Ta proza nie pozwala się zdystansować – zmusza do bliskości. O „Arabeskach” Serhija Żadana

19 maja 2026

Żadan nie opowiada o wojnie jako o wydarzeniu historycznym czy militarnym. Wojna w „Arabeskach” jest stanem istnienia – czymś, co przenika każdą relację, każde wspomnienie i każdy gest.

„Arabeski” Serhija Żadana to książka, która boli nie dlatego, że jest pełna wizualnych opisów makabrycznych, krwawych scen, lecz dlatego, że pokazuje obrazy wojny tam, gdzie zwykle nie chcemy jej dostrzegać: w kuchniach, hotelowych pokojach, na stadionach, w rozmowach o pracy, w ciszy po śmierci. W codzienności. To proza, która nie krzyczy, a po cichu przeszywa umysł czytelnika.

Żadan nie opowiada o wojnie jako o wydarzeniu historycznym czy militarnym. Wojna w „Arabeskach” jest stanem istnienia – czymś, co przenika każdą relację, każde wspomnienie i każdy gest. Bohaterowie nie walczą na froncie, lecz zmagają się z jej konsekwencjami poza nim: z pustką, stratą, poczuciem tymczasowości życia. Czytelnik zostaje wrzucony w świat, w którym śmierć jest tak powszednia, że staje się zwykłą koleją rzeczy, następstwem, które może przyjść w każdej chwili. Wyczuwalny w narracji chłód sytuacji nie wynika z braku empatii, lecz z jej nadmiaru – z konieczności stłumienia uczuć, by móc dalej funkcjonować.

To, co najbardziej boli w „Arabeskach”, to właśnie „normalność” wojny. Bohaterowie rozmawiają o dzieciach, pracy, sporcie, miłości, a jednocześnie w tle stale obecne są miny, bombardowania, śmierć, utrata wzroku, pogrzeby. Żadan pokazuje, że wojna nie wyłącza życia – ona je deformuje. Wszystko trwa dalej, ale w krzywym zwierciadle. Każdy gest jest podszyty obawą, że jutra może nie być. Świadomość bliskości śmierci powszednieje, jednocześnie znieczulając na co dzień obcujące z nią osoby.

 

Autor celowo unika patosu i heroizmu. Zamiast wielkich narracji o bohaterstwie dostajemy historie ludzi zagubionych, zmęczonych, często niepewnych własnych emocji. Wojna, jej obecność i      konsekwencje stają się normą. Żadan demaskuje iluzję bezpieczeństwa i stabilności, w której wielu z nas nadal próbuje funkcjonować.

Emocjonalna siła tej prozy zawiera się przede wszystkim w języku. Żadan pisze oszczędnie, ale metaforycznie. Jego obrazy – puste miasta, ciemne klatki schodowe, zimne pokoje hotelowe – zapadają w pamięć dzięki swej prostocie i prawdziwości. Nie ma tu literackiej dekoracyjności; jest za to rytm, cisza i niedopowiedzenia. Czytelnik często zostaje sam z niewygodnym obrazem i musi się z nim emocjonalnie mierzyć aż do końca lektury.

Z perspektywy publicystycznej „Arabeski” są książką absolutnie konieczną „tu i teraz”. To literatura, która sprzeciwia się banalizacji wojny i zmęczeniu informacyjnemu. W świecie, w którym konflikt zbrojny w Ukrainie coraz częściej staje się jedynie nagłówkiem albo tłem dla innych wydarzeń, Żadan przypomina, że wojna wciąż trwa w ludzkich ciałach, relacjach i psychice. Ta proza nie pozwala się zdystansować – zmusza do bliskości.

„Arabeski” są też ważnym głosem przeciwko mitowi zwycięstwa. Żadan pyta, co zostaje po upragnionej wygranej i kto ponosi jej koszt. To szczególnie istotne w czasie, gdy narracje wojenne często upraszczają rzeczywistość do czarno-białych opozycji.

Ostatecznie „Arabeski” nie dają pocieszenia. Nie oferują katharsis ani nadziei. Jednak dają coś innego, mianowicie uczciwość wobec wojennej codzienności. To książka, która mówi, jak wygląda życie w cieniu wojny i tłumaczy, dlaczego boli, nie dając przyzwolenia na odwrócenie wzroku. Zostawia czytelnika z pytaniem nie o to, czym jest wojna, lecz jak bardzo stała się już częścią nas. Zmusza nas do przemyślenia jej oddziaływania ponad działania militarne, jako czynnik tak krzywdzący ludzkość, że jej skutki zostają w nas, w naszej psychice, w naszym ciele. Doświadczenie wojny staje się nieodłączną częścią naszej tożsamości, co może rzutować na przyszłe pokolenia.

MARIA HANDKE

Absolwentka polityki społecznej na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu. Obecnie studiuje sztukę pisania na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza oraz analitykę danych ekonomicznych na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu. Angażuje się w działalność społeczną i inicjatywy studenckie. Działa w nowopowstałym kolektywie pisarek – Sztuczki.

 

O śmiechu śmiertelnie poważnie. „Kasperl i Margit” Macieja Płazy >>

Daj głos niemym ofiarom ekobójstwa. O książce „Delfiny i Belzebub” Wojciecha Tochmana >>

Widzenie oraz niewidzenie wojny. „Być gościem w katastrofie” Tomasza Szerszenia >>