Postępująca niewidzialność w świetle reflektorów. O niezdmuchiwaniu świeczek na „Urodzinach” Weroniki Murek

18 maja 2026

„Są urodziny, a to oznacza, że ciasto należy podpalić, świeczkę zaś zdmuchnąć”, pomyśleć życzenie (uwaga, bo jeszcze się spełni!), przyjąć brawa i wysłuchać trzeci raz kakofonicznego „Sto lat, sto lat, niech żyje, żyje nam”. Sęk w tym, że to nie ta historia – przyozdobiona girlandami, owinięta złotymi serpentynami czy ociekająca deszczem brokatowego konfetti. „Urodziny” Weroniki Murek to opowieść-odwrotka, w której nic nie jest takie, jakie może się wydawać na pierwszy rzut oka.

„Wiara, nadzieja, ambicja i delulu; cztery filary, na których wsparta jest jej osobowość”

Jaga Babażyna, główna bohaterka powieści, to dojrzała etatowa aktorka jednego z warszawskich teatrów. Śledzimy jej codzienność, dni spędzone na nagrywaniu audiobooków, słuchowisk radiowych czy graniu epizodów na planach filmowych. „Trzeba pracować, za wszelką cenę trzymać się pracy” – powtarza kobieta jak mantrę. Murek tworzy bohaterkę samowystarczalną, która wierzy w wyzwoleńczą moc aktywności zawodowej. Jednak od pewnego czasu Jaga czuje się spychana na margines, niezauważana przez środowisko. Kiedyś w „Baśni o pięknej Parysadzie i o ptaku Bulbulezarze” grała główną rolę – postać młodej, urodnej dziewczyny – teraz wciela się w starego, odpychającego derwisza. Czy to już jest czas, „który nigdy nie nadszedł, a już przeminął”? Czy Jaga Babażyna przeistacza się w Babę Jagę? Autorka stawia kobietę w niewygodnej pozycji i dodatkowo zsyła na nią Rodzinę – mężczyznę i dwójkę dzieci – która bezlitośnie będzie nawiedzać Jagę w najgorszych możliwych momentach.

„Tak wyglądają przecież współczesne historie grozy”

Jednym z elementów budujących dramaturgię Urodzin jest mariaż dwóch gatunków literackich – literatury obyczajowej z literaturą grozy. Konwencje te subtelnie się przenikają, mieszając porządki, uwypuklają wielopłaszczyznowość znaczeń symboli i wielopoziomowość głębi metafor. W powieściach grozy zjawiska paranormalne odgrywają rolę zwierciadła psychiki postaci, skrystalizowanych form ich strachów lub pragnień. Czy Rodzinę nawiedzającą Jagę można uznać za fantazmat, ucieleśnienie alternatywnej wersji życia bohaterki? Być może widma dzieci nachodzą kobietę, by poczuła żal z powodu utraty tego, czego nigdy nie miała? Czy lęk i postępujące szaleństwo są karą za niespełnienie oczekiwań, którymi społeczeństwo tak hojnie obarcza kobiety? Murek wykorzystując narzędzia charakterystyczne dla powieści grozy, stwarza nieskończone połacie możliwości interpretacyjnych. Autorka w sposób fascynujący gra czynnikami budzącymi niepokój, sprawnie żongluje potencjalnymi katalizatorami strachu, a przede wszystkim uświadamia czytelnikom, że to, czego się boimy, wcale nie pochodzi z paranormalnego porządku.

„Starość to czarny pies, brudny pies”

