„Niech każdy sobie wymyśli coś najgorszego”, albo praca po końcu pracy

20 marca 2019

Debata „Praca – prawo, bezprawie, niejasny podmiot buntu”

Jarosław Urbański, Rafał Woś. Fot. M.Kaczyński ©CK ZAMEK

Istotność, a zarazem ciężar drugiej debaty z cyklu „Nie hańbi, ale…” zapowiadał już jej tytuł: „Praca – prawo, bezprawie, niejasny podmiot buntu”. Właściwy potencjał tematu ujawnił się jednak w swoistym motcie rozmowy, zaproponowanym na początku spotkania przez moderatora. Brzmi ono: „Czego właściwie trzeba, żeby ludzie wyszli w tym kraju na ulicę?”.

 

Słowa te są cytatem z dramatu Pawła Demirskiego „Śmierć podatnika, czyli demokracja musi odejść, bo jak nie, to wycofuję moje oszczędności” (2007) i wieńczą improwizowany konspekt przemówienia z okazji Święta Brania Kredytów. Bohater postanawia postraszyć tłum – szuka zatem tego, co „podkręci i wkurwi”. Zapowiada więc postępującą biedę, konieczność spłaty wszystkich zaciągniętych kredytów w ciągu siedmiu dni (pod groźbą bezdomności i utraty rodziny), denominację pieniądza, krach, szkodliwe (a nawet śmiercionośne) działania korporacji legitymizowane przez prawo i wspierane przez państwową gospodarkę („za nasze narodu pieniądze”). Wszystko to okazuje się niewystarczające – w końcu na pytanie: „czego właściwie trzeba, żeby ludzie wyszli w tym kraju na ulicę?” bohater sam sobie udziela wątpiącej odpowiedzi: „chyba przecen?”.

 

Wszystko, o czym w monologu u Demirskiego mowa, wydaje się dla lutowej debaty równie istotne co samo motto. Inspirujące jest zwłaszcza zdanie, które motto bezpośrednio poprzedza (stanowiące ostatnią nadzieję na „podkręcenie” społecznych emocji): „niech każdy sobie wymyśli coś najgorszego i że to właśnie się wydarzy, jak w mordę strzeli”.

 

ĆWICZENIE Z WYOBRAŹNI

Ćwiczenie z wyobraźni stanowiło punkt kulminacyjny debaty. Goście spotkania – Anna Musiała, Jarosław Urbański i Rafał Woś – zmierzyli się wówczas z pytaniem o to, kto w warunkach kryzysu mógłby być podmiotem buntu.

 

Gdyby posłuchać podpowiedzi Guya Standinga, odpowiedź powinna brzmieć: „prekariat” (nazwany przez niego „nową niebezpieczną klasą”). Gdyby iść za polemicznymi omówieniami, prekariat okazywałby się niepewnym podmiotem rewolucji, gdyż jest coraz liczniejszą grupą, ale nie jest jeszcze klasą – w sensie uzyskania samoświadomości, uzwiązkowienia i zdolności buntu.

 

Paneliści nie szukali jednak podmiotu buntu wśród klasy – wskazywali na określone grupy i konkretne bunty, które miały miejsce w potransformacyjnej Polsce. W tym sensie – przekonywali – błędne okazuje się przekonanie, że może istnieć grupa w ogóle do buntu niezdolna: każdy zakład pracy jest zalążkiem kolektywu i artykulacji społecznego protestu.

 

Wspólnym mianownikiem odpowiedzi byłaby zatem propozycja, by wyobrażenia przyszłości opierać na analizie dostępnej i znanej przeszłości. Ten ruch stanowi jednak nie tylko indywidualny postulat rozmówców, ale również zwięzły opis przebiegu samej debaty. Przed wskazywaniem podmiotów buntu goście rozmawiali bowiem o dyskursywnych opisach pracy z przełomu XX i XXI wieku i ich konsekwencjach, o spuściźnie PRL-u, o skutkach transformacji ustrojowej w Polsce. W dyskusji poruszali się między rozmaitymi biegunami: końcem pracy a jej przybywaniem; przeszłością a przyszłością; społecznym a prawnym postrzeganiem pracy.

