Wit Szostak w „Suchych strugach” tańczy w parze ze wspomnieniami

18 maja 2026

„Postanowiłam porzucić całość i odkrywać znane szczegóły”. Wit Szostak w „Suchych strugach” tańczy w parze ze wspomnieniami, obracając melancholię i robiąc piruety z istotą opowieści 

Narratorka rozpoczyna historię od materialnego symbolu. Jest nim samotna ściana prawie wyburzonej kamienicy. Wyróżnia się na tle szarego krajobrazu swoimi barwami. Mijający ją przechodnie widzą kolorowe kwadraty, będące materią ludzkich mieszkań, pieczątką bytności odbitą w betonowej scenerii. Bohaterka odwiedza ścianę, siada na stercie desek i wspomina. Odczytuje kolory farby, warstwy zrywanej przez zjawiska pogodowe tapety, układ pokoi odkryty dzięki nowej optyce. Akcja, dziejąca się w minionym wieku, niosącym w sobie piętno wojny, pokazuje spojrzenie na sąsiedzkość. To właśnie ona jednoczy bycie obok i w zupełnie innych światach – własnych, małych galaktykach, połączonych wspólnymi sufitami i ścianami. Kobieta wsłuchuje się w dźwięki krzątania, analizuje plany dnia, obrazy wysnute z plotek i dostępnych oczom skrawków życia, sklejając je w opowieści o sąsiadkach. Kamienicę nazywa domem, łącząc strugi cudzych żyć, wyrastających z jednego źródła.

Sąsiadowanie jest sztuką domyślności

„Suche strugi” Szostaka skupiają się na zjawisku perspektywy, na odbieraniu siebie nawzajem. Cicha zależność mieszkańców kamienicy stanowi źródło historii o sąsiadkach – Nieistotnej, Niedorzecznej i Redaktorce – to one spajają różne style życia, odmienne emanacje kobiecości i inne podejścia do świata. Autor wchodzi w głowy bohaterek, nie szczędząc opowiadania o ich emocjach i opiniach. Perspektywa odbioru jest nakrapiana niewiadomą. Autor pokazuje, jak domysły stają się faktami, plotki tworzą postacie dwuformowe – klatkowe i te za zamkniętymi drzwiami – a pamięć zwodzi i robi ze wspomnieniami, co tylko zechce. Autor podaje, że „sąsiadowanie jest sztuką domyślności”, pokazując, że zależność ta łączy i dzieli, będąc pewnym rodzajem symbiozy. Wieści z życiorysów mieszkańców alienują obgadywanych, ale łączą mówiących, uzależniając ich od podmiotów, ich życia, będącego paliwem dla tworzenia więzi rosnących na domyślaniu się.

Różnorodność obrazów kobiecości przedstawiona poprzez odmienne charaktery bohaterek pozwala na rozmyślanie o schematach utartych, którym ucierają nosa, burząc stereotypy. Nieistotna nie lubi dzieci, ciesząc się, że jej własne jest wyjątkiem, ideałem, powodem do dumy, współczuje kobietom pracującym, a za swoje hobby uważa troskę o męża i córkę. Niedorzeczna odrzuca konwenans integracji, nie zakłada maski wymuszonego zadowolenia. Redaktorka emanuje kobiecością, przez niektórych uważaną za nieadekwatną do jej wieku, korzysta ze swojej seksualności oraz pokazuje wagę kobiecej przyjaźni.

Melancholia zwykłych żyć

Powieść pochyla się nad tym, czym jest zwyczajność życia, „[…] dreptanie w miejscu, w kółko, powrót po swoich śladach. Kolejne dnie oddzielone nocami bez snów, strumienie czasu zlewające się w jedną szarą rzekę”. Pesymizm istoty krzątania się ma w sobie przeciwwagę, stanowiąc punkt, od którego można się odbić. Autor podaje: „Może na tym polega melancholia wszystkich zwykłych żyć, nigdy nie zostaną opowiedziane”, mrugając tym zdaniem do czytających, świadomych obcowania z powieścią o niezwykłości zamkniętej w codzienności. Nie odbiera tym samym powagi melancholii, pokazując, jak ludzka percepcja przechodzi z myślenia o planach do zanurzania się w odbytym, zrobionym, wybranym, przeżytym, stającym się w końcu prywatną legendą.

Czytając, nie sposób myśleć o życiu bez przestrzeni. Centrum wszechświata mieszczące się w kamienicy rozszerza się na galaktykę, którą stanowi Podgórze. Ludzi nie dzielą wyłącznie piętra i zamknięte drzwi, ale także rzeka szerząca stereotypy i opinie na temat mieszkańców po jej obu brzegach, dzieląc ich na lepszych i gorszych. Ważność miejsca pojawia się również w formie bycia gdzieś, gdzie kiedyś byliśmy w innym czasie, innej formie, prawie innym życiu. Bohaterki unikają danych lokacji albo zanurzają się w nich, chcąc spotkać kogoś, zazwyczaj siebie z dawnych lat.

Wit Szostak bawi się z czytelnikami i ich pamięcią, pokazując, że budowanie wspomnień nie kończy się po ich przeżyciu, a historia jednego istnienia wymaga wielu perspektyw. Różnorodność narracji bohaterek, mieszanie wątków, które kumulują się w kamienicy, zawiłe ścieżki pamięci narzucają pytanie o to, co jest prawdą. Puenta powieści nie jest przekazana poprzez słowa – tworzy ją doświadczenie z czytania, stawiając odbiorcy pytania mieszające w sobie kwestie opowiadania, wspomnień, perspektywy, oceny i tego, w jaki sposób umysł konstruuje z tego całość. Historia jest pełna detali, wyznań z serc bohaterek, obcych, ale wyciągających do nas strugi znanego. Suche stają się mokre, płynąc do świadomości i mówiąc, że tworzony przez Szostaka świat emocji jest znajomy.

ALEKSANDRA GRZELAK

Autorka jest absolwentką dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM i studentką drugiego roku sztuki pisania na Wydziale Filologii Polskiej i Klasycznej. Chociaż aktualnie pisze pracę magisterską skupiającą się na fantastycznym świecie, to na swoich kartach zawodowych i wolontariackich ma wypisane twarde fakty z dziennikarskiej rzeczywistości. Członkini nowopowstałego kolektywu pisarek – Sztuczki.

Daj głos niemym ofiarom ekobójstwa. O książce „Delfiny i Belzebub” Wojciecha Tochmana >>

Postępująca niewidzialność w świetle reflektorów. O niezdmuchiwaniu świeczek na „Urodzinach” Weroniki Murek >>

O śmiechu śmiertelnie poważnie. „Kasperl i Margit” Macieja Płazy >>