W powieści Murek proces starzenia się definiuje sam siebie poprzez działanie, ciągłe bycie w ruchu. Język Urodzin” obfituje w czasowniki kosztem przymiotników. Tytuły rozdziałów, których konstrukcja przypomina tematy etiud aktorskich, implikują dynamizm nadchodzącej akcji, nieprzerwaną aktywność, jakiej podejmuje się Jaga Babażyna, ale także stawanie i przeistaczanie się, nakładanie maski i wchodzenie w rolę: „Kobieta, która wraca do pracy”, „Kobieta, która przychodzi na przymiarkę” itd. Autorka, idąc na przekór stereotypowemu ukazywaniu starości za pośrednictwem opisów jej znamion fizycznych, portretuje ją od strony psychiki bohaterki. U aktorki „pojawia się zmęczenie, o którym opowiadali starsi. (…) Nie ma go jeszcze na stałe w sobie, ale już jest w stanie zwęszyć jego zapach, wyczuć coraz gęstszą obecność”. Murek stawia narratora niejako w pozycji operatora kamery, który stoi za Jagą i rejestruje jej własną interpretację rzeczywistości, wykorzystując do tego nałożony na obiektyw filtr myśli i przekonań kobiety. Dzięki temu głos bohaterki zostaje podbity, donośnie wybrzmiewa od pierwszej do ostatniej karty powieści. „Każdy chce mieć prawo do własnej opowieści”, a kto lepiej zrelacjonuje historię starzenia się Kobiety, stawania się niepotrzebną i niewidzialną, gdyż „przez wiek i płeć znajduje się już na obrzeżach sytuacji”, jak nie ona sama?

„To ostatecznie tylko teatr, nie wolno o tym zapominać”

Czytając Urodziny”, nie da się nie zauważyć, że Murek pisze sceną, jak i o scenie. Autorka wnikliwie eksploruje każdy aspekt teatralnego mikrokosmosu, obalając tym samym mity, którymi obrósł zawód aktorki. Zamiast lukru i romantycznego wyobrażenia dostajemy gorzką prawdę podpartą brutalnością realiów. Jak relacjonuje sama Jaga: „W tym zawodzie przebija się kilka osób, pozostali to ludzkie ostrużyny, to, co zostaje, kiedy człowiek przetraci całą energię i trzyma się jedynie nadziei na Wielką Zmianę”. Lecz wciąż „jest nadpodaż marzycieli”, którzy jeszcze nie wiedzą, że „miarą sukcesu jest móc się zajechać na śmierć”. Murek górnolotne i wręcz metafizyczne postrzeganie aktorstwa jako „prawdziwe powołanie” przeciwstawia przyziemnemu myśleniu o nim jak o zwykłej pracy; pracy, w której branie L4 nie powinno być odbierane jako znak załamania się, pracy w godnych warunkach, za którą otrzymuje się godne wynagrodzenie. Jaga wybrała zawód, „który wymaga przenoszenia duszy z jednego miejsca w drugie bez możliwości wytchnienia, sprawia, że człowiek staje się rozwibrowany, podatny na manipulacje”, podczas gdy „dobry stan psychiczny aktorek przekłada się na zyski”. Teatr w Urodzinach” jest tym, czym w rzeczywistości – zwykłą instytucją kultury, dla której wyrzeczenia nie są warte świeczki. Nie wolno o tym zapominać.

 Urodziny” Weroniki Murek są powieścią wieloznaczną, w której żaden element nie jest przypadkowy. Lektura pobudza czytelnika do stawiania licznych pytań, na które odpowiedzi musi znaleźć w sobie – swoich emocjach i doświadczeniach. Pomimo konkretnego osadzenia historii w faktycznym miejscu i środowisku autorka stworzyła opowieść o wydźwięku uniwersalnym, opowieść o godzeniu się z własnym losem. Bardzo więc proszę zająć miejsce na widowni i przygotować się na spektakl sezonu. A po przedstawieniu zapraszam na tort.

 

NATALIA IMBOR 

*Autorka jest absolwentką Instytutu Romanistyki Uniwersytetu Warszawskiego, studentką filologii polskiej oraz sztuki pisania na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Grała na deskach Teatru Powszechnego w Radomiu w spektaklu w reż. Macieja Wojtyszki, śpiewała na płytach Beaty Kozidrak i Ani Wyszkoni. Redaktorka „Głosu Dwubrzeża” – gazety o tematyce filmowej wydawanej podczas Festiwalu Filmu i Sztuki BNP Paribas Dwa Brzegi. Członkini nowopowstałego kolektywu pisarek – Sztuczki. Naukowo zajmuje się studiami nad piosenką. Dryfuje w codzienności, woli psy od kotów. Nie słodzi kawy.

Aga Zano: Ja nie potrzebuję koniecznie przyjemnych uczuć, ja potrzebuję ciekawych uczuć >>

Daj głos niemym ofiarom ekobójstwa. O książce „Delfiny i Belzebub” Wojciecha Tochmana >>

Wit Szostak w „Suchych strugach” tańczy w parze ze wspomnieniami >>