Oran – miasto zamknięte. „Dżuma” Alberta Camusa

7 czerwca 2020

Fot. M. Kaczyński ©CK ZAMEK

„Dżuma to  nie tylko egzystencjalna paraboliczna narracja o zmaganiu człowieka ze złem, ale także powieść o strasznych konsekwencjach życia w izolacji od natury – pisze Joanna B. Bednarek o powieści Alberta Camusa.

Miasto nigdy […] nie jest przestrzenią neutralną, […] co oczywiście dla pisarza osadzającego fabułę swego dzieła w miejskiej przestrzeni nie może być obojętne.
Michał Głowiński, „Mity przebrane”

 

W „Notatnikach Alberta Camusa, pośród wpisów dotykających różnych spraw i rejestrów, znajduje się obserwacja dotycząca stopniowego usuwania natury z pola widzenia i pisania[1]. Refleksja ta zbiega się z datą wydania „Dżumy[2] – jak sądzę, nieprzypadkowo. Ową zbieżność traktuję jako punkt oparcia i wyprowadzam z niej zasadniczą tezę niniejszego tekstu: „Dżuma jest powieścią o (trudnej) relacji człowieka z naturą.

 

„Wprowadzić atmosferę Oranu”[3] odnotował Camus rozpoczynając pracę nad drugą wersją powieści. Zgodnie z tym założeniem, opis miasta wypełnia pierwsze strony książki. Niemal od razu narrator wydobywa paradoksalną osobliwość[4] przestrzeni: „[…] na pierwszy rzut oka Oran jest zwykłym miastem i niczym więcej jak prefekturą francuską na wybrzeżu algierskim”, ale „po pewnym czasie można zauważyć, co je odróżnia od tylu innych miast handlowych pod wszystkimi szerokościami” [DŻ 7]. O owej różnicy decydują dwa sprzężone ze sobą czynniki: topografia i klimat.

Pierwsze, a zarazem największe dziwactwo można zaobserwować jeszcze przed wejściem w przestrzeń Oranu – jest nim usytuowanie miasta na szerszej mapie wybrzeża Algierii:

 

zaszczepiono je w niezrównanym pejzażu, pośrodku nagiego płaskowzgórza otoczonego świetlistymi dolinami nad zatoką o doskonałym rysunku. Można tylko żałować, że miasto zbudowano tyłem do tej zatoki, niepodobna więc dostrzec morza, którego zawsze trzeba szukać [DŻ 8-9].

 

Takie położenie jest nie tylko nieatrakcyjne, ale również niepraktyczne i nielogiczne z punktu widzenia ekonomii miasta. Oran jest ważnym portem handlowym i pasażerskim („port ten był jednym z pierwszych” [DŻ 51]), ośrodkiem przemysłowym. Otwarcie na zatokę, połączenie jej z infrastrukturą miejską, z perspektywy handlowo-turystycznej byłoby ożywcze, użyteczne, generujące zyski. Zbudowanie miasta tyłem do zatoki nie jest jednak równoznaczne z rezygnacją z praktyki przemysłowo-towarowej – dopiero epidemia spowoduje ustanie cyrkulacji kapitału: „wielkie rozbrojone żurawie, przewrócone na bok wagoniki, samotne stosy beczek i worków na nabrzeżach świadczyły o tym, że handel również zmarł na dżumę” [DŻ 51]. Odwrócenie miasta nie jest wymierzone w port, ale w samą zatokę i morze – nie jest aktem buntu przeciw przemysłowi i handlowi, ale pierwszym zanegowaniem powiązania miasta z naturą.

Druga topograficzna osobliwość wpisana jest bezpośrednio w panoramę miasta. Oran to „miasto pozbawione malowniczości, roślinności i duszy” [DŻ 8], „miasto bez gołębi, bez drzew i ogrodów, gdzie nie uderzają skrzydła i nie szeleszczą liście, miejsce nijakie” [DŻ 7]. Camus oczywiście radykalizuje, przerysowując charakterystykę – faktyczny Oran nie jest miastem bez drzew, roślin, parków (choć często w opisach miasta przyjezdni podkreślają znikomość terenów zieleni i duszność algierskich ulic). Przebudowa i modernizacja miasta, do jakiej doszło w XIX wieku nie tyle usunęła naturę z przestrzeni[5], ile z pola widzenia i świadomości mieszkańców. Camus celowo w opisie powieściowego Oranu wzmacnia tę niewidoczność, czyniąc z niej nieobecność. Kwestią obecności i dostrzegalności przyrody pisarz grał będzie przez całą powieść.