 

PRACA PO KOŃCU PRACY

Za punkt wyjścia rozmowy posłużył skrót z piśmiennictwa ostatniego trzydziestolecia. Przełom XX i XXI wieku przynosi diagnozy, analizy i prognozy, które – za tytułem książki Jeremy’ego Rifkina – określić można hasłem „koniec pracy”. W ostatnich latach z kolei – za sprawą licznych książek (reportaże literackie, prace naukowe, książki publicystyczne) – refleksja na temat pracy powraca i intensyfikuje się. Owa dynamika wskazywałaby, że w obrębie pracy zmienia się coś na tyle istotnego, że praca zarazem się „kończy”, jak i „zaczyna”.

 

Goście rozmowy byli zgodni, że o końcu pracy (jako takiej) nie ma mowy. Rafał Woś stwierdzał, że praca nie tylko „jest”, ale w pewnym sensie „powraca” – w znaczeniu „perwersyjnego” (określenie Wosia) powrotu do rzeczywistości z roku 1897. Chodziłoby o to, że relacje władzy, które wynikają z relacji między pracą a kapitałem, są bliższe realiom ówczesnego kapitalizmu niż rzeczywistości z drugiej połowy XX wieku.

 

Jarosław Urbański zwracał uwagę na to, że diagnozy Rifkina dotyczyły wyłącznie wycinka świata – stanowiły spojrzenie przez pryzmat Ameryki Północnej i Europy Zachodniej. Tymczasem w ostatnich kilku dekadach nastąpiły znaczące zmiany w globalnym podziale pracy. Pracy fizycznej globalnie nie ubyło, ale faktycznie przybyło – została ona alokowana do Azji, Ameryki Południowej, a także do Polski, gdzie procesowi deindustrializacji zaczął towarzyszyć proces nowej industrializacji (poprzez specjalne strefy ekonomiczne etc.). To samo dotyczy czasu pracy – wszystkie badania socjologiczne dowodzą, że po końcu pracy w Polsce pracujemy dłużej.

 

Koncepcja „końca pracy” faktycznie posłużyła jako ideologiczny wytrych rozbrajający dyskursywną siłę pracowników do sprzeciwu. Przeciw czemu bowiem się buntować i na co narzekać, kiedy praca przyjęła inny charakter i została unieważniona? Koniec pracy był zatem potrzebny do wykształcenia nowych form reżimu i wyzysku pracy. Tendencja do unieważniania pracy jest więc konsekwencją triumfu neoliberalnego kapitalizmu.

 

Tezie o końcu pracy przeczy także – na co zwracała uwagę Anna Musiała – perspektywa prawa. Gdyby bowiem praca zanikała, nikłaby także konieczność jej prawnego normowania. Tymczasem konieczność kodyfikacji jest w ostatnim czasie wzmożona – przybywa zatem przepisów, norm i regulacji. Jednocześnie dokonuje się istotna zmiana w doktrynie prawnej (choć nie w praktyce – gdyż dyskurs ten nie przekłada się na działania ustawodawcy): kończy się myślenie o pracy jako towarze, a zaczyna ujmowanie pracy jako wartości.

 

POSTULATY

Tak zdiagnozowane przemiany stanowiły płaszczyznę do formułowania postulatów – a zatem wykorzystania przysługującej obywatelom inicjatywy prawodawczej. I choć moderator pozwolił gościom na wskazania ogólne i dopiero czekające na przekształcenie w prawny konkret – odpowiedzi były bardzo precyzyjne.

