determinacja i sposób organizacji) – to rozpoczyna się ona od własnej opowieści.

Jest to o tyle istotne, że kontrolowanie przez narrację neoliberalną sensu pracy służy także rozbrajaniu siły mobilizacyjnej pracowników – przede wszystkim poprzez wytwarzanie poczucia rywalizacji i sprzecznych interesów. Wobec tego jedną z najpilniejszych potrzeb jest zacząć budować myślenie w ramach innego, alternatywnego systemu. To zatem zadanie zmiany zbiorowej wyobraźni (która przełożyć się ma na wprowadzenie alternatywnego modelu w rzeczywistości, vide opisywany sojusz literatury i prawa).

W tym sensie – skoro narracja dominująca, neoliberalna, polega na skłócaniu, antagonizowaniu, rozczłonkowywaniu – podstawą zmiany musiałby być zawiązany sojusz; co wskazuje na konieczność wypracowania więzi.

O tych połączeniach trzeba myśleć inaczej niż dotychczas. Nie wystarcza zachęcać każdego do indywidualnej opowieści. Pozostanie na tym poziomie grozi bowiem modelem jednostronnej wymiany doświadczenia (wedle którego „wszyscy inni powinni poznać, doświadczyć i zrozumieć moją sytuację”).

Kłopotliwość owego rozwiązania nie wynika jednak wyłącznie z ignorowania negatywnych doświadczeń innych. Niebezpieczeństwo lokuje się (ponownie) w nastawieniu na konfrontację. W ten sposób łamane byłoby powtórnie – tym razem oddolnie – poczucie wspólnotowości i społecznej solidarności, a wzmacniany byłby zarazem system oparty na jednostkowości i nierównościach. Stąd konieczność włączanie do analizy uwarunkowań pracy afektów: nieufności, niepokoju, pogardy, frustracji.

W tym miejscu następuje szansa zbliżenia. Powstały sojusz nie rozgrywałby się w imię tego samego interesu (zawodowego) ani podobnej biografii pracowniczej, ale współdzielonych niepokojów i frustracji. Zatem – aby zmiana była możliwa – opowieść oprzeć należy nie tylko na doświadczeniach, ale na afektach.

Gdyby więc organizatorzy planowali spotkanie VI, bis – kontynuacja cyklu mogłaby nie toczyć się w formule debaty, ale otwartego mikrofonu lub wspólnego dyskusyjnego stołu.

 

JOANNA BEDNAREK

 

JOANNA B. BEDNAREK (ur. 1991) – doktorantka w Zakładzie Antropologii Literatury UAM, krytyczka literacka. Współautorka (z Przemysławem Czaplińskim i Dawidem Gostyńskim) książki „Literatura i jej natury" (2017). Współredaktorka tomów zbiorowych – m.in.: „Nowa humanistyka: zajmowanie pozycji, negocjowanie autonomii" (2017), „Prognozowanie teraźniejszości" (2018), „O jeden las za daleko. Demokracja, kapitalizm i nieposłuszeństwo ekologiczne w Polsce" (2019), „Rewolucje i utopie"(2019). Laureatka stypendium Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Redaktorka CzasuKultury.pl.

„NIE HAŃBI, ALE…. O PRACY W POLSCE XXI WIEKU”, cykl debat, styczeń-maj 2019, CK ZAMEK
Kuratorzy cyklu: prof. Anna Musiała, prof. Przemysław Czapliński
Organizatorzy: Centrum Humanistyki Otwartej, CK ZAMEK

 

zobacz także: „Spirala pesymizmu, albo dlaczego sojusz jest konieczny" („Nie hańbi, ale…” – debata I)

zobacz także: „Niech każdy sobie wymyśli coś najgorszego albo praca po końcu pracy" („Nie hańbi, ale...” – debata II)

zobacz także: „Prywatyzacja szczęścia, albo dlaczego partia pracy nie jest dziś możliwa” („Nie hańbi, ale...” – debata III)

zobacz także: Godność i inne przekleństwa, albo wartość pracy („Nie hańbi, ale...” – debaty IV-V)

 

Godność i inne przekleństwa, albo wartość pracy >>

„Niech każdy sobie wymyśli coś najgorszego”, albo praca po końcu pracy >>

Justyna Bargielska – dwa wiersze >>