Trashowa mitologia prawdę ci powie. O „Strefie II” Karoliny Krasny

16 maja 2026

Do „Strefy II” Karoliny Krasny dostajemy nieoczekiwane zaproszenie – lekturowe opracowanie w pełnej odsłonie (plan wydarzeń, problematyka i tak dalej). Pozornie prosta eksplikacja, zamienia się jednak w smakowity haczyk, który łapczywie łykamy. Tym aktywizującym chwytem Karolina Krasny wprowadza nas w kolejną genezyjską opowieść, w której świat znajduje się w nieustannym procesie „stawania się”, a bóg porzuca swoje dzieło i wiesza się na starej sośnie: „tak jak wiesza się zapaszek w samochodzie”.

Sprzężenie zwrotne

Historię Strefy poznajemy na wyrywki, w cząstkach tworzących nakładające się na siebie niby-przypowieści, zgodnie z deklaracją, że „czas jest jak zdrowy kwiat”. Temporalność komplikuje się dalej, kiedy czytamy, że Strefa to stan „tuż przed”, wyimek w czasie, uskok z chronologicznej osi. Podobnie jak trzynasty miesiąc u Schulza, Strefa u Krasny staje się przestrzenią mityczną, opartą na kilku kluczowych punktach na mapie i garstce postaci trwających w dyskomforcie zawieszenia. Jednocześnie to wyjęcie spod praw linearności pozwala na uwydatnienie językowego procesu kształtowania świata. „Ktoś ciągle o nas mówi, ktoś inny ciągle o nas czyta. To nas pcha do przodu i nie pozwala zniknąć, a mi nie pozwala zamilknąć” – mówi jedna z bohaterek, tym samym konfrontując nas z ostentacyjną literackością Strefy. Opowieść Krasny dumnie deklaruje, że jest jedynie opowieścią i przypomina o nieokrzesanym, kreacyjnym potencjale języka. „Strefa II”  to skrupulatne sprawozdanie z procesu tworzenia, które działa niczym sprzężenie zwrotne – między Przewodnikiem a Strefą odbywa się „nieustające stwarzanie”, autor warunkuje istnienie dzieła, a dzieło autora i ta pętla musi trwać.

Krasny opowiada jednak nie tylko o tworzeniu świata literackiego – buduje własną mikromitologię, wykorzystując klasyczne genezyjskie konwencje. Nie waha się przy tym zasięgać fraz z weirdowsko-trashowego repertuaru, balansując między egzystencjalnym napięciem a lekkością języka. Te krótkie momenty konkretu i potocyzmu pozwalają ponadto na moment zbliżyć się do bohaterów i rozpoznać w ich doświadczeniach nasze własne. Spójrzmy chociażby na wyobcowanie i nieprzystawalność jako uczucie-źródło do transformacji świata przez Misti Marinę. Rzeczywistość Strefy stawia opór racjonalnym, znanym kategoriom, stąd zamiast figuratywności – feeria kolorów i faktur. Dopiero one umożliwiają rozpoznanie i działanie. Akcja nigdy nie ma jednak wymiaru ostatecznego, „bo projekt nieustannie aktualizuje się o rezultat”, dzieło o odczytanie, obiekt o spojrzenie i tak dalej.

W tej gęstej opowieści Krasny chwyta jeden z kluczowych problemów swoich bohaterów – próbę ustosunkowania się do otaczającego świata, który wymyka się znajomym i stałym narracjom. Ich zmagania przypominają naszą konfrontację ze współczesnością, równie absurdalną, toczącą się w zawrotnym tempie i niepoddającą się prostej racjonalizacji.

Zwrot w głąb

W świecie, w którym bóg popełnia samobójstwo, świątynie wypełniają znikające rzeczy, zabawa, sauna i łysiejący ludzie. Cztery sanktuaria oddzielają Strefę I od II, wyznaczając granice świata i miejsca dojścia, w których mieszkańcy poszukują rozwiązania. W rzeczywistości jednak w każdej z nich utykają jak w syzyfowym limbo, wciąż wchodząc po schodach, gubiąc włosy, skazani na porażkę, jednocześnie gotowi raz po raz powtarzać drogę. Pisząc o Świątyni Łysiejących Ludzi, Krasny daje świadectwo misternej literackiej roboty:

„Będziesz jak piłeczka krążąca między blatem a dłonią człowieka, który na coś czeka (wnętrze dłoni i sine chmury mają wiele wspólnego). Uznasz, że porusza tobą nieznana siła, chociaż siła wyjdzie od ciebie. Spadniesz, a gdy twoje włosy odrosną, sam zdecydujesz się znowu spróbować. Kamienne schody nie będą łaskawe, piasek nie będzie łaskawy, bar Cobra, w którym marznie Echo także nie będzie łaskawy. Będzie cierpliwie czekał, aż przejrzysz na oczy. Wejdziesz do knajpy łysy i smutny. Piwo i poranek przyniosą wam na plastikowej tacce”.

Profetyczny ton niepostrzeżenie wypływa z tekstu i uderza swoją przenikliwością. Kiedy mit i doczesność zderzają się w barze Cobra, na wierzch wychodzi surowe, przejmujące doświadczenie egzystencjalnego impasu.

„Strefa II” to jednak nie tylko opowieść o relacyjności względem świata, ale też skrupulatny zapis relacji międzyludzkich. Historia związku Misti Mariny splata się z opowieścią o patriarchalnej władzy, która jako „zbędne ziemskie wybrzuszenie” zmienia Złego Chłopca w Kapitana. Miłość jest tutaj schematem, w którym ona kocha z wiarą i nadzieją na lepsze, on kocha, wcale jej nie widząc. Seks zamiast orgazmu wieńczy Piekiełko, wyżerające bohaterkę od środka, dzieci zamykane są w spiżarkach, a ojcowie odchodzą. Tak mityczno-absurdalna przypowieść okazuje się głębokim studium dysfunkcyjnej rodziny, opartym nie na patosie a bolesnej, językowej precyzji.

Karolina Krasny wykorzystała swój architektoniczny zmysł do skonstruowania lektury gęstej i dopracowanej, która zachęca do kolejnych odczytań. Jej głębokie zaangażowanie to nie prosta polityczność, a misterna literacka praca, wyłuskująca najgłębsze afekty współczesności.

ZUZANNA STASIAK

Autorka jest początkującą krytyczką literacką, pracowała przy pierwszym numerze czasopisma „POZa Linią”. Ma za sobą współpracę z poznańskim Stowarzyszeniem Slamka, publikacje wierszy w kilku zinach i „Stronie Czynnej”. Na UAM studiuje filologię polską, prowadzi Koło Literatury Nowej i współtworzy Studencką Nagrodę Literacką Z BUTA.

 

Justyna Kulikowska: Wcześniej wydawało mi się, że muszę wejść z buta i wszystko skopać >>

O śmiechu śmiertelnie poważnie. „Kasperl i Margit” Macieja Płazy >>

Daj głos niemym ofiarom ekobójstwa. O książce „Delfiny i Belzebub” Wojciecha Tochmana >>