Wyrugowanie z przestrzeni miejskiej natury skutkuje kolejną osobliwością Oranu – specyficznym klimatem.

 

Zmiany pór roku czyta się tylko w niebie. Wiosnę oznajmia jedynie jakość powietrza lub koszyki kwiatów, które drobni sprzedawcy przywożą z okolicy: wiosnę sprzedaje się na targach. W lecie słońce zapala zbyt suche domy i pokrywa mury szarym popiołem; wówczas można żyć tylko w cieniu zamkniętych okiennic. Jesienią natomiast potop błota. Pięknie bywa tylko zimą [DŻ 7].

 

Nie o szpetotę jednak chodzi, ile o atmosferyczną stagnację – Oran jest miastem bez cyrkulacji czegoś innego niż kapitał[6]. Owa klimatyczna zastygłość powoduje, iż wymianie nie podlegają także emocje i uczucia, nie następuje różnicowanie czynności i praktyk[7]. Wszystko to sprawi także, że mieszkańcy miasta przegapią przyjście dżumy.

Powieściowa charakterystyka miasta wskazuje, że Oran (dosłownie) odwraca się od natury i wypiera ją, wyrzuca poza swoje granice administracyjne. Camus nie poprzestaje jednak na tym – wskazuje, iż obojętność wobec natury stopniowo przeradza się we wrogość.

Uosobieniem owej wrogości jest obserwowany przez Tarrou staruszek, odprawiający dziwny rytuał:

 

Pokój wychodził na małą poprzeczną ulicę, gdzie koty spały w cieniu murów. Ale co dzień po obiedzie, w godzinach, gdy całe miasto drzemało w upale, na balkonie z drugiej strony ulicy zjawiał się mały staruszek. Wyprostowany i srogi w swym ubraniu o wojskowym kroju, z włosami białymi i zaczesanymi starannie, wołał na koty: „Kici, kici”, w sposób powściągliwy i zarazem łagodny. Koty podnosiły oczy blade ze snu, nie ruszając się jeszcze. Staruszek darł papier na małe kawałki nad ulicą i zwierzęta, znęcone tym deszczem białych motyli, zbliżały się ku środkowi jezdni, wyciągając z wahaniem łapy ku ostatnim skrawkom papieru. Mały staruszek pluł wówczas na koty z siłą i precyzją. Gdy plwocina osiągała swój cel, śmiał się [DŻ 21].

 

Uderzająca jest perfidia, na którą wskazuje dysonans między łagodnością wabienia a faktyczną odrazą. Opluwanie to jeden z najprostszych mechanizmów okazania pogardy – tym bardziej upokarzający, iż wiąże się z ubrudzeniem wydzieliną z cudzego ciała. Mówiąc prościej: to ubrudzenie brudem[8]. Brud nie jest pierwotną cechą kotów. Zwierzęta nie są nieczyste z powodu przynależności do porządku natury – brud (oznaczający bycie na nie miejscu) jest im przypisywany permanentnie przez człowieka. Podział na czyste i nieczyste pociąga za sobą waloryzowanie nie tylko estetyczne (brud, brzydota – piękno), ale i etyczne (skalanie, zmaza – czystość) – owo uwikłanie wartościujące stanowi wytłumaczenie sceny obserwowanej przez Tarrou. Faktycznie bowiem rytuał odprawiany przez staruszka nie ma żadnego uzasadnienia dla funkcjonowania miasta. Jest to po prostu praktyka okazywania pogardy zwierzętom, akt wypowiadania swojej wrogości wobec natury. Plucie jest symbolicznym oddaniem naturze tego, czego człowiek się w niej domyśla: ohydności. Postawy staruszka nie należy przy tym traktować jako ekscentrycznej osobności względem pozostałych mieszkańców miasta – co potwierdza komentarz z którego wynika, iż Tarrou traktuje staruszka i jego rytuał życzliwie [DŻ 21].