 

Rafał Woś przyznawał, że był zwolennikiem dorobku ubiegłorocznej Komisji Kodyfikacyjnej – zwłaszcza zapisu o tym, że umowa ustna między pracownikiem a pracodawcą to domysł zawarcia umowy o pracę. W zapisie owym chodziło zatem o próbę zablokowania wmontowanych w polskie prawo możliwych obejść systemu i osłabienia dyktatu pracodawców. Jarosław Urbański – sceptyczny wobec komisji kodyfikacyjnych jako takich – postulował skrócenie czasu pracy. Redukcja ta nie prowadzi do „końca pracy”, lecz do jej ograniczenia – a tym sposobem przyczynić się ma (wedle Urbańskiego) do zniesienia pracy najemnej.

 

Postulaty pozwalały jednocześnie na spojrzenie w przeszłość: pierwsze ruchy w kierunku skrócenia czasu pracy wykonano bowiem w II Rzeczpospolitej (poprzez wprowadzenie tzw. „sobót angielskich”). Międzywojenne prawodawstwo ma przecież znaczące osiągnięcia w zakresie prawa pracy – wprowadzono wówczas takie fundamentalne zapisy jak kwestia ośmiogodzinnego dnia pracy i możliwości zrzeszania się w związkach zawodowych.

 

CO Z PRL-u?

Wzmożone zainteresowanie pracą w piśmiennictwie w ostatnich latach jest być może wciąż niewielkie w porównaniu z latami 70. i 80., kiedy dyskurs pracy był centralnym punktem debaty publicznej. Z tego względu kolejnym ważnym minionym okresem, do którego odwoływano się w debacie, był PRL.

 

W odpowiedzi na pytanie Przemysława Czaplińskiego goście rozważali możliwość wykorzystania w sposób tożsamościotwórczy, godnościotwórczy, solidarnościowotwórczy peerelowskiej spuścizny i tradycji pracy. Miałoby to się odbywać w kontrze do dominującego w ostatnich trzydziestu latach wymazywania spadku przemysłowego, kultury i historii klasy robotniczej – nasyconej etosem pracy, kolektywności, solidarności.

 

Zwracano uwagę, że do dzisiaj przetrwały szczątkowo pewne dobre praktyki, a ukryte pozostały wartościowe tradycje. Przykładem dobrych praktyk byłyby zakładowy fundusz świadczeń socjalnych. Zaś przykład wartościowych tradycji stanowi program Samorządnej Rzeczypospolitej (o znaczeniu którego pisał wcześniej także Jan Sowa w książce „Inna Rzeczpospolita jest możliwa!”).

 

Inną zakrytą przez transformację wartością ze społecznej historii PRL-u byłaby niepokorna energia klasy robotniczej – bunty z lat ‘56, ‘70, ‘80 były zrywami robotniczymi (nie zaś – jak się dziś je określa – narodowymi). Pewne elementy ideologii narodowej wykorzystywano w nich głównie do forsowania postulatów robotniczych. Podkreślanie owego faktu wydaje się tym bardziej istotne, że aktualnie nasila się dyskurs „narodowy”, który ułatwia polityce historycznej przejmowanie owych buntów i wpisywanie ich w długą martyrologiczną tradycję wyzwoleńczych zrywów.

 

Potransformacyjna Polska rozmyła tradycję robotniczej niepokorności i buntów nie tylko w perspektywie opowieści historycznej, ale także w rzeczywistości organizacji zakładów pracy. Z tego względu powtórzenie „Solidarności” jako masowego ruchu robotniczego wydaje się w aktualnych warunkach niemożliwe. Neoliberalny model zablokował szanse wykreowania podmiotu buntu zarówno w sensie dyskursywnym (ustąpienie kolektywności na rzecz afirmacji jednostkowej konkurencyjności), jak i prawnym (na co zwracała uwagę Anna Musiała).

