Nowe życie zapomnianych pamiętników. O „Przepraszam za brzydkie pismo” Antoniny Tosiek
19 maja 2026

Debiut eseistyczny Antoniny Tosiek, poetki, literaturoznawczyni i badaczki dwudziestowiecznej diarystyki ludowej, to owoc imponującej pracy, która objęła ponad osiemset rękopisów nadsyłanych w latach 1933-95 na konkursy pamiętnikarskie dla mieszkańców wsi. Według szacunków autorki, mogło wziąć w nich udział nawet dziewięćdziesiąt tysięcy kobiet.
„Przepraszam za brzydkie pismo. Pamiętniki wiejskich kobiet” to wciągająca podróż przez dwudziesty wiek, opowiedziana głosami dotąd z perspektywy wielkomiejskiej ignorowanymi. W polu zainteresowania Tosiek znalazły się teksty, które nie przeszły przez sito lektorskie czy jurorskie: odrzucane jako „niewiarygodne, rozwlekłe” czy „dziewczyńskie ple ple”. Są to więc odłożone na półki archiwów naturszczykowskie, bez redakcyjnych ingerencji, zapisy obserwacji anonimowych bohaterek. Ich obszerne fragmenty autorka przytacza z zachowaniem oryginalnej, często błędnej pisowni, co zgrabnie minimalizuje efekt zapośredniczenia, z oczywistych względów nieunikniony w opracowaniach naukowych czy literackich reportażach.
Autorka nie tworzy jednak kolażu tekstów źródłowych sensu stricto, albowiem relacje pamiętnikarek opatruje szerokim komentarzem i w ten sposób kreśli własną narrację zaopatrującą czytelnika w niezbędne konteksty i wiadomości historyczne. Czyni to z jednej strony z wyczuciem i bez nachalnego nadmiaru naukowego, co skutkowałoby powstaniem ciężkostrawnego wywodu akademickiego o wysoko ustawionym progu wejścia, z drugiej zaś nie stosuje chwytów z zakresu poetyki emotywno-afektywnej, znanej nam z przeżywającej aktualnie swój boom literatury non-fiction. Rzetelne opatrzenie licznymi przypisami końcowymi i bogatą bibliografią pozwalają na weryfikację blisko dziesięcioletniej pracy autorki, oczywiście gdyby ktoś zechciał tego rodzaju trud factcheckingowy podjąć.
Książka składa się z pięciu autonomicznych zbiorów relacji uporządkowanych tematycznie, które autorka uznała za kluczowe dla swoich bohaterek. Pierwszy z nich to potrzeba opowieści, czy po prostu potrzeba bycia usłyszaną, a więc legitymizowania własnego istnienia przez zapis przeżyć i obserwacji, a te składają się na szerszy obraz meandrycznych i nieoczywistych przemian zachodzących na polskiej wsi, przede wszystkim zaś w jej żeńskiej części.
Edukacja, drugi istotny temat, to cel nadrzędny dla większości bohaterek, imponująco świadomych tego, którędy biegnie ścieżka emancypacji. Wiele z nich podejmuje trud kształcenia nadludzkim wysiłkiem, najczęściej kosztem snu. Trzeci zbiór dotyczy pracy, głównie na roli (na rodzinnym poletku lub w pegeerze), tak absorbującej, że na sen i podstawowe zabiegi higieniczne zostaje ledwo pięć czy sześć godzin w ciągu dnia. Ostatnie dwa to rozwój, głównie w PRL-u, życia społecznego i kulturalnego, dzięki tworzonej sieci domów kultury, służącej władzy za aparat propagandy i – najbardziej wstydliwa dziedzina – cielesność i kłopotliwe relacje intymno-uczuciowe.
Tosiek buduje poruszający obraz kobiet, które musiały pokonywać utrudniające rozwój przeszkody stawiane przez własne otoczenie i system. Bo jak znaleźć czas na naukę w międzywojniu, gdy kryzys szaleje, a rodzice mają wobec autorki własne plany, bez prawa do zażalenia? Jak rozwijać się w państwie socjalistycznym, co prawda wynoszącym na sztandary równość mężczyzn i kobiet oraz miast i wsi, ale równolegle tej ostatniej, zamieszkiwanej przez połowę ludności kraju, zapewniające leczenie siłami ledwo pięciu procent czynnych lekarzy? Jak pokolenie powojenne ma korzystać z dóbr kultury, skoro ubezpieczenie społeczne nie jest powszechne, a to oznacza pracę na polu do śmierci? Jak wreszcie ocenić to, że modernizacja i mechanizacja rolnictwa obejmuje głównie prace wykonywane przez mężczyzn, nie zaś lekkie tylko z nazwy zajęcia wiejskich kobiet?
Przepraszam nie kreśli kompletnego socjologicznie i historiograficznie obrazu polskiej wsi i zamieszkującej ją społeczności kobiet, a jest zbiorem małych, choć kluczowych narracji, z których szerokim strumieniem płyną też – oprócz faktów powszechnie znanych – opowieści dotąd nieoczywiste. Na przykład taka, że powszechny dostęp do aborcji od czasów Gomułki to mit dotyczący miast, bo na wsi z uwagi na konieczność zdobycia zaświadczeń i konsultacji u nieobecnych lekarzy, był czysto teoretyczny. Albo taka, że przez wiele lat po wojnie znaczną rolę w leczeniu nadal odgrywają znachorki, a porody odbierają miejscowe akuszerki zwane babkami. Czy wreszcie taka, że popularna w Polsce Ludowej Przyjaciółka, pismo dla nastolatek i młodych kobiet, osiągające w szczytowym okresie nakłady rzędu miliona egzemplarzy, miała dwie mutacje: miejską z aktualnymi doniesieniami modowymi i informacjami na temat nowoczesnej antykoncepcji, oraz wiejską, w której pisano o tym, co odgórnie uznano za interesujące dla kobiet spoza: jak usprawnić chów bydła czy wygodniej zajmować się domem.
Brzmi znajomo?
KRZYSZTOF KOCH
Antonina Tosiek, „Przepraszam za brzydkie pismo. Pamiętniki wiejskich kobiet”, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2025.