 

W tak nakreślonym mieście dochodzi do sytuacji granicznej: pojawia się w nim zaraza – co skutkuje wprowadzeniem „stanu wyjątkowego”. Określenie to jest nieprzypadkowe, zawiera w sobie całość praktyk i zachowań wobec epidemii, jakie stosują obie strony – „miasto” i „natura”. Właściwie natura na dżumę reaguje podobnie jak ludzie: poddaje Oran kwarantannie („Milczące chmary ptaków, drozdów ciągnących z południa, przelatywały bardzo wysoko, ale omijały miasto, jak gdyby maczuga Paneloux, dziwaczny kawał drewna obracający się z gwizdem nad domami, trzymała je na uboczu” [DŻ 118]) i zawiesza panujące w nim dotychczas prawa i reguły (anomalie pogodowe). Wzmacnia to przekonanie bohaterów, że natura panuje[9] nad dżumą: „Mieszkańcy powiadali, że to wiatr roznosi zarodki infekcji. «Wiatr miesza karty» – mówił dyrektor hotelu” [DŻ 106].

Mieszkańcy Oranu przez cały czas trwania epidemii przekonani są, że dżuma przyszła nagle i niespodziewanie – do tego stwierdzenia należy jednak podejść z pewną podejrzliwością. W studium „Zaraza. Mitologia dżumy, cholery i AIDS Monika Sznajderman osobny rozdział poświęca zwiastunom epidemii. Zwraca przy tym uwagę, iż najistotniejsze ostrzeżenie przed zarazą stanowiły objawy meteorologiczne. Pośród oznak „magicznych”, raczej wytwarzanych przez wyobraźnię czy kulturę, pojawiają się oznaki „naturalne”, faktyczne: „należą do nich częste mgły, nadmiar opadów w nieodpowiedniej porze roku, grzmot […], częste zmiany pogody[10]”. Później następuje obumieranie roślin, potem śmierć zwierząt. Symptomy te cechuje oczywiście gwałtowność, ale narastają one stopniowo. Zmiany w naturze stanowią ostrzeżenie przed zbliżającą się epidemią. Zatem mieszkańcy Oranu – odwróceni od natury, niezwracający uwagi na pogodę – nie spodziewali się zarazy, gdyż nie mogli/ nie byli zdolni zauważyć pierwszych ostrzeżeń. Dopiero masowa śmierć szczurów[11] i pierwsze przypadki zachorowań ludzi wprowadzają niepokój, który skutkuje stopniową obserwacją natury. Mieszkańcy miasta z opóźnieniem odnotowali, iż

 

pogoda się popsuła. Nazajutrz po śmierci dozorcy wielkie mgły pokryły niebo. Krótkie i gwałtowne deszcze spadły na miasto; ciepło niosące burzę nastąpiło po tych nagłych ulewach. Nawet morze straciło swój głęboki błękit i pod mglistym niebem nabierało połysku srebra czy żelaza raniącego oko. Skwar lata wydawał się lżejszy od wilgotnego ciepła tej wiosny. W mieście, zbudowanym na kształt ślimaka na płaskowzgórzu i ledwo otwartym na morze, panowało ponure odrętwienie [DŻ 24].

 

Dopiero od momentu ogłoszenia epidemii bohaterowie regularnie obserwują pogodę. To zjawiska atmosferyczne przypominają o panującej epidemii („Głuchy gwizd gdzieś w czarnym niebie […] przypomniał mu o niewidocznej zarazie, która mieściła niestrudzenie ciepłe powietrze” [DŻ 66]), świadczą o jej natężeniu („Ponieważ te pierwsze upały zbiegły się z gwałtownym wzrostem liczby ofiar […] przygnębienie ogarnęło miasto” [DŻ 71]), ilustrują społeczne nastroje („tylko wiatr wydawał nieustanne skargi. Od wzburzonego i wciąż niewidzialnego morza szedł zapach wodorostów i soli. To puste miasto ubielone kurzem, nasycone zapachem morza, dźwięczące krzykami wiatru, jęczało wówczas jak nieszczęśliwa wyspa” [DŻ 106]), są narzędziem zaprowadzania porządku („Z początkiem października wielkie deszcze wymiotły ulice” [DŻ 118]). Rosnąca świadomość sprzężenia natury ze stanem miasta spowodowała, że mieszkańcy nie tylko zaczęli obserwować naturę, ale jej doświadczać: „Widząc ich, miało się wrażenie, że po raz pierwszy odczuwają bezpośrednio pogodę. […] Kilka tygodni wcześniej wymknęliby się tej słabości i nierozumnemu poddaństwu” [DŻ 50].