 

SZOROWANIE DNA, CZYLI BIOGRAFIA WYOBRAŻONA

Przebieg debaty był zgodny z konspektem przemówienia z dramatu Demirskiego. Zanim więc rozpoczęto szukanie odpowiedzi na to, czego aktualnie trzeba, żeby ludzie wyszli na ulice, każdy musiał wymyślić sobie wydarzenie się czegoś najgorszego. Przemysław Czapliński, przywołując reportaże wcieleniowe („Na samym dnie” Güntera Wallraffa, opisane przez Ilonę Rabizo zatrudnienie w zakładzie przetwórstwa mięsnego, „Pracowałem na czarno w Uber Eats” Piotra Szostaka) zapytał gości o to, jakie zatrudnienie chcieliby/powinni podjąć, aby lepiej zrozumieć warunki pracy, kwestię prawa pracowniczego, uzwiązkowienia etc.

 

Pytanie to nie służyło wyobrażonemu spełnieniu indywidualnych lęków, ale zarysowaniu panoramy nierówności – reżimu pracy i wyzysku pracowników w Polsce. Opowieści dotyczyły zwłaszcza migrantów: Ukrainek i Ukraińców, Mołdawianek i Hindusów; ale także seniorów zatrudnianych w outsourcingu. Co jednak zaskakujące, w kontrze do tego pojawiły się także analizy pracy, która zarówno w powszechnym, jak i indywidualnym/osobistym wyobrażeniu uznawana jest za dobrą, intratną, ekskluzywną, a faktycznie okazuje się odczłowieczająca – a zatem niewolnictwa wobec korporacji (także wśród zatrudnionych na wysokich stanowiskach). Tak poszerzona perspektywa odsłoniła konieczność większą (i być może trudniejszą) niż budowanie biografii wyobrażonej – jest nią budowanie pracowniczej samoświadomości.

 

WYPOWIEDZENIE AUTOBIOGRAFII

Samoświadomość taka powinna być powiązana z biografią indywidualną (pracowniczą) oraz zbiorową (grupy zawodowej etc.). Nieprzypadkowo zatem, jak się wydaje, w głosach publiczności dominowały odniesienia do własnych życiorysów. Obrona zarówno swojej biografii, jak i biografii cudzej (o czym świadczyła gorąca dyskusja o górnikach) okazała się istotniejsza niż postulaty zmian prawnych czy wyobrażenia przyszłości pracy.

Jeśli zatem pierwsza debata z cyklu o pracy wskazała, że dla wykreowania zmiany konieczny jest sojusz budowany na wymianie doświadczeń i afektów, druga dodała do tego konieczność wypowiedzenia (w sensie ustanowienia i artykulacji) oraz obrony własnej i cudzej biografii pracowniczej.

 

JOANNA BEDNAREK

 


JOANNA BEDNAREK
 (ur. 1991) – doktorantka w Zakładzie Antropologii Literatury na Wydziale Filologii Polskiej i Klasyczne UAM, krytyczka literacka. Współkuratorka projektu „Wspólny świat” i cyklu debat „Prognozowanie teraźniejszości”. Współautorka (wspólnie z Przemysławem Czaplińskim i Dawidem Gostyńskim) książki „Literatura i jej natury” (2017). Członkini założonej przy Instytucie Teatru i Sztuki Mediów UAM grupy badawczej „Posthuman Performance Working Group”. Laureatka stypendium Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

„NIE HAŃBI, ALE…. O PRACY W POLSCE XXI WIEKU”debata II Praca – prawo, bezprawie, niejasny podmiot buntu”, goście: prof. Anna Musiała, Rafał Woś, Jarosław Urbański, prowadzenie: prof. Przemysław Czapliński, 27.02.2019, g. 18, CK ZAMEK / Scena Nowa 
Kuratorzy cyklu: prof. Anna Musiała, prof. Przemysław Czapliński
Organizatorzy: Centrum Humanistyki Otwartej, CK ZAMEK

zobacz także: Spirala pesymizmu, albo dlaczego sojusz jest konieczny („Nie hańbi, ale…” – debata I)

 

Common future, czyli o pracy w Polsce XXI wieku („Nie hańbi, ale…” – podsumowanie) >>

Godność i inne przekleństwa, albo wartość pracy >>

Justyna Bargielska – dwa wiersze >>