Opisanie doświadczanie pogody było dla Camusa bardzo istotne. Na kartach „Notatników odnotował początkowy pomysł, by odczuwanie natury było punktem dojścia, zakończeniem edukacji bohatera i zwieńczeniem powieści: „Po dżumie słyszy deszcz po raz pierwszy”[12]. Ostatecznie pisarz przeniósł tę scenę na wcześniejszy etap powieści (i zarazem wcześniejszy etap zarazy). Zamiast niej relacje człowieka z naturą zwieńczone zostają sceną zastrzelenia psa przez Cottarda.

 

Nagle z drugiej strony ulicy wypadł pies, pierwszy, jakiego Rieux widział od dawna; był to brudny wyżeł, którego właściciele ukrywali zapewne dotychczas; biegł wzdłuż murów. Niedaleko bramy zawahał się, usiadł na zadzie i położył się, żeby łapać pchły. Wezwały go gwizdki policjantów. Pies podniósł głowę, potem zdecydował się przejść powoli przez jezdnię, żeby obwąchać kapelusz. W tej samej chwili padł strzał z rewolweru z drugiego piętra i pies jak naleśnik przewrócił się na drugą stronę; ruszał gwałtownie łapami, aż w końcu upadł na bok i długo jeszcze wstrząsały nim drgawki [DŻ 187-188].

 

Mieszkańcy Oranu nie potrafią zatem wytworzyć relacji z naturą i ułożyć jej na zasadach współistnienia poza stanem wyjątkowym. Koniec epidemii oznacza powrót do wcześniejszych wrogich stosunków[13].

 

„Dżuma to zatem nie tylko egzystencjalna paraboliczna narracja o zmaganiu człowieka ze złem, ale także powieść o strasznych konsekwencjach życia w izolacji od natury.

Powieść realizuje przekonanie nowoczesności o dwóch wersjach występowania natury: w pierwszej jest ona niewidoczna (początek powieści); w drugiej przyroda wdziera się do świata ludzkiego, burzy go i rujnuje (czas epidemii). Camus swoim tekstem wzmacnia tendencję nowoczesną do odwracania się od natury. Także z tego powodu – przekonania, iż natura, wciąż wypierana i dalej niezauważana, zdolna będzie ponownie upomnieć się o swoją obecność – ostatnie zdanie powieści zawiera przestrogę, iż „nadejdzie być może dzień, kiedy na nieszczęście ludzi i dla ich nauki dżuma obudzi swe szczury i pośle je, by umierały w szczęśliwym mieście” [DŻ 190].

 

JOANNA B. BEDNAREK

 

Tekst pochodzi z wydanego w 2017 roku ekokrytycznego przewodnika lekturowego „Literatura i jej natury”.
Całość książki w wolnym dostępie: Przemysław Czapliński, Joanna B. Bednarek, Dawid Gostyński, „Literatura i jej natury. Przewodnik ekokrytyczny dla nauczycieli i uczniów szkół średnich” Wydawnictwo Rys, Poznań 2017 [epub].

 

[1] Albert Camus, „Notatniki”, w: „Eseje”, tłum. Joanna Guze, PIW, Warszawa 1971.

[2] Wszystkie cytaty wg wydania: A. Camus, „Dżuma”, tłum. J. Guze, seria Kolekcja Gazety Wyborczej: XX wiek, 2004. Lokalizacja przytoczeń bezpośrednio w tekście – po skrócie DŻ.

[3] A. Camus, „Notatniki”, dz. cyt., s. 497.

[4] „Dżuma” nie jest jedynym dziełem Camusa, w którym Oran przedstawiony zostaje jako miejsce osobliwe. W notatkach do „Minotaura albo przystanku w Oranie” Noblista nazywa miasto „dziwacznym”. Tamże, s. 454.

[5] Na marginesie rozważań o przestrzeni miasta i obecności w niej natury, warto wspomnieć o nowych, współczesnych koncepcjach urbanistycznych, które naturę nie tylko uwzględniają, ale czynią z niej jeden z podstawowych elementów miejskiego krajobrazu. Co raz częściej podkreśla się, iż jednym z najważniejszych zadań urbanistyki jest minimalizacja konfliktów między interesem użytkowników infrastruktury miejskiej (przede wszystkim budowlanej) i ochroną środowiska, zwłaszcza przyrodniczego (choć także kulturowego). Każda przestrzeń planowana jest wobec tego z uwzględnieniem terenów zieleni, obecności miejskich gatunków zwierząt. Liczne badania naukowe dowodzą, iż przestrzeń uwzględniająca naturę z punktu widzenia człowieka generuje zyski. Ekologia miejska to urbanistyczny pragmatyzm.

[6] „Tarrou ostatecznie oczarował kupiecki charakter miasta, którego wygląd, ożywienie, a nawet rozrywki dyktowały konieczności handlu” [DŻ 21].

[7] „Najdogodniej można poznać miasto, starając się dociec, jak się w nim pracuje, jak kocha i jak umiera. W naszym małym mieście, może za przyczyną klimatu, wszystko to robi się razem, z miną jednako szaleńczą i nieobecną” [DŻ 7; wyróż. – JB].

[8] Antropologiczna definicja brudu, sformułowana przez Mary Douglas w książce „Czystość i zmaza” pozwala zamknąć się w słowach: „brud to rzecz nie na miejscu”. Por. M. Douglas, „Czystość i zmaza”, tłum. Marta Bucholc, PIW, Warszawa 2007. Zatem ślina nie jest brudem, dopóki pozostaje w ustach człowieka; wypluta z nich – czy na koty czy na chodnik – staje się brudem.

[9] Z tego powodu mieszkańcy orzekną, że wobec dżumy wszyscy są równi. Camus podważa to przekonanie, wskazując na nierówności klasowe i społeczne, które różnicują szybkość i intensywność odczuwania epidemii: „Aż dotąd dżuma zabrała najwięcej ofiar z dzielnic zewnętrznych, bardziej zaludnionych i nędzniejszych aniżeli dzielnice w centrum miasta” [DŻ 106]. Nie wobec dżumy wszyscy są równi, ale wobec podległości względem natury samej w sobie.

[10] M. Sznajderman, „Zaraza. Mitologia dżumy, cholery i AIDS”, Wydawnictwo Naukowe Semper, Warszawa 1994, s. 28.

[11] Początkowe pojedyncze przypadki owszem, zostały zauważone, ale z łatwością zignorowane. Osobnej analizy, na którą nie ma miejsca w niniejszym tekście, wymagałby stosunek ludzi do szczurów i ich śmierci oraz różnica w traktowaniu śmierci szczurów i ludzi.

[12] A. Camus, „Notatniki”, dz. cyt., s. 514, wyróż. – autor.

[13] Odpowiedź na pytanie Cottarda, czy dżuma zmieniła coś w mieście, staje się w tym kontekście jeszcze bardziej niejednoznaczna i nieoczywista. Z punktu widzenia relacji z naturą bliższa prawdy staje się odpowiedź negatywna.

 

JOANNA B. BEDNAREK – doktorantka w Zakładzie Antropologii Literatury UAM. Laureatka stypendium Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Współkuratorka cyklów „Wspólny świat” i „Prognozowanie teraźniejszości”. Współautorka (z Przemysławem Czaplińskim i Dawidem Gostyńskim) książki „Literatura i jej natury” (2017). Współredaktorka tomów zbiorowych – m.in.: „Nowa humanistyka: zajmowanie pozycji, negocjowanie autonomii” (2017), „Interpretacje uwalniające” (2018), „Prognozowanie teraźniejszości” (2018), „Rewolucje i utopie” (2019), „O jeden las za daleko. Demokracja, kapitalizm i nieposłuszeństwo ekologiczne w Polsce” (2019). Redaktorka CzasuKultury.pl. 

 

zobacz także: Obywatel, człowiek, wyjątek. „Antygona” Sofoklesa
zobacz także: W gruncie rzeki. „Jądro ciemności” Josepha Conrada
zobacz także: Bio-Polska, albo przedwiośnie nowoczesności. „Przedwiośnie” Stefana Żeromskiego
zobacz także: Zwierzę, czyli oskarżenie. „Tarsjusz” Wisławy Szymborskiej  
zobacz także: Mroczna fanaberia. „Prowadź swój pług przez kości umarłych” Olgi Tokarczuk

W gruncie rzeki. „Jądro ciemności” Josepha Conrada >>

Prywatyzacja szczęścia, albo dlaczego partia pracy nie jest dziś możliwa >>

Poznań zły: „Ubiezpieczyciel” >>